Zespół Wybrzeża Kości Słoniowej, w którym większość obserwatorów upatruje faworyta rozgrywek, nie podołał dziś outsiderowi grupy B, drużynie Burkina Faso. Choć podopieczni Vahida Halihodzicia dominowali od pierwszej do ostatniej minuty, to skomasowana defensywa w połączeniu z nutą szczęścia, pozwoliła ich rywalom schodzić z boiska zadowolonymi. Remis z WKS to dla Burkina Faso jest równy zwycięstwu.
Wszystko wskazywało na to, że już w pierwszych minutach „Słonie” zaaplikują swoim rywalom kilka bramek, by później spokojnie kontrolować mecz. Jedno z pierwszych podań meczu zostało zaadresowane do Drogby, który umiejętnie przejął piłkę, ale ostatecznie został zatrzymany przez defensora gości, Coulibaly’ego. Piłkarze rościli pretensje do arbitra, domagając się rzutu karnego, ale sędzia pozostał nieugięty i pokazał, by gospodarze wznowili grę od rzutu rożnego.
Przewaga WKS była gigantyczna, ale można było odnieść wrażenie, jakby uczestnicy mundialu 2010 nie za bardzo kwapili się do agresywnego wejścia w pole karne i wpakowania piłki do siatki. Sporo było za to strzałów z dystansu: Bakari Kone uderzył jednak ponad bramką, a Soulemane Bamba trafił wprost w bramkarza. Widząc pasywność w poczynaniach Wybrzeża Kości Słoniowej, podopieczni Paulo Duarte postanowili szukać swojej szansy na zdobycie gola. Odważnym wejściem ze skrzydła w pole karne popisał się Pitroipa, ale podanie do napastnika zostało przecięte przez Kolo Toure. Pod koniec pierwszej połowy bliscy objęcia prowadzenia byli gospodarze, ale w sytuacji sam na sam lepszy od Kone okazał się bramkarz Diakite.
Ku zdziwieniu kibiców, początek drugiej połowy nie rysował się wcale lepiej dla faworytów turnieju. Wybrzeże nadal grało składnie, ale bez wyrazu. Sytuacje były, ale nie stuprocentowe. Dobrze pomiędzy słupkami w zespole Burkina Faso spisywał się Diakite, który poradził sobie z kolejnym uderzeniem Kone. Wkrótce ten drugi opuścił boisko, a w jego miejsce wszedł Keita. Goście znów mieli swoje pięć minut, w czasie których napędzili stracha „Słoniom”. Świetnie z dużej odległości z rzutu wolnego uderzał Rouamba, ale w bramce nie dał się zaskoczyć Copa.
Dopiero 10 minut przed ostatnim gwizdkiem podopieczni Halihodzica zaczęli napierać na rywali. Zmarnowali cztery dogodne sytuacje, co mogło się bardzo szybko zemścić. W ostatniej minucie z groźną kontrą wyszli piłkarze z Burkina Faso, ale zimnej krwi w decydującym momencie nie zachował Bamogo.
To dopiero trzeci mecz rozgrywek PNA, a ponownie jesteśmy świadkami niespodzianki. Murowanym faworytom wcale może nie być łatwo. Widać, że zmęczenie czołowych piłkarzy WKS daje o sobie znać i choć imponują oni dryblingiem, techniką oraz przeglądem pola, to pod względem motorycznym już tak dobrze nie jest. Upór w dążeniu do remisu pomógł dziś zespołowi Burkina Faso, który przy pomyślnych wiatrach mógł sięgnąć po trzy punkty.










