Sypie nam się kadra. Franciszek Smuda skreśla kolejnych kandydatów do gry w reprezentacji z łatwością, z jaką Messi zdobywa bramki. I pewnie bym nie marudził, gdyby chodziło o względy czysto sportowe, a Polska miała 50 wybitnych zawodników.
Problem w tym, że nie chodzi ani o jedno, ani o drugie.
Sławomir Peszko grał ostatnio w Bundeslidze piach. Zdarza się. Takie już piłkarskie życie. Kamil Grosicki odstawiał go na trzy długości, Rafał Wolski na dwie, a Rybus na jedną. Problem w tym, że były gracz Lecha nie został z kadry wyrzucony, bo grał źle. Smuda wywalił go za to, że Peszko w swoim wolnym czasie napił się piwa. A że był z nim Marcin Wasilewski, to jego też trzeba wywalić. A co!

„Franz” podjął tę decyzję bez żadnej rozmowy z jednym albo drugim. Pili? – nie jadą. Krótko. Później, jak dowiedział się, o co tak naprawdę chodzi, wycofał się z dyskwalifikacji dla „Wasyla”, ale Peszko na akt łaski nie ma co liczyć. Od Smudy, bo w klubie już gra.
Tak szczerze, to co to komu przeszkadza, że piłkarz napije się piwa, wina czy nawet wódki w czasie wolnym? Jeśli nie przeszkodzi mu to w dobrej grze – ja nie widzę problemu. Problem pojawiłby się wtedy, gdy przykładowy Peszko bez wódki nie mógł żyć. Ale to już byłaby sprawa innego kalibru.
Osobiście chciałbym, żeby w kadrze grali zawodnicy obecnie najlepsi, a nie najgrzeczniejsi. Jeżeli w obronie mam oglądać piłkarza, który – jak Boenisch – ostatni raz kopnął piłkę w 1979 roku, zamiast Michała Żewłakowa, który w polskiej ekstraklasie jest klasą samą dla siebie, to ja dziękuję bardzo.
Albo taki Boruc. Okej, może jest słabszy od Szczęsnego. Ale co jeśli, odpukać, Wojtek złapie kontuzję? Albo będzie musiał pauzować za kartki? Kto stanie między słupkami, Fabiański? A kiedy on ostatnio to robił? Pamięta ktoś? Ja nie.
Dlatego wybryk Peszki, czy wcześniej Boruca i Żewłakowa, mnie nie zgorszył. Nie poczułem się obrażony. Ma gość wolne, niech robi co chce – w granicach rozsądku oczywiście. Jak ma ochotę się napić, zapraszam. Ja stawiam.











