Po bezbramkowej pierwszej połowie spotkania w drugiej części meczu zobaczyliśmy aż trzy gole. Dwa z nich strzelił Łukasz Garguła, który zapewnił Wiśle trzy punkty. Bramkę na otarcie łez dla Ruchu zdobył tuż przed końcem Andrzej Niedzielan.
Pierwsza groźna sytuacja została stworzona po pięciu minutach gry. Wtedy to dobre podanie od Łukasza Garguły otrzymał Michał Chrapek. Piłkarz Wisły trafił jednak wprost w interweniującego bramkarza chorzowskiego Ruchu. Michal Pesković popisał się kolejną świetną interwencją po dwóch minutach, kiedy z siedmiu metrów mocno uderzył Garguła, ale piłka znów nie wpadła do siatki.

W 21. minucie w sytuacji sam na sam z Pareiką znalazł się Mateusz Kwiatkowski. Piłkarz „Niebieskich” nie potrafił jednak opanować futbolówki i w efekcie trafiła ona do bramkarza. Bardzo groźnie zrobiło się pod bramką Wisły w 29. minucie. Wtedy to Igor Lewczuk po dośrodkowaniu Starzyńskiego wbił piłkę do bramki, ale po kilku sekundach radości chorzowian okazało się, że sędzia nie uznał gola.
Po chwili Starzyński popisał się kolejnym dobrym podaniem, po którym piłka trafiła do Arkadiusza Piecha. Napastnik „Niebieskich” nie potrafił jednak pokonać Pareiki, który wypiąstkował futbolówkę na boczną siatkę. W 42. minucie gospodarze mogli strzelić gola do szatni. W świetnej sytuacji po raz kolejny znalazł się Arkadiusz Piech, ale jego płaski strzał wybronił bezbłędny w tym spotkaniu Sergiej Pareiko.
Po obfitej w okazje pierwszej połowie spotkania początek drugiej części meczu nieco zawiódł. Zbliżyć się do bramki przeciwnika próbowały obydwa zespoły, ale każda próba ataku była skutecznie przerywana. Groźnie pierwszy raz po przerwie zrobiło się dopiero w 64. minucie. Bramce Pareiki zagroził Filip Starzyński, który oddał bardzo groźny strzał, i o mały włos piłka nie znalazła się w siatce.

Niewiele na to wskazywało, ale w końcu w 73. minucie spotkania Wisła Kraków objęła prowadzenie. Wtedy to Rafał Boguski dośrodkował w pole karne gospodarzy i z najbliższej odległości piłkę do bramki wbił Łukasz Garguła. Pomocnik krakowskiej Wisły złapał wiatr w żagle i tuż przed końcem meczu przypieczętował zwycięstwo swojej drużyny. Tym razem znalazł się w sytuacji sam na sam z Peskoviciem po świetnym zagraniu Daniela Sikorskiego, przelobował golkipera gospodarzy i podwyższył prowadzenie Wisły.











