Wisła Kraków pokonała na własnym stadionie Pogoń Szczecin 2:1 (1:0) w ostatnim meczu rundy jesiennej TME. Mecz był kapitalnym widowiskiem, obfitował w wiele sytuacji, jednak mimo optycznej przewagi, Pogoń nie popisała się skutecznością i przedłużyła swoją złą passę, siedmiu meczów bez zwycięstwa.
„Portowcy” od początku ruszyli do ataku, jednak to podopieczni Franciszka Smudy wyszli na prowadzenie za sprawą Pawła Brożka. Mimo kolejnych ataków przyjezdni nie mogli wypracować sobie okazji do strzelenia bramki. Druga połowa była prawdziwą wymianą ciosów, niemal jak na ringu bokserskim. Ostatecznie obie drużyny zdobyły po jednym golu w drugiej części gry, i to zawodnicy Wisły będą spędzać zimowy urlop w lepszych humorach.

W 11. minucie na bramkę gości popędził Garguła, ale w ostatniej chwili bezpardonowo został zaatakowany przez Gollę, który wybił piłkę na rzut rożny i uratował swój zespół. Mimo sytuacji Wisły to Pogoń przeważała na boisku, ale brakowało kluczowego podania. W 19. minucie „Biała Gwiazda” wyszła jednak na prowadzenie. Garguła kopnął piłkę w pole karne, fantastycznym wyskokiem popisał się Guerrier, który zdołał zgrać za wysoko zagraną futbolówkę, wprost pod nogi Brożka, który dopełnił formalności i otworzył wynik spotkania. „Portowcy” nadal atakowali z taką samą werwą, ich akcje jednak kończyły się przed polem karnym gospodarzy. Kwadrans przed końcem pierwszej części gry Sarki zdecydował się na strzał z dystansu, ale na raty obronił Janukiewicz. Jeszcze przed zakończeniem pierwszej połowy Chrapek urwał się obrońcom i popędził prawym skrzydłem. Dośrodkował piłkę do Sarkiego, ten potężnie uderzył z woleja, lecz obok bramki. Pierwsza połowa zakończył się prowadzeniem miejscowych, jednak z przebiegu gry, to przyjezdni przeważali. Pogoń nie potrafiła wypracować sobie żadnych klarownych sytuacji, w przeciwieństwie do podopiecznych Franciszka Smudy.
Początek drugiej połowy był szalony. Najpierw Rogalski oddał niesygnalizowany strzał zza linii pola karnego, ale świetnym refleksem popisał się Miśkiewicz. Chwilę później Chrapek wypuścił Guerriera, ale Haitańczyk nie zdołał pokonać bramkarza „Portowców” w sytuacji sam na sam. W 54. minucie „Biała Gwiazda” podwyższyła prowadzenie. Garguła i Burliga rozklepali defensywę szczecinian, w końcu ten drugi przedarł się i w sytuacji sam na sam z Janukiewiczem uderzył piłkę i ta przeleciała między jego nogami. Po drugiej straconej bramce Pogoń ruszyła agresywnie, lecz zamiast sytuacji, przynosiło to faule i kartki. W 69. minucie Robak wyszedł oko w oko z Miśkiewiczem. Napastnik Pogoni minął bramkarza, jednak były golkiper rezerw Milanu sfaulował go i sędzia podyktował rzut karny, który na bramkę zamienił sam poszkodowany. Świetna passa bramkarza Wisły dobiegła końca po 790 minutach, bez puszczonej bramki przy Reymonta. Defensywa gospodarzy grała nerwowo i popełniała coraz więcej błędów. W 74. minucie obrońcy zamiast powstrzymywać szarżującego Robaka, skupili się na gestykulowaniu w stronę sędziego. Na szczęście strzał reprezentanta Polski wylądował na poprzeczce. Pięć minut później Burliga świetnym podaniem obsłużył Chrapka, młody wiślak strzelił jednak prosto w Janukiewicza. Wisła ostatnie minuty spędziła na własnej połowie, broniąc się przed ofiarnie atakującymi piłkarzami znad morza. W doliczonym czasie gry Dąbrowski mógł wyrównać, ale jego strzał głową przeleciał nad bramką.











