W meczu 8. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Wisła Kraków pokonała Ruch Chorzów 3:2. Bramki dla gospodarzy zdobyli Biton, Kirm i Diaz. Natomiast dla gości gole strzelili Lewczuk oraz Jankowski. Mecz obfitował w dużą ilość sytuacji podbramkowych z obu stron. Jednak to gospodarze mają więcej powodów do satysfakcji po ostatnim gwizdku sędziego Adama Lyczmańskiego.
Rywalizacja pomiędzy Wisłą Kraków a Ruchem Chorzów kończyła piłkarski weekend w T-Mobile Ekstraklasie. Oba zespoły podchodziły do spotkania w podobnych nastrojach, ponieważ trzy ostatnie mecze ligowe rozstrzygały na swoją korzyść. Aczkolwiek papierowym faworytem bez wątpienia była drużyna mistrza Polski, która w tygodniu nie dała najmniejszych szans pierwszoligowej Flocie Świnoujście w spotkaniu Pucharu Polski, pokonując ją 4:2. Natomiast „Niebiescy” pokonali po dogrywce 1:0 w tych samych rozgrywkach Łódzki Klub Sportowy. Bramkę na wagę awansu do kolejnej rundy rozgrywek strzelił Paweł Abbott, który w niedzielne popołudnie rozpoczął mecz na ławce rezerwowych.

Dość nieoczekiwanie pierwsi w dogodnej sytuacji na zdobycie gola byli zawodnicy gości. Za sprawą Macieja Jankowskiego, który próbował pokonać bramkarza Wisły Kraków strzałem pietą, zrobiło się gorąco na stadionie przy ulicy Reymonta. Jednakże próba ta okazała się niecelna i z sektora zajmowanego przez sympatyków chorzowskiego klubu można było usłyszeć tylko jęk zawodu. Warto odnotować, że grupa kibiców, która wspierała Ruch Chorzów, liczyła 1500 osób.
Kolejne minuty były pokazem walki obu zespołów o każdy centymetr boiska. Wiślacy raz po raz wychodzili z atakiem pozycyjnym, który zazwyczaj kończył się dośrodkowaniem, lecz specjalnych problemów w takich sytuacjach z wyłapaniem futbolówki nie miał Matko Perdjić. Przewaga w posiadaniu piłki, jak można było się spodziewać, była zdecydowanie po stronie gospodarzy. Chorzowianie skupiali się raczej na kontrach, które, tak czy owak, były powstrzymywane w zarodku przez defensywę podopiecznych Roberta Maaskanta.
Problemem holenderskiego opiekuna „Białej gwiazdy” z pewnością były kontuzje, które dotknęły jego piłkarzy podczas rywalizacji z Ruchem. W konsekwencji przedwcześnie murawę boiska musieli opuścić zarówno Patryk Małecki, jak i Maor Melikson. W ich miejsce weszli odpowiednio Ivica Iliev oraz Thomas Jirsak. To jednak zdecydowanie zaburzyło całą taktykę, którą na to spotkanie przygotował szkoleniowiec 13-krotnego mistrza Polski. A Ruch grał cały czas swoje. Nie zwracał uwagi na problemy swoich adwersarzy i konsekwentnie realizował plan taktyczny przygotowany przez Waldemara Fornalika. W 31. minucie gry na strzał z dalszej odległości zdecydował się Arkadiusz Piech, ale piłka po uderzeniu 26-letniego napastnika minimalnie minęła światło bramki i wynik w dalszym ciągu brzmiał 0:0.













