Trzy punkty w czterech pierwszych meczach na pewno nie napawają optymizmem kibiców w Płocku. Wręcz przeciwnie. Taki stan posiadania może wprawić w zaniepokojenie. Bo przecież udało się wygrać tylko z Radomiakiem. A w pozostałych meczach Wisła raczej odstawała od rywala, niż nieszczęśliwie z nim przegrywała. Gdzie leży problem? I dlaczego „Nafciarze” tak słabo punktują?
Na początku trzeba zaznaczyć, że kadra Wisły Płock na papierze wygląda dość solidnie. Jest trzech dobrych, zdolnych, kreatywnych środkowych pomocników – Furman, Wolski, Szwoch. Do tego dochodzi doświadczony Jakub Rzeźniczak. Wydawałoby się, że ma to ręce i nogi. No ale na boisku tego nie widać. A przynajmniej nie przynosi to punktów. Bo z całym szacunkiem do Radomiaka zwycięstwo z beniaminkiem na początku sezonu jest obowiązkiem klubu, który w ekstraklasie jest dobrych kilka lat. A więc dlaczego przed Wisłą kolejny sezon, w którym będzie walczyć o utrzymanie?
Wisła Płock – potencjał ludzki adekwatny do miejsca w tabeli?
Wydaje się, że tak jest. Stosunkowo dobra linia pomocy przykryła pozostałe problemy Wisły Płock, ale zakryła je tylko do pierwszego meczu. Bo przecież zarówno wahadła, jak i pozycja napastnika nie są obsadzone na tyle mocno, aby mówić chociaż o walce o środek tabeli. Wystarczy porównać środkowych pomocników, jakimi dysponuje trener Bartoszek, do wahadłowych. Już wymieniani Szwoch, Furman i Wolski, do tego Lagator i Leśniak i nie najgorszy Rasak – jest w czym wybierać. Z kolei na pozycji lewego wahadłowego poza Piotrem Tomasikiem nie ma wielkiego wyboru. Praktycznie żadnego. I może nie byłoby w tym problemu, gdyby nie to, że Tomasik jest bardzo ograniczonym zawodnikiem i nie daje tyle jakości, ile powinien dawać lewy wahadłowy.
Równie źle sytuacja wygląda na pozycji napastnika. Mimo tego, że liczba „dziewiątek” w Płocku jest dość duża, to żadna z nich jakoś szczególnie się nie wyróżnia. Jest Marko Kolar, który mimo że podczas poprzedniego pobytu w ekstraklasie strzelił 12 bramek w Wiśle Kraków, to jak na razie wygląda przeciętnie. Zaś Patryk Tuszyński, który miał stosunkowo przyzwoity, jak na swój i Wisły poziom, poprzedni sezon, jak na razie nie może się przebić do pierwszego składu. Niemniej nie oszukujmy się, raczej nie odczulibyśmy różnicy pomiędzy nim a Marko Kolarem.
W drużynie są również Łukasz Sekulski pozyskany z ŁKS-u, gdzie nie zbierał najlepszych not, oraz Damian Warchoł. I to właśnie ten ostatni wydaje się być najsensowniejszym napastnikiem w Wiśle. Bo na boisku spędził tylko 56 minut, a zdobył w tym czasie dwie bramki. Jest tym samym najlepszym strzelcem zespołu, co daje mu pewną przewagę nad kolegami.











