Drużyna CSKA Moskwa, po niezwykle emocjonującym meczu, zremisowała ze stołecznym Spartakiem 2:2. Mimo że goście prowadzili już dwoma bramkami, podopieczni Leonida Słuckiego zdołali najpierw zdobyć kontaktową bramkę, a w doliczonym czasie doprowadzić do wyrównania.
Po 24. kolejkach gospodarze dzisiejszego meczu, CSKA, przodowali w tabeli rosyjskiej Premier Ligi, mając nad drugim Zenitem sześć oczek przewagi. Ekipa Walerego Karpina plasowała się natomiast na szóstej lokacie, ze stratą szesnastu punktów do rywala.

Mecz na Łużnikach lepiej rozpoczęli zawodnicy CSKA i już w trzeciej minucie, po dośrodkowaniu Zorana Tosicia, przed szansą stanął Vagner Love, jednak piłkę po strzale głową Brazylijczyka wyłapał Andrij Dykań. Na odpowiedź gości czekaliśmy osiem minut, wówczas z płaskim strzałem Aidena McGeady’ego bez większych problemów poradził sobie Igor Akinfiejew.
Po wyrównanym początku do głosu coraz częściej zaczęli dochodzić piłkarze w czerwono-granatowych strojach. W 20. minucie strzał Dzagoeva na rzut rożny sparował Dykań, kwadrans później swoją sytuację zmarnował Vagner Love, a po chwili uderzenie Tosicia zatrzymał dobrze dysponowany dziś bramkarz Spartaka. Znane piłkarskie porzekadło mówi, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Tak stało się i tym razem, gdyż w 42. minucie Aiden McGeady dostał piłkę w okolicach 14. metra i precyzyjnym uderzeniem zamienił dogodną okazję na bramkę.
W przerwie to goście schodzili więc do szatni w lepszych nastrojach, a na drugą połowę wyszli podbudowani golem zdobytym do szatni. Na drugi cios nie musieliśmy więc czekać długo. W 46. minucie znów znać o sobie dał McGeady, który tym razem wyłożył piłkę Ariemu, a ten nie miał problemów z pokonaniem Akinfiejewa. Jeśli komuś wydawało się jednak, że to już koniec emocji na Łużnikach, z tego mylnego wrażenia wyszedł już po minucie. Po przeciwnej stronie boiska w polu karnym pod presją Marka Suchego padł bowiem Ahmed Musa, a pan Siergiej Karasiow wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Vagner Love, jednak, ku radości licznie zgromadzonych na trybunach kibiców Spartaka, nie zdołał pokonać Dykania.

Późniejszy fragment meczu nie obfitował w podbramkowe sytuacje, po groźnym uderzeniu oddali Love i Jakowlew, jednak dopiero ostatnie 20 minut przyniosło nam prawdziwe emocje. W 73. minucie ze strzałem Musy poradził sobie jeszcze Dykań, jednak minutę później, po znakomitej asyście Vagnera Love’a, Nigeryjczyk skierował już piłkę do siatki. Końcówka zapowiadała się więc niezwykle emocjonująco i taka też była. Na końcowe rozstrzygnięcie musieliśmy jednak czekać aż do doliczonego czasu gry. Wtedy to doszło do kopii sytuacji z początku drugiej połowy: ponownie nieodpowiedzialnie w polu karnym zachował się Suchy, a tym razem do jedenastki podszedł Ałan Dżagojew. 22-latek poradził sobie z ogromną presją i mocnym uderzeniem w sam środek bramki ustalił wynik spotkania na 2:2.











