Pierwsze dwa starcia ćwierćfinału Ligi Mistrzów upłynęły pod znakiem awansu faworytów. W meczu rozegranym już o godzinie 18.30 CSKA Moskwa uległ Interowi Mediolan 0:1 po golu Wesleya Sneijdera już w 7. minucie gry. Na Camp Nou natomiast FC Barcelona wyeliminowała Arsenal Londyn, wygrywając 4:1. Wszystkie trafienia dla „Blaugrany” padły za sprawą Leo Messiego.
Wtorkowy wieczór z Ligą Mistrzów okraszony został świętem futbolowym. Po pięknym starciu w Londynie, gdzie Arsenal zremisował z FC Barcelona 2:2, można było oczekiwać podobnego widowiska na Camp Nou. Podopieczni Pepa Guardioli byli niekwestionowanym faworytem potyczki z „The Gunners”, lecz sam szkoleniowiec „Barcy” przestrzegał przed nadmierną pewnością siebie. Było wszakże pewne, że mimo nieobecności Cesca Fabregasa, Anglicy tanio skóry nie sprzedadzą.

Od pierwszego gwizdka arbitra to FC Barcelona przystąpiła do spodziewanych ataków. „Blaugrana”, przenosząc futbolówkę w pole karne „Kanonierów”, starała się już w premierowych fragmentach meczu trafić do siatki. Widać było, że to Arsenal będzie potrzebował więcej czasu, by prawidłowo funkcjonować na boisku. Okres aklimatyzacji na hiszpańskiej ziemi nie trwał jednak długo i wysokim pressingiem piłkarze Arsene Wengera starali się pokrzyżować plany „Barcy”. W 12. minucie pierwszą groźną próbę odnotować mogli gospodarze. Mierzony w samo okienko strzał autorstwa Leo Messiego minimalnie minął poprzeczkę bramki Manuela Almunii.
Niezwykle ostry pierwszy kwadrans na Camp Nou okazał się pożyteczniejszy dla „Kanonierów”. To właśnie przyjezdni po spornej sytuacji w środku pola przejęli futbolówkę, którą jeden z graczy w białej koszulce idealnie zagrał między stoperów „Barcy” do Theo Walcotta. Reprezentant Anglii, będąc sam na sam z Victorem Valdesem, wyłożył jeszcze piłkę jak na tacy Nicklasowi Bendtnerowi. Pierwszy strzał Duńczyka przy pomocy Daniego Alvesa fenomenalnie odbił hiszpański golkiper, lecz przy dobitce napastnika oznaczonego numerem 52 był bezradny.

Sensacja w stolicy Katalonii nie trwała jednak długo. 180 sekund swoją sportową złość pokazał nie kto inny, tylko Lionel Messi. Argentyńczyk dynamicznie mijał rywali i kiedy wydawało się, że straci futbolówkę na korzyść obrońców gości, asystą „popisał się”… Mikael Silvestre, który odegrał z powrotem do zawodnika „Barcy”. Messi nie zastanawiał się już długo i pięknym uderzeniem przy lewym słupku bramki Almunii dał „Blaugranie” gola wyrównującego. Widowisko rozgorzało na dobre, a inicjatywę zdecydowanie przejęli gospodarze. Barcelona poczuła wiatr w żaglach i z coraz to groźniejszymi atakami gościła w polu karnym Arsenalu. Długo zatem na gola numer trzy w meczu nie trzeba było czekać.













