Każdy z nas robi głupie rzeczy… Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto w życiu nie popełnił żadnego błędu. Podczas Pucharu Narodów Afryki widzimy jednak, że ktoś tam nie jest w stanie zapanować nad sytuacjami, które mają miejsce. I nie chodzi tylko o feralne losowanie między Mali i Gwineą. Dziwnych kwiatków było więcej.
Na hasło futbol afrykański wielu z nas pomyśli od razu: 22 Murzynów, którzy kompletnie nie wiedzą, po co i jak biegają za szmacianą kulą, bez żadnej taktyki próbując ją wkopać do bramki przeciwnika. To stereotypowe i krzywdzące Czarny Kontynent spojrzenie na ich futbol zmienia się coraz bardziej, jednak oglądając obecnie rozgrywany tam czempionat, mam wrażenie, że z powrotem w kierunku negatywnym. A szkoda…
Niech decydują kulki
Zacznę od sprawy, który w jakiś sposób dotknęła mnie najbardziej, czyli oczywiście losowania, kto zagra w ćwierćfinale. Wszystko mogło rozstrzygnąć się na boisku na korzyść Mali, ale cóż. Zmarnowany karny, jeden głupi błąd i dominacja przez pełne 90 minut nie zdała się kompletnie na nic. Zresztą o takiej „głupocie” można śmiało mówić w kontekście całej rywalizacji. Podopieczni Henryka Kasperczaka byli stroną przeważającą w dwóch z trzech spotkań. Naciskali na bramkę przeciwników i zabrakło tego jednego dostawienia nogi i wpakowania piłki do siatki. Zarazem tak mało i dużo.
Henryk Kasperczak wykonał z Mali wielką robotę. „Orły” z ekipy, która grała bardzo przeciętnie, przeistoczyły się w zespół, który potrafił zaatakować wysokim pressingiem i zepchnąć rywala do głębokiej defensywy. I co z tego, że prezentowały prawdopodobnie jeden z najciekawszych futboli podczas całego turnieju? Może brzmieć to bardzo subiektywnie… Może nawet jest, ale jeśli nie wierzycie, to obejrzyjcie sobie mecze podopiecznych „Kaspera”. Mieli być outsiderem i walczyć z Gwineą o trzecią lokatę – ostatecznie niestety otarli się i spadli na dno.
Co z polskim selekcjonerem? Trudno powiedzieć. Podobno aż trzy jego numery nie odpowiadały i wiele wskazuje na to, że to już koniec drugiej przygody szkoleniowca z Mali. Po dwóch brązowych medalach na dwóch kolejnych PNA podopieczni Henryka Kasperczaka mieli zdobyć coś więcej. Apetyt na sukces w Mali rósł. Odpadnięcie w fazie grupowej na pewno go nie nasyciło, nawet w takich okolicznościach.
Sytuacja, gdy o awansie ma decydować rzut monetą lub wylosowanie kulki, jest rzadkością. Nic więc dziwnego, że nikt nie pomyślał, jak bardzo jest krzywdzące to, że o awansie nie decyduje w żaden sposób to, co pokazywano na boisku. Już sprawiedliwsze byłoby zastosowanie rozwiązania z mistrzostw Afryki (CHAN – mogą tam wystepować tylko zawodnicy z rodzimych lig). Przed losowaniem, które jest punktem ósmym, jest jeszcze ranking fair play.
Wiele osób podkreślało, że komuś zwyczajnie zabrakło wyobraźni. Wszak można było zorganizować serię rzutów karnych jeszcze na boisku. Tak, tylko na coś takiego nie pozwalał regulamin. Wyobraźcie sobie, co by się działo w kraju przegranych, ile złych emocji wylałoby się po takim odpadnięcu. I to niezgodnym z zasadami!











