Wieczysta Kraków może zawalczyć w tym sezonie o awans na zaplecze PKO BP Ekstraklasy. „Żółto-czarni” znaczą już coraz więcej na piłkarskiej mapie Polski. Gdzie znajduje się szczyt drużyny z Krakowa? W jaką stronę kroczy projekt Wojciecha Kwietnia?
Na świeczniku
Jeszcze do niedawna Wieczystą Kraków traktowano w kraju jako zwykłą ciekawostkę. I raczej nic ponadto, wszak o klubie finansowanym przez Wojciecha Kwietnia opinia publiczna przypominała sobie co kilka miesięcy – czy to z okazji kolejnego reportażu, czy nowego, niebotycznego transferu. Niespecjalnie powinno to jednak dziwić, drużyna z Krakowa pozostawała przecież na absolutnych peryferiach ligowego futbolu.
Wysokie zwycięstwa, choć imponujące, przechodziły zatem bez większego echa. Wielu wieszczyło zresztą Wieczystej dość rychły upadek, co w przypadku klubu budowanego na finansowej podbudowie pojedynczej jednostki wcale nie byłoby specjalnie zaskakujące. I choć po drodze nie zabrakło wpadek – za jaką można by uznać brak awansu do 2. ligi w roku 2023 – „Żółto-czarni” wgramolili się finalnie na poziom centralny.
Zajęło to co prawda dłużej, niż zakładano pierwotnie, niemniej tempo kolejnych promocji wciąż należy określić mianem błyskawicznego. I co najważniejsze – nic nie wskazuje obecnie na jakiekolwiek zniechęcenie ze strony klubowego dobrodzieja Wojciecha Kwietnia, który to wciąż łoży w autorski projekt ogromne pieniądze.
Jako że mowa już o poziomie centralnym, hokejowe wyniki meczów nie powinny (i faktycznie nie są) ignorowane przez środowisko piłkarskie. W minioną sobotę, Wieczysta rozjechała przy Chałupnika… Hutnika. I to aż 7:1. Wysoki triumf w starciu z lokalnym rywalem to swoisty kamień milowy, realizacja składanych deklaracji. Wieczysta Kraków staje się na krajowym podwórku istotnym graczem.
Rozkręcają się w lidze
Inauguracja sezonu wcale nie zwiastowała jednak zbliżających się fajerwerków. W 1. kolejce trwającej kampanii „Żółto-czarni” polegli w starciu z Resovią Rzeszów. Co prawda skromnie, bo tylko 0:1, niemniej głośno zwiastowano już koniec wynikowej sielanki. Nie brakowało też tych, których to potknięcie pompowanej gigantycznymi pieniędzmi machiny z Krakowa najzwyczajniej uradowało.
Już tydzień później podopieczni Sławomira Peszki zainkasowali jednak pierwszy na szczeblu centralnym komplet punktów. „Żółto-czarni” pokonali w delegacji rezerwy Zagłębia Lubin 1:0 – bramkę na wagę zwycięstwa zdobył w 80. minucie spotkania sam Michał Pazdan.











