W polskich mediach wciąż słychać trzy nazwiska. Smuda, Smolarek i Boruc. Powołania dwóch niezwykle medialnych, ale także dobrych pod względem czysto piłkarskim zawodników odbiło się w naszym kraju szerokim echem. Jakby obok, zupełnie niezauważone przeszło powołanie dla Arkadiusza Głowackiego. Piłkarza, który ma nie tylko umiejętności. Ma szczególnie ogromnego pecha.
Przeglądając, co wydarzyło się dziś w świecie futbolu, trafiłem na bardzo przykrą wiadomość. Kontuzji doznał Arkadiusz Głowacki. W celu potwierdzenia tych doniesień postanowiłem wejść na oficjalną stronę Trabzonsporu, klubu, w którym obecnie występuje polski defensor. Kilka chwil z internetowym tłumaczem i pojąłem, że język turecki nie jest aż tak straszny, jak by się wydawało. Niestety, dalej nie było mi do śmiechu. Głowacki doznał urazu i co gorsza, prawdopodobnie nie zagra w najbliższych spotkaniach reprezentacji.

Arkadiusza Głowackiego zacząłem dokładniej obserwować w połowie 2002 roku tuż po mundialu w Korei i Japonii. To wtedy, w meczu przeciwko Stanom Zjednoczonym, młody defensor Wisły Kraków zachwycił mnie do tego stopnia, że do dzisiaj pozostaje jednym z moich ulubionych stoperów. Dlaczego o tym wspominam? Bo feralne wydarzenie, które przytrafiło się byłemu piłkarzowi Wisły Kraków, nie jest pierwszym tego typu w jego karierze. Jest jednym z wielu.
Kontuzje
W swojej karierze Arkadiusz Głowacki zmagał się z wieloma urazami. Wiele z nich wyeliminowało piłkarza z ważnych spotkań. Chociażby z tych, w których Wisła Kraków biła się o Ligę Mistrzów. Wystarczy spojrzeć na zeszły sezon i rywalizację z estońską Levadią Tallin. W pierwszym spotkaniu, rozegranym w Sosnowcu, Wisła wystąpiła bez swojego kapitana. Efekt był przygnębiający, Zastępujący go Mariusz Jop popełnił błąd, który spowodował, że mistrzowie Polski sensacyjnie przegrali z kopciuszkiem z Tallina. W rewanżu Głowacki zagrał, ale nie mógł nic wskórać, gdy partnerzy pudłowali tak, że nóż sam otwierał się w kieszeni.
Inny przykład? Sezon 2003/2004 i Wisła grająca o tę samą Ligę Mistrzów z Anderlechtem Bruksela. Nie jest tajemnicą, że z Głowackim w składzie drużyna Henryka Kasperczaka być może byłaby w stanie ograć Arunę Dindanę i spółkę.
Teraz kontuzja eliminuje obrońcę być może z najważniejszych meczów w karierze. W Lidze Europejskiej z Liverpoolem i w reprezentacji Polski, w której zupełnie nieoczekiwanie pojawiła się szansa na przypomnienie o swojej osobie Franciszkowi Smudzie.
Boiskowy pech












