Pogoń Szczecin pokonała wczoraj przed własną publicznością łódzki Widzew. Beniaminek pomimo przegranej zaprezentował się z bardzo dobrej strony. Widzew nie odstawał poziomem od Pogoni, a obie drużyny stworzyły naprawdę dobre widowisko. Trzy punkty ostatecznie zostały w Szczecinie.
Długo czekali kibice Widzewa na powrót do ekstraklasy. W końcu nadszedł dzień, w którym RTS podejmował Pogoń Szczecin na wyjeździe. Zaczęło się bardzo dobrze, gdyż wynik spotkania otworzył Bartłomiej Pawłowski, wyprowadzając widzewiaków na prowadzenie. Później jednak wyrównał Luka Zahović, a Vahan Bichakhchyan ustalił wynik meczu na 2:1. Widzew jednak przedstawił się ekstraklasie w bardzo pozytywny sposób, grając z trzecią drużyną poprzedniego sezonu jak równy z równym. Niestety, podopieczni Janusza Niedźwiedzia ostatecznie wrócili do Łodzi bez punktów, ale taka gra może wróżyć dobrze na kolejne ekstraklasowe spotkania.
Pawłowski znów strzela
Jedną z niespodzianek w wyjściowej jedenastce łódzkiego Widzewa był fakt, że miejsce na pozycji nr 9 zajął Bartłomiej Pawłowski. Taki wariant był stosowany przez trenera Janusza Niedźwiedzia w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu. Pamiętajmy, że były piłkarz Śląska Wrocław nie jest nominalnym napastnikiem, więc wydawało się, że po sprowadzeniu Jordiego Sancheza i powrocie do zdrowia Matti Montiniego Pawłowski będzie występował na skrzydle, czyli swojej nominalnej pozycji. Tak się jednak nie stało, Sanchez rozpoczął mecz na ławce rezerwowych, a Montini z nieznanych przyczyn nie znalazł się nawet w kadrze na to spotkanie i został w Łodzi. Te czynniki sprawiły, że Bartek Pawłowski znów zagrał w napadzie. Z jakim skutkiem? Chyba dobrym, bo już w 19. minucie spotkania wyprowadził RTS na prowadzenie. Czy taki wariant będzie stosowany również w kolejnych spotkaniach? Być może tak, ale niewykluczone, że było to tylko rozwiązanie awaryjne, z uwagi na to, że Jordi Sanchez nie przepracował z drużyną wystarczająco wielu jednostek treningowych. Kolejnym znakiem zapytania jest przyszłość Matti Montiniego w Widzewie.
Nie ma wstydu
Widzew przez całe spotkanie grał z Pogonią jak równy z równym. Łodzianie zdecydowanie nie wyglądali na beniaminka rozgrywek, byli drużyną rozsądną i poukładaną zarówno w ofensywie, jak i defensywie. O tym, że to Widzew nie wywiózł punktów ze Szczecina, zadecydowały detale. Pierwsza bramka dla „Portowców” to nieporozumienie Bożidara Czorbadżijskiego i Mateusza Żyry, a druga to przebłysk geniuszu Vahana Bichakhchyana. Również w ataku zabrakło trochę szczęścia, Bartłomiej Pawłowski mógł skończyć mecz z hat-trickiem na koncie, ponieważ dwa razy stanął oko w oko z Dante Stipicą. Kibice Widzewa po tym meczu czują wielki niedosyt, ale kiedy emocje opadną, można wyciągnąć z tego spotkania wiele pozytywów. Widzew rozegrał naprawdę dobry mecz i taka postawa dobrze rokuje na kolejne spotkania.











