W ostatnim meczu 2. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Korona Kielce po niezwykle emocjonującym spotkaniu zremisowała na własnym boisku z Ruchem Chorzów 2:2. Kibice mieli okazję podziwiać fantastyczne widowisko. Już w pierwszej połowie padły cztery bramki, które ostatecznie ustaliły wynik meczu.

Mecz już od pierwszego gwizdka tętnił życiem. Nikomu nie przeszkadzał nawet obfity deszcz. W ciągu 10 minut piłkarze zafundowali kibicom nie lada niespodziankę. Najpierw w 6. minucie gospodarzy na prowadzenie wyprowadził Michał Zieliński. Przyjezdni jednak w ekspresowym tempie, bo zaledwie 120 sekund później, doprowadzili do remisu. Zawodnik Ruchu Gabor Straka wykorzystał zamieszanie w polu karnym gospodarzy i skierował futbolówkę do siatki.
Niespełna kwadrans do końca pierwszej odsłony gościom został przyznany rzut karny! Sprokurował go Kamil Kuzera, który zaliczył niefortunny wślizg. Pewnym egzekutorem „jedenastki” okazał się Paweł Abbott, dając tym samym prowadzenie przyjezdnym z Chorzowa. Niesamowita sytuacja miała miejsce kilka minut później. Tym razem to kielczanie stanęli 11 metrów przed bramką Ruchu. Perdijic we własnym polu karnym faulował Zielińskiego. Vuković co prawda na raty, ale najważniejsze, że celnie wykonał rzut karny. I tak po 45 minutach oba zespoły schodziły z murawy z wynikiem 2:2.
Drugą odsłonę zarówno Korona, jak i Ruch rozpoczęły w tych samych składach. Zawziętość i charyzma piłkarzy również pozostała bez zmian. Jedni i drudzy na wszystkie możliwe sposoby próbowali zdobyć bramkę, jednak golkiperzy do samego końca tego interesującego pojedynku nie musieli już wyciągać piłki z siatki. Korona więc była zmuszona podzielić się punktami z chorzowianami.
Ponad 7 tysięcy osób zebranych na Arenie Kielc nie mogło narzekać na brak widowiska na wysokim poziomie. Niedosytem może być jedynie to, że w ciągu drugich 45 minut ich pupile nie zdołali strzelić jeszcze kilku bramek, a okazji na dokonanie tego było pod dostatkiem.











