Po paru zaskakujących wynikach w pierwszej kolejce kibiców Serie A czeka prawdziwa gratka. Dwa wielkie hity, plus kilka ciekawych spotkań. I jak tu nie lubić włoskiej ligi?
W sobotę oprócz pojedynku beniaminków Pescary i Torino, i być może kolejnego występu Kamila Glika, czeka nas mecz wicemistrza Włoch. Milan po niechlubnej porażce w pierwszej kolejce, w pojedynku u siebie z Sampdorią, pojedzie do Bolonii Tam będzie musiał stawić czoła gospodarzom, którzy również nie są w najlepszych nastrojach. Nie dość, że polegli 0:2 z Chievo, to jeszcze stracili swojego najlepszego pomocnika i ostoję środka pola, Diego Pereza. Bez pauzującego za czerwoną kartkę Urugwajczyka Bologna będzie musiała poradzić sobie z całą plejadą gwiazd, która wybiegnie na boisko po stronie Milanu. A będą to piłkarze żądni odkupienia win, zemsty za porażkę u siebie. Mediolańczycy będą musieli udowodnić sobie i swoim kibicom, że pomimo odejścia paru czołowych graczy dalej są w stanie dominować w Serie A. W końcu Kevin-Price Boateng, Riccardo Montolivo czy Urby Emanuelsson to nie są zawodnicy przeciętni, zwyczajni, niepotrafiący wznieść się na wyżyny w trudnych momentach. To są futboliści nietuzinkowi, co pokazywali nie raz, nie dwa także w Lidze Mistrzów, gdzie rozgrywki stoją na nieporównywalnie wyższym poziomie niż w lidze włoskiej. Dla Robinho, Pazziniego czy nawet Flaminiego mecze takie jak z Bologną powinny być rozgrzewką do większych starć. Wszystko jednak rozchodzi się o koncentrację, która musi być na najwyższym poziomie przez równe 90 minut. Jeśli tego zabraknie, może się skończyć jak w pojedynku z Sampdorią, na marginesie beniaminkiem. Na takie rozluźnienie czy też swoistego rodzaju lekceważenie liczą gospodarze. Oni przecież nie mają nic do stracenia, podejmują zespół lepszy od siebie, ale nie odpuszczą ani na minutę. Nie przestaną wierzyć aż do końca, bo taki jest urok piłki nożnej. Tu nawet Kopciuszek może wygrać lub wyrwać punkty z możnymi jednej z najsilniejszej ligi świata. Wystarczy przypomnieć sobie chociażby zeszły rok i dwa niespodziewane remisy tych drużyn.

Niedziela natomiast będzie stała pod znakiem dwóch hitowych spotkań. Meczów niecodziennych i z pewnością widowiskowych. Na początek o godzinie 18 na stadionie w Udinese wybiegną miejscowi piłkarze wraz z Juventusem Turyn. Mistrz Włoch po łatwej i przyjemnej przeprawie z Parmą w pierwszej kolejce stanie przed dużo trudniejszym zadaniem. Co prawda, Udine zaczęło sezon fatalnie, bo odpadło w kwalifikacjach Ligi Mistrzów z Bragą i poległo z Fiorentiną, ale to wciąż silna drużyną. Przecież w zeszłym sezonie ten sam zespół zajął jakże wysokie trzecie miejsce w lidze tuż za Milanem i Juventusem. A pojedynki z turyńczykami czy mediolańczykami graczy trenera Guidolina były prawdziwymi rarytasami dla fanów. Były to zacięte, stojące na wysokim poziomie spotkania. I trzeba przyznać, że gdyby nie Matri i jego indywidualne popisy wynik mógłby być zgoła inny. Tymczasem skończyło się na 2:1 dla „Juve” i teraz Udinese pragnie odwetu. Gospodarze muszą udowodnić, że zeszłoroczne trzecie miejsce nie było przypadkowe. Będą chcieli jakoś zrekompensować swoim fanom odpadnięcie z najbardziej prestiżowych rozgrywek piłkarskich, czyli Ligi Mistrzów. A czy jest lepszy sposób, żeby uradować swoich fanów, niż pokonanie mistrza kraju? Na dodatek obrońcy tytułu, który nie poniósł ani jednej porażki w zeszłym sezonie, kiedy to wygrywał ligę. Jednak o to będzie naprawdę ciężko, bo Juventus gra świetnie. Dominuje w środku pola za sprawą niesamowitego Pirlo, Włochowi wtórują Vidal i Marchisio, a w ataku szaleje sprowadzony z Parmy Giovinco. To może się okazać mieszanką wybuchową dla defensorów Udine, którzy ostatnio dali się zaskoczyć Bradze. Tylko że hitowy pojedynek z graczami z Turynu może w nich rozbudzić zgoła inne emocje. Chęć walki, zwycięstwa, zemsty.











