Warta Poznań potrafi spuścić się z łancucha


Warta Poznań pokazała w meczu z Miedzą bardziej odważniejszą twarz po stracie bramki

13 lutego 2023 Warta Poznań potrafi spuścić się z łancucha
Dawid Szafraniak

Wszyscy mniej więcej wiemy, czego możemy się spodziewać, gdy zaczynamy oglądać mecz Warty Poznań. Szczelna defensywa, odkąd awansowali do ekstraklasy, ale też ciągłe problemy z kreacją sytuacji, zdominowaniem przeciwnika i strzelaniem bramek. Zdarzają się mecze, które odbiegają od tej reguły, ale nie od dzisiaj wiadomo, że Warta Poznań najlepiej radzi sobie na wyjazdach, gdy nie ma żadnej presji i nie musi grać piłką. Jednak co jakiś czas dostajemy przebłyski drużyny, która potrafi coś pokazać również w ofensywie. Jak spuści się ich z łańcucha, stają się takimi buldogami głodnymi bramek, a nie kundlami pilnującymi jedynie własnego domu. Na koniec 20. kolejki taka postawa przez 20 minut przyniosła im jeden cenny punkt.


Udostępnij na Udostępnij na

Pod względem taktycznym zespół Dawida Szulczka wygląda bardzo ciekawie. Po prostu musimy to przyznać. Jest to zespół zdyscyplinowany i odpowiedzialny, ale błędy będą się zdarzały. Są po prostu nieuniknione. Przydarzyły się w meczu z Rakowem, zdarzyły się i w spotkaniu z Miedzią. Nie zawsze uda się zagrać na zero z tyłu, a wtedy często pojawiają się kłopoty. Albo raczej pojawiały się kłopoty, bo coraz częściej oglądamy drugie oblicze „Zielonych”. Takie bardziej szalone, odważniejsze, efektowniejsze. Nie będziemy ukrywać, podoba nam się to i tego oczekujemy.

Warta Poznań – odpowiedzialna i bezzębna

Warta Poznań wielu nudzi lub zachwyca swoim pragmatyzmem. My ujęlibyśmy to trochę inaczej. Są po prostu bardzo zdyscyplinowani i niewygodni dla każdego przeciwnika. Trochę obrzydzają grę w piłkę nożną. Potrafili to zrobić nawet z Rakowem, który średnio sobie z nimi radził w pierwszej połowie spotkania. Wyssali z nich chęć do gry. To jest skuteczna metoda do czasu.

Generalnie musimy pamiętać o możliwościach Warty. Jest kilku technicznie poukładanych zawodników w ofensywie, którzy potrafią zrobić różnicę jednym zagraniem, tak jak to zrobił Miłosz Szczepański z Miedzią, ale raczej jest to drużyna walczaków, którzy nie boją się wejść w pojedynki. Uosobieniem tej drużyny jest Adam Zrelak, który wręcz uwielbia pojedynki. Jest piąty pod tym względem w całej lidze.

Dawid Szulczek ma też świadomość, że musi na maksa wykorzystywać potencjał zespołu i jego wszystkie atuty i przykryć niedostatki, a największym atutem jest zgrana defensywa. „Duma Wildy” czasami wyznaje zasadę: jak nie możesz wygrać, zremisuj. Najlepiej czują się bez piłki, gdy czekają na rywala i widzą przeciwnika męczącego się w ataku pozycyjnym. Tę sztukę opanowali do perfekcji. Świetnie bronią się nisko, ale w 20. kolejce przyjechała do nich Miedź Legnica. Tu się tak grać nie dało. Nie ze wszystkimi Warta Poznań stanie nisko w defensywie i poczeka na błędy rywala, aby je bez żadnych skrupułów wykorzystać.

Odważniejsza Warta Poznań

Błędy się zdarzają, tak jak każdej drużynie. Warta Poznań straciła praktycznie dwie identyczne bramki w tej rundzie. Ponownie gdzieś zabrakło koncentracji. Tym razem błąd popełnił Adrian Lis. Swoją drogą bramkarzowi „Zielonych” zdarzają się mecze, w których ratuje zespół i jest prawdziwym bohaterem z peleryną, ale czasami dostaje – jak to mówi młodzież – odklejki. Przez te dwa i pół sezonu moglibyśmy skleić wideo z jego niewytłumaczalnymi interwencjami.

Do tej pory pojawiał się ogromny problem, gdy coś nie szło po myśli „Zielonych”. Nie jest to drużyna stworzona do ataku pozycyjnego, dlatego gdy są pod presją, nie radzą sobie. Nie ma co ukrywać, że mecz z Miedzią od początku raczej układał się na remis. Warta miała jakieś tam sytuacje, ale bez żadnych konkretów. Dopiero stracona bramka ją obudziła. „Miedzianka” podrażniła lwa. Określenie lew trochę nie pasuje do Warty, ale spowodowało to, że ruszyli do przodu. Nie było czego bronić. Przyjechała do nich przedostatnia drużyna ligi i wygrywała.

Wyglądało to trochę, jakby w 70. minucie Dawid Szulczek oraz Bartosz Kieliba, będący w studiu, krzyknęli „na nich, jedziemy panowie”. Okazało się, że Warta może trochę pograć w piłkę. Jeśli jest potrzeba, potrafi przycisnąć rywala. Spuściła ten zaciągnięty ręczny i zrobił się prawdziwy mecz, a nie gra towarzyska na orliku przy kilku widzach. Pojawiły się odważniejsze akcje, a przede wszystkim padła bramka Miłosza Szczepańskiego, który wciąż poszukuje stabilizacji formy. Warciarze oddali 14 strzałów na bramkę Abramowicza, a ich średnia w tym sezonie wynosi 7,5. To się naprawdę dobrze oglądało.

Poszukiwanie złotego środka

Nie ma co jednak oczekiwać, że Warta Poznań w każdym meczu będzie ładnie grać. Na to nie ma szans. Dawid Szulczek świetnie wie, jak osiągnąć cel nadrzędny, czyli utrzymanie. A taką grą byliby szybko skarceni jak Miedź Legnica jesienią. „Zieloni” to zbyt świadomy zespół, by pozwolili sobie na tak fantazyjną grę.

Skarb kibica PKO Ekstraklasy: Warta Poznań – robić dalej swoje

Dlatego bardzo ważny jest balans. Dawid Szulczek wciąż jest na etapie poszukiwania złotego środka. Próbuje trochę ożywić ten zespół. Zrobił to między innymi, budując Kajetana Szmyta, ale nie zapomina o tym, co jest kluczowe dla jego zespołu i w jakiej grze najlepiej się czują. Świetnie, że Warta pokazuje drugie oblicze. Jeszcze potrzeba trochę czasu, aby połączyć to w jedną całość, a będzie wręcz cudownie. Na razie oglądamy fragmenty, które i tak cieszą. Sprawia to, że nie można już tak jednoznacznie pragmatycznie odbierać tej drużyny.

40 punktów

– Tak jak mówiliśmy przed sezonem, mamy jak najszybciej przekroczyć granicę 40 punktów gwarantującą utrzymanie. Na razie brakuje nam 15, więc jeszcze sporo. Jeśli to się stanie bardzo szybko, np. w marcu, to będziemy myśleć dalej. Może być jednak taka sytuacja, że na przełomie kwietnia i maja tej granicy jeszcze nie przekroczymy. Natomiast ja przede wszystkim koncentruję się na celach krótkofalowych, czyli na najbliższych meczach powtarzał przed rundą Dawid Szulczek.

Po remisie z Miedzą 1:1 Warcie brakuje już tylko 13 punktów do magicznej bariery 40 punktów. Krok po kroczku przybliżają się do swojego celu. Robią postępy. Jest jeszcze kilka wniosków do wyciągnięcia, bo te dwa punkty w dwóch tegorocznych spotkaniach mogły zamienić się w sześć. „Zieloni” znów nie wygrali u siebie, co czyni ich drugą najgorszą drużyną w meczach domowych. Jeśli jednak szukać pozytywów, to znów nie przegrali. To już seria siedmiu spotkań. Jeśli wynik 1:1 z Miedzią na pozór raczej powinien martwić kibiców Warty, głębiej ukrytych jest kilka pozytywów, które mogą dobrze prognozować na przyszłość. To wcale nie musi być taka potulna drużyna. Przynajmniej fragmentami potrafi pokazać pazura i zareagować, gdy wynik się nie układa.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze