Sympatyczna Warta Poznań na boisku z niezłym bałaganem w gabinetach


Warta Poznań zmaga się z wieloma problemami natury organizacyjnej

15 stycznia 2024 Sympatyczna Warta Poznań na boisku z niezłym bałaganem w gabinetach
Dariusz Skorupiński

Przerwa między rundami to z pewnością nie jest zbyt spokojny okres dla Warty Poznań. Nudy nie ma. Pożegnanie z człowiekiem od załatwiania transferów – zaraz wyjaśnimy, czemu tak nazywamy Rafała Grodzickiego – zburzenie starego budynku klubu, legendarnego, ale wołającego o pomstę do nieba, i niepewna przyszłość Dawida Szulczka. Pytanie więc nie tylko, jak drużyna będzie wygląda na boisku, ale czy w końcu uda się uporządkować klub na samej górze, bo z tym jest permanentny kłopot. Warta Poznań, mimo że jest poukładana na boisku, to w jej gabinetach panuje okropny bałagan.


Udostępnij na Udostępnij na

Warta Poznań nie do końca może zaliczyć rundę jesienną do udanych. Udało się zakończyć rok nad kreską, ale oczekiwania chyba były ciut większe. Było trochę kłopotów z kontuzjami, późne transfery, ale też wielu graczy odbiegało od swojej dobrej formy. Niemniej wciąż może się zrobić gorąco przy Drodze Dębińskiej i Warta musi liczyć się z walką o utrzymanie do samego końca. Zwłaszcza że w klubie nie dzieje się chyba dobrze.

Warta Poznań zwolniła kolejnego „dyrektora sportowego”

Dyrektor sportowy to jedna z ważniejszych funkcji w klubie piłkarskim. Można go nazwać prawą ręką prezesa czy właściciela. Rotacyjny to słowo, które ostatnio nabrało innego znaczenia ze względu na rotacyjnego marszałka sejmu, a więc w drużynie „Zielonych” wzięli przykład z polityków. Dyrektor sportowy jednak kojarzy nam się z osobą, która trochę dłużej pracuje w klubie. To on wdraża wizję, planuje ruchy na przyszłość i odpowiada za część sportową. Taki ktoś nie może zmieniać się co pół roku, a tak się dzieje w Warcie.

Misja Rafała Grodzickiego jako – uwaga: to jest ważne – menedżera ds. sportu dobiegła końca. Trwała ona pół roku, ale to jest akurat norma. Jest jeszcze jeden ciekawy wątek z tym związany. Warta Poznań upiera się, że Rafał Grodzicki nie był dyrektorem sportowym, ale dobrze wszyscy wiedzą, że wykonywał wszystkie czynności związane z byciem dyrektorem sportowym. Tylko że nazywał się inaczej. To też był chwyt, żeby nie mówiło się, że Grodzicki jest szóstym dyrektorem sportowym, odkąd „Duma Wildy” awansowała do ekstraklasy. Nie brzmiałoby to dobrze. Wymyślono więc po prostu inną nazwę.

To Rafał Grodzicki był odpowiedzialny za transfery, w klubie wszyscy zwracali się do niego „dyrektor sportowy”, on sam się tak nazywał. Sprawa jest jasna. Pytanie tylko brzmi, o co tak naprawdę chodzi z tą funkcją w Warcie. Czemu nie przedłużono umowy z Grodzickim, który wydawałoby się, że wykonał dobrą robotę latem i jesienią, ściągając choćby Martona Eppela, Bogdana Tiru czy Tomasa Prikryla? Z tym budżetem niewiele mógł zrobić lepiej. Wątpliwe jest, że poszło o źle zbudowaną kadrę czy sprawy sportowe.

Rotacyjny dyrektor sportowy

Rafał Grodzicki był szóstą osobą odpowiedzialną za transfery w Warcie od 2020 roku. Historii związanych z tym stanowiskiem jest co niemiara. Z perspektywy kibica ekstraklasy to może być śmieszne, ale tu się odwala cyrk. Radosław Mozyrko przejął schedę po Robercie Grafie, który przeszedł do Rakowa Częstochowa, ale gdy tylko pojawiła się okazja, to uciekł do Legii na stanowisko dyrektora skautingu. Spokojnie, to dopiero początek dziwnych akcji.

Później był czas Piotra Barłoga – oficjalnie pełnomocnika rady nadzorczej ds. sportu – który długo nie popracował i szybko został zastąpiony Tadeuszem Fajferem. Zatrudniając go w klubie, wszyscy zdawali sobie sprawę, że nie jest w najlepszej kondycji zdrowotnej i nie będzie w stanie pełnić tej funkcji na 100%, ale go zatrudniono. Dlaczego? Nie wiadomo. Ostatecznie Fajfer nawet nie rozpoczął pracy. Przecież to jest cyrk na kółkach.

W czerwcu 2022 roku Tomasz Pasieczny został członkiem rady nadzorczej. Tak naprawdę większość obowiązków dyrektora sportowego pełnił od samego początku, ale oficjalnie dopiero od początku 2023 roku. W maju jednak w klubie pojawił się Rafał Grodzicki, a od września piastował stanowisko „menedżera ds. sportu”. To jest chyba lekkie nieporozumienie. To jest aż dziwne i zaskakujące, że Warta Poznań mimo takiego bałaganu w zarządzie wciąż tak się prezentuje na boisku i jakoś wychodzi z tych opresji.

Zawirowania są zresztą również na poziomie właścicielskim. Klub wciąż jest na sprzedaż. Bartłomiej Farjaszewski w 2022 roku sprzedał większościowy pakiet akcji klubu spółce DD12 LAB, ale ta nie wywiązała się z umowy. Mówiąc krótko, nie zapłaciła Farjaszewskiemu. Ludzie, którzy mieli wnieść kapitał do Warty, zniknęli. Przestali się odzywać, a Paulina Sypniewska, czyli twarz spółki DD12 LAB, została na lodzie i przejęcie klubu zostało unieważnione. Sytuacja bardzo podobna do tej z Vanną Ly. Na szczęście dla Warty nie obiło się to tak szerokim echem. Może to i lepiej dla samego klubu, że wciąż jest w rękach Farjaszewskiego, bo nie ma co ukrywać, że to wszystko od początku pachniało kłopotami.

Wyburzanie budynku klubowego

Z początkiem roku ruszyły również prace związane z wyburzeniem budynku klubowego. Słynny budynek Warty Poznań powstał jeszcze w latach 70. To tam przez wiele lat była siedziba klubu z szatniami, biurami i salą konferencyjną na czele. Budynek znajdujący się przy Drodze Dębińskiej jednak był już w tak złym stanie, że nie dało się z niego korzystać.

Kilka lat temu internet obiegło zdjęcie przeciekającego dachu i okropnego grzyba na ścianach. „Zieloni więc przenieśli się do budynku POSIR-u na Chwiałce. Niemniej nic w kwestii nowego stadionu czy rekonstrukcji starego „Ogródka” się nie ruszyło. Szczerze powiedziawszy, na razie nie wygląda również na to, żeby coś się stało. Przy Drodze Dębińskiej powstało oświetlenie i dokończono już instalacje podgrzewanej murawy, ale to wciąż za mało, żeby wrócić do Poznania.

Pojawiają się różne transparenty na meczach Warty na temat nowego stadionu, ale miasto pozostaje niewzruszone. Nie ma co ukrywać, że jest to wstyd dla miasta, że klub musi od pięciu lat grać poza Poznaniem, ale jeśli „Zieloni” chcą coś wskórać, to powinni przede wszystkim zacząć patrzeć na siebie. Z ciągłymi zmianami w radzie nadzorczej i kłótniami niczego nie załatwią. Jak pracownik biurowy chce otrzymać od szefa nowe stanowisko pracy, to stara się, aby pokazać, że potrafi o nie zadbać, i rzetelnie wykonuje swoją pracę. Czy Warta Poznań robi wszystko, żeby pokazać miastu, że zasługuje na nowy stadion? Nie. Niestety kwestie sportowe to nie wszystko, a wszystko to, co dzieje się poza boiskiem, jest dość niepokojące.

Inaczej siadałoby się do rozmów z ratuszem, mając konkretny plan i pokazując, że jest się uporządkowanym i stabilnym klubem z przyszłością w ekstraklasie.

Warta Poznań bez Szulczka?

Na koniec musimy wspomnieć o człowieku, który trzyma ten projekt w ryzach. Dawid Szulczek pozostanie w Warcie do czerwca, ale po sezonie jego kontrakt wygasa. Wątpliwe jest, żeby został w Poznaniu. Chyba najwyższy czas spróbować czegoś nowego. W Warcie ma ograniczone możliwości. Więcej niż miejsce w środku tabeli nie wyciśnie z tego zespołu. Uważamy, że kilka ciekawych propozycji po zakończeniu sezonu otrzyma.

Nie ma co ukrywać, że Dawid Szulczek wyrobił sobie taką markę, że w tym momencie zawodnicy, słysząc to nazwisko, lepią się jak pszczoły do miodu. W ostatnim czasie kilku graczy przedłużyło nawet kontraktu ze względu na jego osobę. To on był argumentem, który przekonał ich do dalszej gry dla Warty. Coraz częściej słychać głosy, że „Zieloni” dają sobie radę, bo jest tam Szulczek, a jak on odejdzie, to będzie bieda. Oj, będzie bieda.

Wizja Warty bez Szulczka może nie być już taka kolorowa. Zakładając oczywiście, że „Duma Wildy” utrzyma się w ekstraklasie. Jest to kolejna sprawa, która może sprowadzić bardzo ciemne chmury nad Grodzisk Wielkopolski, bo przecież to tam jest w tym momencie dom Warty. Można zatem powiedzieć, że ta historia „Zielonych” jako kopciuszka jest piękna, ale wiąże się również z wieloma ciemnymi historiami zakulisowymi. Niestety trzeba jasno powiedzieć, że jedynie na boisku wygląda to dobrze, choć i do rundy jesiennej można było mieć zastrzeżenia.

Komentarze
fansboy (gość) - 1 miesiąc temu

bo tam więcej dyrektorów niż ludzi którzy by mogli pracować. Druga sprawa że to wstyd że przez tyle lat temat stadionu tak długo się ciągnie

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze