Przed meczem Polonii i Widzewa pisaliśmy o statystykach, liczbach i innych „papierowych” kwestiach, które nie zawsze mają przełożenie na boiskową rzeczywistość. Po ostatnim gwizdku sędziego matematyka i jej pochodne schodzą na dalszy plan – wynik determinuje wszystko. Ponownie potwierdziło się, że stołeczne powietrze nie służy widzewiakom.
Ekstraklasa
Mecz od początku toczył się w niezłym – jak na trzecioligowe realia – tempie. Obie strony stworzyły sobie kilka dobrych okazji do strzelenia gola. Bliżej prowadzenia byli gospodarze, jednak na ich drodze do szczęścia stanęła poprzeczka. Wynik spotkania otworzyli piłkarze trenera Krzysztofa Chrobaka w 23. minucie. Patryka Wolańskiego do kapitulacji zmusił Tomasz Chałas, piłkarz, który jeszcze kilka miesięcy temu był przymierzany do gry w zespole „Czerwono-Biało-Czerwonych”. Dla zawodnika mającego za sobą ekstraklasową przeszłość gol strzelony Widzewowi był jego trzecim w sezonie.
Przyjezdni próbowali odpowiedzieć, ale w ich grze było sporo chaosu i niedokładności. Do przerwy utrzymało się skromne prowadzenie „Czarnych Koszul”. Po zmianie stron bliski wyrównania był Mateusz Michalski. Zawodnik, który w najwyższej klasie rozgrywkowej debiutował właśnie w zespole z Konwiktorskiej, trafił jednak tylko w boczną siatkę. Ekipa trenera Franciszka Smudy ostatecznie zdołała doprowadzić do remisu. W polu karnym faulowany był Michał Miller. Z jedenastu metrów do bramki trafił Daniel Gołębiewski. Piłkarz, który sporą część kariery spędził w Polonii, tym razem – strzelając drugiego gola jesienią – odebrał jej komplet punktów. Mało tego, to właśnie 30-latek był ostatnim zawodnikiem, który na stadionie im. generała Kazimierza Sosnkowskiego strzelił gola w spotkaniu obu ekip (3:1). W sezonie 2012/2013 popularny „Gołąb” występował jednak w jedenastce stołecznych.
Patrząc na życiorysy zawodników wpisanych na listę strzelców, przy Konwiktorskiej poważnie zapachniało ekstraklasą. Niestety boiskowe granie było dłuższymi chwilami siermiężne i trudno się dziwić, że drużyny, które łącznie zdobyły sześć tytułów mistrzowskich, obecnie muszą tułać się na czwartym poziomie rozgrywek. Najwyższy poziom zaprezentowali natomiast kibice obu zespołów (blisko 2 tys. fanów z Łodzi). Szczelnie zapełnili stadion i stworzyli fantastyczne widowisko. Był głośny doping, efektowne oprawy. Jak się nie ma, co się lubi…
Sen o Warszawie
Podział punktów zapewnił Widzewowi fotel lidera, ponieważ wczesnym popołudniem inny z warszawskich zespołów, Ursus, pokonał w delegacji Sokoła Aleksandrów Łódzki 2:0. Trzeba jednak pamiętać, że dotychczasowy władca trzecioligowego tronu ma do rozegrania zaległe wyjazdowe spotkanie z Sokołem Ostróda. Nie zmienia to jednak faktu, że popularne „Traktorki” pomogły widzewiakom.
Może to dziwić, gdyż szczególnie w ostatnich latach nad „Czerwono-Biało-Czerwonymi” wisi jakaś niewytłumaczalna warszawska klątwa. Piłkarze z al. Piłsudskiego ostatni raz triumfowali w stolicy w sezonie 2011/2012, gdy ograli 2:1 Polonię Warszawa. Dla wszystkich sympatyków klubu z miasta włókniarzy bardziej prestiżowe są starcia z Legią, a z tą ich zespół nie zwyciężył dwadzieścia lat! Ostatni raz ta sztuka udała się w spotkaniu, o którym napisano już chyba wszystko. 18 czerwca 1997 roku, gdy w potyczce o mistrza Polski Widzew potrzebował pięciu minut, by z niekorzystnego wyniku 0:2 wyciągnąć 3:2.











