Trzeciej ligi smak – pojedynek mistrzów w liczbach


W sobotnie popołudnie Polonia podejmie w Warszawie Widzew Łódź. Na trzecioligowym froncie zapowiada się smakowity pojedynek mistrzów

27 października 2017 Trzeciej ligi smak – pojedynek mistrzów w liczbach

Będzie to już 29. oficjalne spotkanie w historii obu klubów. W stolicy Polonia Warszawa i Widzew Łódź staną naprzeciw siebie po raz piętnasty. Dla przyjezdnych poprzednie czternaście delegacji zakończyło się pięcioma zwycięstwami, dwoma remisami i siedmioma porażkami. Sobotnia potyczka tych zespołów będzie ich pierwszą na czwartym poziomie rozgrywkowym. Dotąd najniżej rywalizowały ze sobą w II lidze grupy północnej w sezonie 1974/1975.  Swój pierwszy historyczny mecz rozegrały blisko trzy dekady wcześniej, w 1948 roku.


Udostępnij na Udostępnij na

Debiut na „szóstkę”

Żeby oddać, jak wiele czasu upłynęło od pierwszej warszawskiej potyczki Polonii i Widzewa, warto nadmienić, że był to rok, w którym założono klub Górnik Zabrze. Właśnie wtedy po raz pierwszy na trasę wyruszyli kolarze w nieistniejącym już dziś Wyścigu Pokoju, a w starachowickiej Fabryce Samochodów Ciężarowych rozpoczęto produkcję ciężkich pojazdów, Star 20. Trzy lata po wojnie Widzew również zanotował debiut w najwyższej klasie rozgrywkowej.

O ile pierwszy mecz z innym z ligowych nowicjuszy Lechem Poznań (ówczesny ZZK Poznań) zakończył się po myśli „Czerwono-Biało-Czerwonych” (zwycięstwo 4:3), o tyle starcie z ekipą „Czarnych Koszul” okazało się bardzo bolesne. Wynik 1:6 mówi sam za siebie. Co najciekawsze, to właśnie goście prowadzili od 9. minuty po golu Alfreda Nowiszewskiego. Na usprawiedliwienie pokonanych można napisać, że ich rywal dwa lata wcześniej sięgał po pierwszy z dwóch mistrzowskich tytułów. Kopciuszek nie miał najmniejszych szans.

Podopieczni trenerów Zygmunta Otto i (później) Czecha Pavla Lovasa ówcześnie zwykli wysoko przegrywać. Właśnie w swojej pierwszej ekstraklasowej kampanii zanotowali niechlubny rekord – najwyższą porażkę na wyjeździe (1:13 z Ruchem Chorzów). Po sezonie zespół z hukiem spadł szczebel niżej. Trudno było marzyć o utrzymaniu, strzelając 13 goli, a tracąc ich aż 99 (!). Ponownie do elity drużyna z Łodzi wdrapała się blisko 30 lat później, ale o tym za chwilę.

Więcej niż zero

W drodze po upragniony awans piłkarze z miasta włókniarzy musieli dwukrotnie zmierzyć się ze stołecznymi. O ile w domu wygrali skromnie 1:0, to w Warszawie mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Punkcik dopisany do dorobku przyjezdnych po ostatnim gwizdku sędziego z pewnością ich nie cieszył, ale w ogólnym rozrachunku należało go uszanować. Po rozegraniu ostatniej serii spotkań RTS ponownie mógł się cieszyć z promocji na najwyższy poziom krajowych rozgrywek. Zaczęto pisać piękną kartę widzewskiej historii, o której powstały książki i filmy dokumentalne. O polskiej piłce zaczęto mówić jeszcze głośniej i to w samych superlatywach.

Sezony 1976/1977, 1978/1979 oraz 1979/1980 zakończyły się tylko wicemistrzostwem kraju. Natomiast już dwie kolejne kampanie nie dość, że przyniosły upragnione dwa tytuły, to jeszcze dały szansę pokazania się na europejskich salonach. W trakcie złotego okresu Widzewa Polonia nie mogła wygrzebać się z ligowej szarzyzny. W 1979 roku zanotowała spadek na trzeci poziom rozgrywek, z którego wydostała się na chwilę w sezonie 1982/1983. Na dobre uporała się ze wszystkimi problemami dopiero w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych.

Trzy

Zanim złe demony zostały odpędzone, Polonia Warszawa w sezonie 1993/1994 na chwilę zawitała wśród śmietanki towarzyskiej. Kibice „Czarnych Koszul” na pewno nie chcą pamiętać o tym krótkim pobycie, ponieważ już w rok po awansie ich ukochana drużyna znajdowała się abarot na zapleczu elity. Potężną cegłę do degradacji ekipy z Konwiktorskiej dorzucił także łódzki Widzew. Piąta siła ligi po hattricku Bogdana Jóźwiaka rozbiła rywala na wyjeździe 3:0. Warto odnotować, że była to historyczna victoria łodzian przy Konwiktorskiej.

Na kolejną potyczkę obu zespołów trzeba było poczekać do kampanii 1996/1997. „Czerwono-Biało-Czerwoni” jako niepokonany w poprzednim sezonie mistrz Polski bronili tytułu. Przed starciem z warszawianami wiadome były dwie sprawy – nie uda się łodzianom przejść przez rozgrywki suchą stopą i to, że właśnie goście byli faworytem. Do przerwy po trafieniu Ryszarda Czerwca utrzymywało się skromne 0:1. Po zmianie stron na listę strzelców wpisali się Marek Citko i Sławomir Majak i drugie z rzędu stołeczne zwycięstwo 3:0 stało się faktem.

Rok później piłkarze Polonii otrzymali kolejną szansę rewanżu. Mimo że ponownie mierzyli się z królem polskiego futbolu, to właśnie nie widzewiacy, a oni byli faworytem starcia. Nie tylko dlatego, że wiosenna potyczka (0:0) utwierdziła piłkarzy w przekonaniu, że ich rywal miewa swoje słabości. Przede wszystkim ze względu na układ sił w ligowej tabeli. „Czarne Koszule” biły się o drugi w historii tytuł mistrza Polski. Zwycięstwo z niewygodnym Widzewem przedłużyłoby ich szanse na sukces. Wprawdzie musieli obserwować poczynania wyprzedzającego ich ŁKS-u, ale na dwie kolejki przed końcem sezonu wszystko mieli w swoich nogach.

Pierwszy cios spadł na gospodarzy już po dziewięciu minutach gry. Katem okazał się Mirosław Szymkowiak. W 68. minucie na 2:0 podwyższył Andrzej Kobylański. Gdy 420 sekund później Bartosz Tarachulski strzelił kontaktowego gola, nadzieje miejscowych kibiców odżyły. Na krótko. Marzenia o korzystnym wyniku i majstrze w 90. minucie zabrał Maciej Terlecki. Ekipa z Konwiktorskiej poczyniła postęp, ponieważ Widzew nie kończył meczu z nią trzeci raz z rzędu z czystym kontem, ale marne to było dla niej pocieszenie.

 Dycha…

Kto by mógł się spodziewać, że gol strzelony przez jednokrotnego reprezentanta Polski będzie na kolejnych kilka lat ostatnim, który na stadionie im. generała Kazimierza Sosnkowskiego zapewnił łodzianom komplet oczek. W sezonie 1998/1999 dokładnie w rundzie rewanżowej aspirujący do piątego tytułu mistrzowskiego Widzew dość nieoczekiwanie uległ „Czarnym Koszulom” na ich terenie.

Po jesiennym spotkaniu obu ekip, gdy łodzianie gładko ograli przeciwników 4:1, nikt sympatyzujący z „Czerwono-Biało-Czerwonymi” nie spodziewał się wpadki w stolicy. Tym bardziej że po kwadransie gry, gdy do siatki piłkę posłał Rafał Kaczmarczyk, to właśnie goście objęli prowadzenie. Jeszcze przed przerwą do wyrównania doprowadził Arkadiusz Bąk, a tuż po przerwie jego imiennik Kaliszan dał warszawskiej publiczności drugi raz powód do nieskrępowanej radości. Szóste stołeczne spotkanie obu ekip było dla gospodarzy dopiero drugim zwycięstwem w całej historii bezpośrednich potyczek. Polonia rozpoczęła zwycięską serię.

Dla RTS-u nastały chude czasy. Klubowa gablota mocno się zakurzyła, ponieważ po serii zwycięstw czy miejsc na podium kolejne sezony kończyły się dla łodzian rozczarowująco. W sezonie 1999/2000 ostatecznie zajęli miejsce w środku tabeli (7. lokata). Koronę mistrzowską po 30. seriach spotkań na głowy zakładali piłkarze… Polonii Warszawa. Na drodze do tytułu „Czarne Koszule” sporadycznie brały jeńców. Przekonał się o tym również Widzew, który przy Konwiktorskiej przegrał 0:1. Sny o komplecie punktów zabrał przyjezdnym Tomasz Kiełbowicz, zawodnik, który do stolicy przeniósł się właśnie z al. Piłsudskiego. Zmiana barw klubowych okazała się dla defensora strzałem w dziesiątkę, ponieważ do tytułu mistrzowskiego dorzucił jeszcze Puchar Ligi.

…zwana zemstą

W kolejnej kampanii w lidze warszawski zespół spadł z pudła, ale w rozgrywkach pucharowych (na krajowym podwórku) nie miał sobie równych. Świadczą o tym zdobyte Puchar Polski i Superpuchar. W bezpośredniej warszawskiej potyczce z Widzewem Polonia znów okazała się zespołem lepszym. I to wyraźnie. Choć niejako tradycyjnie to przyjezdni jako pierwsi – konkretnie Robertas Poskus – zapisali się na liście strzelców, to później do bramki trafiali tylko miejscowi. Wyrównał Maciej Szerfchen, poprawił Kiełbowicz, dobił Arkadiusz Kaliszan. 3:1 i minorowe nastroje w autokarze pędzącym do Łodzi.

W kolejnych rozgrywkach było jeszcze gorzej. Grający w kratkę Widzew ponownie otrzymał od stołecznych bagaż trzech goli. Tym razem nie miał kto ocierać łez ekipie z al. Piłsudskiego. Zabawę rozpoczął Piotr Dziewicki, oliwy do ognia dolał Kazimierz Moskal, a po trafieniu Igora Gołaszewskiego pozostały jedynie zgliszcza. Rozbity team czterokrotnych mistrzów Polski nie miał wiele do powiedzenia przy Konwiktorskiej. Triumfowali ci, którzy w historii swojego klubu złote medale zakładali dwukrotnie. Dawne czasy trzeba znać, ale nie można nimi żyć – truizm, ale w przypadku piłki jakże aktualny. Cały czas.

Sezon 2002/2003 był okresem mocnej zadyszki po obu stronach barykady. W końcowym rozrachunku Polonia zajęła 8., a Widzew 9. miejsce w ligowych statystykach. Nie tylko na papierze „Czarne Koszule” okazały się lepsze. Po niezwykle zaciętym łódzkim boju (3:2), wiosenna potyczka zapowiadała się niezwykle smakowicie. W polskich realiach nierzadko zespoły spokojne o swój ligowy byt tworzą fantastyczne widowiska. Tym razem było inaczej. Balonik szybko pękł, a jedynego gola w spotkaniu strzelił Maciej Scherfchen. Ktoś mógłby stwierdzić, gość ma patent na Widzew. Sporo w tym prawdy, jednak we wspomnianym meczu pomocnik reprezentował barwy przyjezdnych i zanotował „swojaka”. Był to dziesiąty stracony gol przez „Czerwono-Biało-Czerwonych” w stołecznej rywalizacji z zamiedzowym rywalem Legii.

Dwie piątki

W pozostałych dotychczasowym czterech spotkaniach ligowych Polonii i Widzewa brakowało jakiejkolwiek prawidłowości. Jedyną był bilans bramkowy wynoszący 5:5 – ale po kolei. W kampanii 2003/2004, po której zakończeniu łodzianie żegnali się z najwyższą klasą rozgrywkową, przy Konwiktorskiej padł remis 1:1. W pierwszej odsłonie tuż przed przerwą rzut karny na gola zamienił Dariusz Dźwigała, tuż przed ostatnim gwizdkiem do remisu doprowadził Łukasz Masłowski. Mecz ten doskonale pamięta obecny asystent trenera Polonii, Wojciech Szymanek.

Degradacja RTS-u wiązała się z dłuższą przerwą w rywalizacji obu ekip. Na kolejną przyszło czekać do sezonu 2010/2011. Wspomniany Szymanek czarną koszulę zamienił na czerwoną. Z kolei w szeregach warszawian występował inny z dzisiejszych widzewiaków, Daniel Gołębiewski. Mecz zakończył się skromnym triumfem łodzian, a złotego gola strzelił Adrian Budka. Przerwał on tym samym czarną passę pięciu wyjazdowych porażek. Jeszcze do niedawna ten zawodnik występował na trzecioligowym froncie. Obecnie jednak reprezentuje barwy znajdującej się szczebel niżej Unii Skierniewice.

Rok później kolejny sukces łodzian, którzy ze stolicy wywieźli komplet punktów. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie kapitalny debiut tunezyjskiego napastnika, Mehdiego Ben Dhifallaha. Ten omal nie ustrzelił dubletu, przy drugiej próbie wyręczył go – notujący samobója – Tomasz Brzyski. Łzy kibicom Polonii otarł Wladimer Dwaliszwili. Wynik 1:2 pokazał, że łodzianie wrócili na zwycięską ścieżkę.

Ostatni mecz obu zespołów rozegrany został w sezonie 2012/2013, czyli w czasie, gdy warszawianie pożegnali się z najwyższą klasą rozgrywkową. Sportowo się utrzymali, ale przez perturbacje związane z właścicielami stali się niewypłacalni i zabrano im ekstraklasową licencję. Piłkarską siłę pokazali w domowym starciu z Widzewem, które wygrali 3:1. Dwa gole dzisiejszych reprezentantów Polski – Łukasza Teodorczyka i Pawła Wszołka – dały spokój gospodarzom, którzy mogli kontrolować przebieg spotkania. Na kwadrans przed końcem kontakt gościom dał wykorzystany przez Łukasza Brozia rzut karny, ale ostatni głos należał do miejscowych. Na 3:1 podwyższył Daniel Gołębiewski. Czy popularny „Gołąb” w sobotnie popołudnie przypomni o sobie kibicom „Czarnych Koszul”?

Sześciu znajomych

Oprócz wspomnianych Szymanka i Gołębiewskiego w najbliższym meczu pojawi się czterech innych ludzi związanych w przeszłości z jednym i drugim zespołem. Opiekunem Polonii jest obecnie Krzysztof Chrobak, który w latach 2012–2013 był przy al. Piłsudskiego asystentem Radosława Mroczkowskiego. Szkoleniowcem bramkarzy warszawian jest Piotr Wojdyga. W latach 1991–1993 stał między widzewskimi słupkami.

Również wśród podopiecznych trenera Franciszka Smudy znajdują się osoby, które w przeszłości wkładały czarne koszule. Mateusz Michalski reprezentował barwy stołecznych w latach 2010–2013. Właśnie w tym klubie zadebiutował w najwyższej klasie rozgrywkowej. W okresie 2005–2010 swoje piłkarskie kroki przy Konwiktorskiej stawiała także druga z łódzkich strzelb, Daniel Mąka.

Który z sześciu znajomych będzie zadowolony po ostatnim gwizdku sędziego w najbliższej batalii o punkty? Okaże się w sobotni wieczór. Zapowiada się pojedynek mistrzów, choć oczywiście przy zapowiedziach należy zachować odpowiednie proporcje. Wszyscy zainteresowani będą mogli obejrzeć mecz w TVP3. Początek transmisji o godz. 17. Oba zespoły mają swoje problemy, znajdują się w bardzo trudnym położeniu, ale prestiż rywalizacji pozostaje ten sam. Sympatycy „Czarnych Koszul” mają taką przyśpiewkę: „Za te czterdzieści lat! Za trzeciej ligi smak! Na mistrza Polski przyszedł czas…”. O tytule na razie muszą zapomnieć, ale reszta się zgadza – trzeba wierzyć mediom.

Komentarze
molnar (gość) - 1 rok temu

Widzew to wladcy miasta wlokniarzy.Czarne koszule to zupelnie przeciwny biegun i sa w glebokim cieniu Legii w Warszawce.Bedzie goraco na trybunach bo kibice obu klubow nie przepadaja za soba i sie nienawidza.Faworytem meczu bedzie Widzew z racji wyzszego miejsca w tabeli.am atut wlasnego boiska to troche maly argument dla Poloni.Widzew tez nie gra jakiejs wielkiej pilki.Jedynie kibice Widzewa przylaza na stadion w duzych ilosciach.Tyle ze kibice nie graja.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze