Przed nami druga kolejka eliminacji do mistrzostw świata w Brazylii w strefie europejskiej. Do gry wkracza reprezentacja Hiszpanii, która zmierzy się z Gruzją. Najciekawiej zapowiadają się jednak starcia Belgii z Chorwacją i Anglii z Ukrainą.
Grupa A
W pierwszym spotkaniu drugiej rundy kwalifikacji do mistrzostw świata w grupie A zagrają ze sobą reprezentacje Serbii i Walii. Faworytami tego starcia wydają się Serbowie, którzy niesieni dopingiem własnych kibiców bez wątpienia zrobią wszystko, aby odnieść pierwsze zwycięstwo. W inauguracyjnym meczu drużyna Vladimira Petrovicia bezbramkowo zremisowała ze Szkocją. W gorszej sytuacji są jednak Walijczycy, którzy na własnym obiekcie przegrali 0:2 z Belgią. Belgowie byli w tym pojedynku stroną absolutnie przeważającą i wzorowanie się właśnie na jej stylu gry powinno zapewnić Serbom trzy punkty. Walijczycy będą mieli dodatkowo utrudnione zadanie, ponieważ z powodu czerwonej kartki w pierwszym meczu przeciwko Serbii nie będzie mógł zagrać James Collins.
Eden Hazard ma poprowadzić reprezentację Belgii do finałów mistrzostw świata (fot. hbvl.be)
Drugi pojedynek w grupie A to prawdopodobny hit wtorkowych spotkań. Rozpędzeni Belgowie podejmą na własnym stadionie Chorwatów, którzy – pomimo zwycięstwa z Macedonią – nie mogą zaliczyć tego starcia do udanych. Wygrana 1:0 na pewno nie napawa optymizmem przed pojedynkiem z Belgią, która prowadzona m.in. przez Edena Hazarda buduje drużynę zdolną do walki z największymi potęgami światowego futbolu. Wiele wskazuje na to, że to właśnie Belgia i Chorwacja powalczą o zajęcie pierwszego miejsca w grupie. Wtorkowy mecz będzie więc podwójnie ważny, a jeśli Chorwatom udałoby się zaprezentować równie dobrze jak na Euro 2012, Belgowie wcale nie muszą mieć łatwego zadania. Ani jedna, ani druga drużyna nie narzeka na jakiekolwiek braki kadrowe, dlatego pozostaje nam liczyć na świetne widowisko. W trzecim spotkaniu grupy A emocji będzie prawdopodobnie najmniej. Wspomniani Macedończycy co prawda we wspomnianym meczu z Chorwacją zaprezentowali się z niezłej strony, ale umożliwił to sam rywal, który nie rozegrał porywającego meczu. Teraz Macedonia zmierzy się w kolejnym wyjazdowym pojedynku ze Szkocją i również będzie postawiona w niekorzystnej sytuacji. Szkocji to jedyni faworyci i każdy inny wynik niż ich zwycięstwo będzie odebrany jako spora niespodzianka.
Grupa B
W grupie B dojdzie najprawdopodobniej do dwóch meczów bez historii. W pierwszym Bułgarzy podejmą Armenię, w drugim Włosi Maltę. Bułgaria co prawda piłkarskim potentatem nie jest, ale pokazała już, że groźna to być potrafi. Remis przeciwko Włochom to najlepsza wizytówka. Armenia wprawdzie ma na swoim koncie już trzy punkty, ale wywalczone właśnie przeciwko Malcie, która jest w tej grupie skazywana na porażkę. Cesare Prandelli, trener „Squadra Azzurra”, zapewnia oczywiście, że nie będzie mowy o jakimkolwiek odpuszczaniu czy lekceważeniu przeciwnika, jednak niewykluczone, że Włoch pośle do boju nieco zmienioną jedenastkę i da odpocząć największym gwiazdom przed powrotem do rodzimych klubów, w których czekają już rozgrywki ligowe, a także europejskie puchary. W wyjściowym składzie prawie na pewno zabraknie Daniele De Rossiego, który narzeka na pomniejszy uraz. Można jednak śmiało powiedzieć, że jeśli Włosi i Bułgarzy zagrają tak jak przeciwko sobie w pierwszym meczu kwalifikacyjnym, o wynik drżeć na pewno nie będą musieli.
Również w grupie C nie powinniśmy spodziewać się fajerwerków. Szwedzi podejmą bowiem na własnym obiekcie Kazachstan, Niemcy zaś odwiedzą austriackich sąsiadów. Drużyna Joachima Loewa pierwszy mecz chciała wygrać jak najmniejszym nakładem sił i udało się jej to w stu procentach. Oezil i spółka mogli co prawda wbić Wyspom Owczym więcej niż trzy bramki, ale najważniejsze, że sama gra, a przede wszystkim dyspozycja właśnie wspomnianego Oezila, mogły się podobać. Na graczu Realu Madryt ma opierać się siła ataku niemieckiej drużyny, ale były pomocnik Werderu Brema słynie z tego, że przytrafiają mu się naprawdę tragiczne występy. Nie od dzisiaj jednak wiadomo, że jego dyspozycja w klubie i reprezentacji to dwie różne sprawy. W Madrycie zmuszono go do mobilizacji sprowadzeniem Luki Modricia, który występem w dwóch meczach już wkradł się w serca kibiców. Jeśli więc Mesut zacznie grać w klubie tak regularnie, jak czyni to w reprezentacji, to Joachim Loew będzie miał z niego jeszcze większą pociechę. Niemcy bez wątpienia są faworytem w meczu z Austrią, co pokazuje choćby historia ich starć. Przypomnijmy, że obydwie drużyny walczyły ze sobą również o awans do Euro 2012. Obydwa pojedynki wygrali nasi zachodni sąsiedzi. W Wiedniu nie mieli jednak łatwej przeprawy, wygrywając dopiero po bramce w doliczonym czasie spotkania. Sami Niemcy zdają sobie sprawę, że również wtorkowy mecz nie będzie należał do łatwych. – Austria to nieprzyjemny rywal do gry. To trudny przeciwnik, zwłaszcza kiedy mecz rozgrywany jest w Wiedniu – powiedział niemiecki obrońca, Marcel Schmelzer.
Grupa D
Po bardzo udanym początku kwalifikacji reprezentacja Rumunii będzie mierzyć w drugie zwycięstwo i potwierdzenie swoich ambicji, czyli walczyć z Holandią o pierwsze miejsce w grupie D. We wtorkowy wieczór Rumuni podejmą na własnym stadionie Andorę i już przed pierwszym gwizdkiem arbitra wielu dopisuje im trzy oczka. Nic w tym dziwnego, wszak reprezentacja Andory to jedna z tych drużyn, które określa się mianem chłopców do bicia. Udowodnili to już zresztą Węgrzy, pokonując ją aż 5:0. Oprócz druzgocącej porażki Andorczycy stracili również Marco Valesa, który z powodu czerwonej kartki nie będzie mógł zagrać przeciwko Rumunom. W drugim meczu, którego sędzią głównym będzie Marcin Borski, pierwszych punktów szukać będą Turcy. Kilka dni temu nie sprostali Holandii, ale tym razem czeka ich zdecydowanie łatwiejsze zadanie. Przed własną publicznością podejmą bowiem Estonię, która wcześniej przegrała 0:2 w Tallinie z Rumunią. Atut własnego boiska jest wystarczającym argumentem, by twierdzić, iż Estończycy nie będą mieli czego na boisku szukać. Obydwie drużyny podejdą do spotkania w najsilniejszych składach i rzut oka właśnie na potencjał kadrowy rozwiewa wszelkie wątpliwości co do końcowego rezultatu.
Ronaldo może i smutny, ale ciągle strzela bramki (fot. Skysports.com)
Faworyt wygrania grupy D, reprezentacja Holandii, swój drugi kwalifikacyjny mecz rozegra przeciwko Węgrom. Ich trener, Sandor Egervari, nie jest w najlepszej sytuacji. Nie dość, że przyjdzie mu się mierzyć z pragnącą udowodnić swoją wartość ekipą „Pomarańczowych”, to jeszcze ma spory ból głowy z wyborem wyjściowej jedenastki. Do jego dyspozycji na pewno nie będą tacy gracze, jak: Pinter, Rudolf, Szabics czy Varga, a wielce prawdopodobne, że z powodu problemów ze ścięgnem Achillesa nie zagra także Zoltan Gera. Większych problemów nie ma za to Louis van Gaal. Selekcjoner „Oranje” nie będzie mógł skorzystać z usług Leroya Fera, ale on w meczu z Turcją na boisku pojawił się i tak z ławki rezerwowych. Większa strata to uraz bramkarza Tima Krula, jednak jego miejsce między słupkami zajmie Maarten Stekelenburg. Czy Węgrzy są w stanie jakkolwiek zagrozić swojemu rywalowi? Wydaje się to mało realne, zważywszy na fakt, że holenderska drużyna wygrała wszystkie dziewięć ostatnich spotkań w ramach eliminacji do mistrzostw świata. Po wtorkowym starciu seria ta powinna zostać przedłużona.
Grupa E
Pojedynki w grupie E zapowiadają się na najbardziej wyrównane, ale i najmniej przyciągające wzrok europejskiego kibica. Cypr podejmie bowiem Islandię, Norwegia Słowenię, a Szwajcaria zmierzy się z Albanią. Jedynie w przypadku ostatniego meczu możemy stwierdzić, że gospodarze nie powinni mieć większych problemów z pokonaniem swojego rywala, nawet mimo braku Tranquillo Barnetty, który będzie pauzował za czerwoną kartkę. W pojedynku Norwegów ze Słoweńcami powinniśmy przygotować się na prawdziwą bitwę. Obok Szwajcarii to właśnie te ekipy miały walczyć o awans do mistrzostw świata, ale obydwie kwalifikacje zaczęły od falstartu. Norwegia przegrała na wyjeździe 0:2 z Islandią, Słowenia w takim samym stosunku bramkowym uległa Szwajcarii. Ze względu na fakt, iż mecz będzie rozgrywany w Oslo, to właśnie gospodarzy należy uznać za minimalnego faworyta. Jeśli chodzi zaś o mecz Cypru z Islandią, to goście stają przed znakomitą okazją wyrobienia sobie naprawdę okazałej przewagi już na samym początku eliminacji. Obydwie ekipy postawią prawdopodobnie na skuteczną defensywę. Wszyscy znamy chyba stare porzekadło – na zero z tyłu, z przodu coś wpadnie. Islandia ma być może większy potencjał, jednak po raz kolejny ważnym czynnikiem może okazać się gra Cypryjczyków na własnym stadionie. Jedno jest pewne – nie postawiłbym na ten mecz żadnych pieniędzy, bo zdarzyć może się w nim absolutnie wszystko. Obydwaj trenerzy mają spore pole manewru, ponieważ dysponują wszystkimi swoimi podopiecznymi. Teraz pozostaje tylko kwestia tego, w jaki sposób zdecydują się ustawić swoją drużynę.
Grupa F
W grupie F już pierwszy mecz powinien dostarczyć nam nie lada emocji. Izraelczycy podejmą na własnym stadionie Rosjan. „Sborna” bez wątpienia jest faworytem, ale ważną sprawą będzie to, czy podopieczni Fabio Capello będą potrafili zachować chłodną głowę na niezwykle gorącym terenie. Po nieudanym występie na Euro 2012 Rosjanie będą chcieli jak najprędzej przekonać wszystkich, że ciągle są mocną drużyną, która na mundialu może pomieszać szyki najlepszym. Najpierw jednak do owego mundialu trzeba się zakwalifikować, ale pierwszy krok w tym kierunku został już postawiony, kiedy nasi wschodni sąsiedzi pokonali 2:0 Irlandię Północną. Irlandczycy z kolei w swoim drugim eliminacyjnym meczu zagrają z Luksemburgiem. Gdyby nie wydarzenia sprzed kilku dni, zapewne w ciemno zakładalibyśmy wygraną gospodarzy, ale Luksemburczycy zdołali już nastraszyć samą Portugalię, która wygrała z nimi zaledwie 2:1. Trudno stwierdzić, czy to zasługa samego Luksemburga, czy słabszego dnia „Seleccao”. Cristiano Ronaldo i spółka będą mieli okazję zatrzeć nie najlepszy wizerunek, pokonując przed własną publicznością Azerbejdżan. Los był dla Portugalczyków naprawdę łaskawy, jeśli chodzi o rozpoczęcie walki o awans do mistrzostw świata. Pierwsi rywale nie są zbyt wymagający, ale Paulo Bento – zwłaszcza po tym, co obejrzał kilka dni temu – wystawi wszystkie swoje największe gwiazdy, aby te w końcu zagrały na miarę swoich możliwości.
Grupa G
Podobnie jak w przypadku grupy E, tak i w grupie G można spodziewać się wyrównanych pojedynków mogących zakończyć się każdym wynikiem. Na pierwszy ogień Bośnia i Hercegowina podejmie Łotwę. Bośniacy bardzo poważnie myślą o awansie do brazylijskiego czempionatu i jak na razie są na dobrej drodze. W pierwszym meczu rozgromili 8:1 Liechtenstein, prezentując fantastyczny futbol. Edin Dzeko i Vedan Ibisević to piłkarze, których nazwiska w Europie są doskonale znane. Obydwaj mają na swoim koncie już po trzy bramki. Również Zvjezdan Misimović, autor dwóch kolejnych trafień z Liechtensteinem, nie powinien być dla nikogo graczem anonimowym. Łotwa w swoim pierwszym pojedynku przegrała zaś przed własną publicznością z Grekami i w zasadzie tyle na temat tej reprezentacji możemy powiedzieć. Prezentowany dość siermiężny futbol nie ma prawa zapewnić im szans na walkę o zwycięstwo. Bośniacy powinni bez większych problemów uporać się ze swoim przeciwnikiem i wygodnie rozsiąść się w fotelu lidera, oczekując na to, co zrobią Grecy. A ci zagrają w Pireusie z Litwą. Z Litwą, która przed kilkoma dniami zremisowała u siebie ze Słowacją. Litwini mieli prawo być rozczarowani, ponieważ przez całe spotkanie byli stroną dominującą, ale cierpiącą z powodu braku skuteczności. Przeciwko Grekom zagrają najpewniej w ten sam sposób, czyli po prostu odważnie. Mistrzowie Europy z 2004 roku to jednak rywal nieporównywalnie trudniejszy od Słowacji. Litwa będzie miała dodatkowo utrudnione zadanie – z powodu czerwonej kartki zagrać nie będzie mógł bowiem Tadas Labukas. W trzecim meczu grupy G festiwal strzelecki będą próbowali urządzać sobie Słowacy, którzy zmierzą się z Liechtensteinem. Drużyna naszych południowych sąsiadów będzie musiała poradzić sobie z brakiem Viktora Pecovsky’ego, który musi pauzować z powodu czerwonej kartki. Jego brak, a także pomniejsze urazy kilku innych reprezentantów, nie powinny mieć jednak znaczenia w kontekście końcowego wyniku. Słowacy nie dysponują co prawda taką kadrą jak Bośnia i Hercegowina, ale i tak nie powinni mieć problemu z odesłaniem z kwitkiem swojego rywala.
Grupa H
Wyobrażacie sobie mundial bez Hiszpanii? (fot. skysports.com)
W grupie H oprócz pojedynku Polski z Mołdawią, którego obszerna zapowiedź pojawi się w osobnym tekście, dojdzie również do dwóch innych spotkań. Pierwsze z nich to konfrontacja San Marino z Czarnogórą. Wskazanie faworyta jest tutaj oczywiście formalnością, ponieważ nikt nie wyobraża sobie, żeby gospodarze mieli jakiekolwiek szanse przeciwko Czarnogórcom. Drużyna Branko Brnovicia po remisie z Polską będzie chciała powetować sobie tę stratę punktów, aplikując zdecydowanie niżej notowanemu rywalowi kilka bramek. Bez wątpienia ciekawszym widowiskiem będzie mecz Anglików z Ukrainą. Synowie Albionu podejdą do meczu ze współgospodarzami Euro 2012 mocno osłabieni. Z powodu kontuzji na pewno nie zagra Ashley Cole. Na ostatnim treningu Roy Hodgson nie mógł ponadto skorzystać z Theo Walcotta i Daniela Sturridge’a, których występy stoją pod dużym znakiem zapytania. Selekcjonerowi reprezentacji Anglii zostało w tym wypadku jedynie dwóch nominalnych napastników. Przypomnijmy, że z urazami zmagają się także Andy Caroll i Wayne Rooney, w związku z czym przeciwko Ukrainie dostępni będą prawdopodobnie tylko Danny Welbeck i Jermaine Defoe. Jakby tego było mało, istnieje spore ryzyko, że na czas nie zdąży wykurować się także John Terry, który doznał kontuzji we wspomnianym starciu z Mołdawią.
Szansę debiutu w dorosłej reprezentacji może otrzymać za to 17-letni Raheem Sterling. Wobec wspomnianych kłopotów kadrowych Roy Hodgson postanowił włączyć do kadry skrzydłowego Liverpoolu, który w obecnym sezonie Premier League zbiera same pochlebne recenzje. Oprócz niego w kadrze na mecz z Ukrainą znaleźli się także Jake Livermore i Adam Lallana. Pałający żądzą zemsty za mecz z Anglią w ramach Euro 2012 Ukraińcy nie mają powodów do zmartwień. Ołeh Błohin ma do dyspozycji wszystkich swoich zawodników i będzie chciał utrzeć nosa swoim rywalom. Przypomnijmy, że Anglicy, a w zasadzie sędziowie tamtego meczu, w niezwykle kontrowersyjnych okolicznościach pozbawili Ukrainę awansu z fazy grupowej podczas mistrzostw Europy. – Anglia nie jest już drużyną, której trzeba się obawiać. Nie jesteśmy od niej gorsi, na Euro 2012 pokazaliśmy, że możemy grać z nią jak równy z równym. To nie jest już zespół pełen gwiazd. Rooney jest kontuzjowany, a oprócz Gerrarda i Lamparda nikt nie przychodzi mi do głowy. Niektórzy uważają Anglię za faworyta do wygrania grupy. Ja nie – powiedział były trener reprezentacji Ukrainy, József Sabo. Bać Anglii na pewno się nie trzeba, ale szanować jak najbardziej, zwłaszcza że pojedynek zostanie rozegrany na mitycznym Wembley. Ukraińcy bez wątpienia nie są jednak na straconej pozycji. Wobec licznych absencji synowie Albionu mogą mieć olbrzymie problemy z pokonaniem dobrze poukładanego rywala. Ofensywa Anglików będzie mocno osłabiona, co na pewno działa na korzyść naszych sąsiadów.
Grupa I
Na sam koniec mecze dwóch europejskich potentatów. Jeszcze nie między sobą, ale i tak pojedynki z ich udziałem na pewno warto obserwować. Mowa o reprezentacjach Francji i Hiszpanii. Ta pierwsza podejmie na własnym stadionie Białoruś, druga wyjedzie do Gruzji. – Mistrzostwa świata zaczynają się już teraz, w Tbilisi przeciwko Gruzji. Aby obronić tytuł z Johannesburga, najpierw musimy się zakwalifikować do mistrzostw w Brazylii. Piłkarze wiedzą, że czeka ich ciężka przeprawa w meczach eliminacyjnych. Nie możemy pozwolić sobie na błędy, bo mogą nas one wiele kosztować – takimi słowami zwrócił się do dziennikarzy selekcjoner „La Furia Roja”, Vicente del Bosque. Popularny „Sfinks” jak zawsze jest stonowany, spokojny i w samych superlatywach wypowiada się na temat swojego najbliższego rywala. Także Iker Casillas ostrzegał przed nadmierną pewnością siebie. – Nie ma gwarancji, że Hiszpania awansuje do mistrzostw świata – mówił kapitan. Nie ma co jednak ukrywać, że mistrzowie świata i Europy to zdecydowani faworyci pojedynku z Gruzinami. Hiszpanie mają za sobą towarzyski mecz przeciwko Arabii Saudyjskiej, w którym to del Bosque dał odpocząć kilku swoim podopiecznym, ale we wtorek pośle do boju wszystko, co ma najlepsze. Żaden z zawodników nie narzeka na jakikolwiek uraz, dlatego były trener Realu Madryt ma spore pole do popisu. Narzekać nie może także Temuri Ketsbaia, dysponujący równie zdrową drużyną.
– Musimy wykazać się ambicją. Hiszpania to najlepsza drużyna na świecie, ale wiemy, że możemy w grupie zająć miejsce przed nią. Będzie to trudne, ale nie niemożliwe – powiedział przed spotkaniem Francji z Białorusią napastnik Olivier Giroud. Didier Deschamps, który kilka dni temu odniósł swoje pierwsze zwycięstwo jako selekcjoner kadry, o samym meczu mówił niewiele. Również dziennikarze bardziej zainteresowani byli sytuacją Hugo Llorisa. Nowy nabytek Tottenhamu Hotspur nie ma zagwarantowanego miejsca w pierwszym składzie „Kogutów”, jednak Deschamps twierdzi, że dopóki bramkarz prezentuje wysoki poziom, nie ma powodów do obaw. To właśnie Lloris stanie między słupkami podczas spotkania z Białorusią. W pierwszym składzie może za to zabraknąć Abou Diaby’ego. Pomocnik Arsenalu Londyn zdobył zwycięskiego gola w starciu z Finlandią, ale z boiska zszedł wręcz wyczerpany. Deschamps nie jest pewien, czy Diaby da radę wystąpić przeciwko Białorusi, choć wiąże z tym oczywiście olbrzymie nadzieje. Oprócz tej jednej niewiadomej „Trójkolorowi” powinni wybiec na mecz w identycznym zestawieniu jak przed kilkoma dniami. W ekipie Białorusi może dojść do zmian personalnych, ale nie ze względu na urazy. Po porażce 0:1 z Gruzją trener Georgij Kondratiew może zmienić nieco ustawienie, aby najbardziej jak to możliwe utrudnić rywalowi prowadzenie gry. Białorusin nie musi jednak martwić się stanem zdrowia żadnego ze swoich podopiecznych.
Komentarze1
~
~HUGO
błąd na początku grupy f pisze rosja pod wodzą
dirka advocata raczej fabio capello