Derby rządzą się własnymi prawami – to stara piłkarska prawda. Miała ona odzwierciedlenie na Stadio Olimpico w Rzymie. Podczas starcia Lazio z Romą nie zabrakło bramek, ostrych starć, kontuzji… A więc dla każdego coś miłego. No może nie dla każdego, bo kibice Romy mogą czuć się upokorzeni. Stracić bramkę w ostatniej akcji meczu to potwarz. Tego dopuścił się Miroslav Klose, który w 90. minucie uszczęśliwił fanów Lazio.
Dzisiejsze derby Rzymu spełniają co najmniej dwa warunki wyjątkowości. Po pierwsze, atmosferę piłkarskiego święta zmąciły sobotnie zamieszki zorganizowane przez chuliganów podczas manifestacji „oburzonych”. W ich wyniku rannych zostało 135 osób, a straty oszacowano na kilka milionów euro. Na tym meczu pojawiło się więcej służb porządkowych niż dotychczas. Droga na Stadio Olimpico usłana była kordonem policyjnym. Ponadto będą to pierwsze derby dla Thomasa Di Benedetto. Nowy prezydent Romy liczył, że jego debiut w tym wydarzeniu będzie należał do udanych. To były pierwsze derby od 18 lat, w których na głównym miejscu w loży VIP-ów nie zasiadł człowiek o nazwisku Sensi.

Początek meczu nie mógł się dla Romy lepiej potoczyć. Już w 5. minucie Pjanić wraz z Osvaldo przeprowadzili akcję bramkową. Bośniak świetnie dograł do reprezentanta Włoch. Napastnik w sytuacji sam na sam nie dał najmniejszych szans Marchettiemu. Ta radość „Giallorossi” mogła trwać tylko chwilę. Lazio szybko odpowiedziało składną akcję. Bliski zdobycia gola był Cisse, ale piłka po uderzeniu Francuza minimalnie minęła prawy słupek bramki Stekelenburga.
Podopieczni Eduardo Rei z każdą minutą grali z coraz większym animuszem. Udawało im się stwarzać ciekawe okazje. Jedna z nich miała miejsce w 18. minucie. Wówczas agresywnie w pole karne wbiegł Hernanes. Jednak wykończenie akcji pozostawiło wiele do życzenia. Po chwili świetnie w bramce spisał się Stekelenburg. Holender przeciął niebezpieczne dośrodkowanie z prawej strony boiska. Roma nie radziła sobie z tymi szturmowymi atakami. Problemem „Biancocelesti” była ich nieskuteczność.
Jednak instrukcję jak nie strzelić gola z trzech metrów, powinien napisać Pablo Osvaldo. W 27. minucie napastnik nie potrafił zrobić użytku ze znakomitego dogrania Jose Angela. Osvaldo nie potrafił zapanować nad piłką, a ta zamiast do siatki, wturlała się poza boisko. W pierwszej połowie jeszcze jeden raz Lazio potrafiło stworzyć sobie dobrą okazję. W 42. minucie silne uderzenie z dystansu Hernanesa sprawiło sporo kłopotów Stekelenburgowi. Holender musiał chwytać piłkę na raty. Po ciekawej pierwszej części gry Roma prowadziła 1:0.
„Giallorossi” z impetem weszli w mecz, a Lazio imponująco rozpoczęło drugą odsłonę. W 50. minucie w pole karne wbiegł Brocchi. Pomocnika starał się powstrzymać Kjaer. Jednakże Duńczyk zrobił to w sposób nieprzepisowy. Sędzia Tagliavento nie miał wyjścia i odesłał obrońcę do szatni. Rzut karny na bramkę wyrównującą zamienił Hernanes. Lazio korzystało z gry w przewadze. W 54. minucie kąśliwy strzał Klosego okazał się minimalnie niecelny. Roma odpowiedziała przebojowym rajdem Osvaldo. Napastnik z impetem wbiegł w pole karne, ale nikt nie potrafił zrobić użytku z jego dośrodkowania.











