Od kilku zaskakujących wyników rozpoczęła wiosna w Premier Lidze. Nie ma jednak już czasu na dłuższe delektowanie się zwycięstwami i analizowanie porażek. Już w piątek rozpocznie się 34. seria spotkań ligi największego kraju świata. W grupie mistrzowskiej czekają nas kolejne hity. Na pierwszy ogień pójdą derby stolicy, Dynamo zmierzy się z CSKA.

Oba zespoły przystąpią do tej potyczki z poczuciem niedosytu po wiosennej inauguracji. Ta „Biało-niebieskim” wybitnie się nie udała. Przed tygodniem nie potrafili urwać choćby jednego punktu Anży Machaczkała, przegrywając z podopiecznymi Guusa Hiddinka 0:1. Nieco lepiej zaprezentował się CSKA. Gracze Leonida Słuckiego wywalczyli remis 2:2 przeciwko Zenitowi Sankt Petersburg. Nie ulega wątpliwości, że to właśnie wiceliderzy tabeli będą faworytami do zdobycia pełnej puli punktowej w zbliżającym się starciu. Biorąc pod uwagę personalia, skład, którym dysponują trzykrotni mistrzowie Rosji, prezentuje się o wiele lepiej niż ten, którym może pochwalić się Siergiej Siłkin. Głównym zagrożeniem dla bramki Dynama z pewnością będzie lider klasyfikacji najlepszych strzelców, Seydou Doumbia, którego dzielnie wspomagać będą Ałan Dzagojew, Keisuke Honda i Zoran Tosić. Jednak i gracze odgrywający w piątek rolę gospodarzy mają kim postraszyć. Największe nadzieje pokładają w rozgrywającym znakomity sezon Andriju Woroninie. Ukrainiec może liczyć na wsparcie solidnego Kevina Kuranyiego, który w obecnym sezonie już dziesięć razy pokonał bramkarzy rywali. „Biało-niebiescy” wydają się mieć nad swoimi przeciwnikami swego rodzaju przewagę psychiczną. W dwóch rozegranych dotychczas meczach w trwającym sezonie nie przegrali ze swoimi rywalami, gromiąc ich na wyjeździe 4:0. Jednak z drugiej strony od 2004 roku Dynamo zwyciężyło CSKA w czterech potyczkach, za każdym razem czyniąc to na wyjeździe. Jak na razie ta sztuka nie udała się przed własną publicznością. Na korzyść zawodników Siergieja Siłkina może również przemawiać fakt, iż „Wojskowi” raczej w starciu z nimi będą się oszczędzać. Leonid Słucki nie może sobie pozwolić na nonszalancję w grze, mając w perspektywie niezwykle trudny wyjazd do Madrytu. Derby jak zawsze rządzą się swoimi prawami, a do meczu z lokalnym rywalem nigdy nie potrzeba dodatkowej motywacji. Kto w związku z tym w najbliższym czasie będzie rządzić w Moskwie? O tym przekonamy się już w piątek.
Nie mniej ciekawie powinno być w innej prestiżowej konfrontacji. Na Stadion Centralny w Kazaniu wybierze się moskiewski Lokomotiw. W tym przypadku wskazanie pewniejszego kandydata do zwycięstwa sprawia już nieco problemów. Minimalnie wyższe wydają się szanse Lokomotiwu. Gracze Jose Couceiro, choć dwa jesienne starcia z drugiej rundy zakończyli porażką, udanie weszli w rozgrywki wiosenne. Swój marcowy marsz rozpoczęli od pokonania 2:0 jednej z rewelacji sezonu, Kubania Krasnodar. Rubin całkiem dobrze zaprezentował się w konfrontacji ze Spartakiem, pechowo tracąc gola na wagę remisu w 80. minucie spotkania. Przewagą Lokomotiwu w niedzielnym starciu będą niewątpliwie transfery, których zespół dokonał w przerwie zimowej. Szczególnie liczy się na pozyskanego z Tottanhamu Romana Pawliuczenkę, który walczy o miejsce w kadrze Dicka Advocaata na Euro 2012. Rubin wieloma nowymi twarzami pochwalić się nie może, a nim rozpoczęła się runda wiosenna, stracił swojego kapitana, Christiana Noboę. Jednak to na korzyść Kurbana Bierdyjewa przemawia statystyka bezpośrednich spotkań. Co prawda, od 2004 obie drużyny wygrały tę samą liczbę spotkań, ale na swoim boisku w ośmiu meczach aż cztery razy piłkarze Rubinu okazywali się lepsi. Czy wsparcie własnych kibiców przełoży się na wynik, który osiągną zawodnicy z Tatarstanu? Odpowiedź na to pytanie poznamy w niedzielę.










