W Lorient bez bramek


W jedynym meczu 19. kolejki Ligue 1 nie zabrakło dobrej gry, sytuacji czy emocji. Jedynym brakiem była skuteczność napastników drużyn Lorient i Montpellier. W tej statystyce szczególnie wyróżniali się gospodarze.


Udostępnij na Udostępnij na

W pierwszej połowie spotkanie zaliczało się do tych wyrównanych, a przynajmniej w kwestii posiadania piłki. Jednak okazało się, iż lepiej z rozgrywaniem futbolówki radzą sobie podopieczni Christiana Gourcuffa. Lorient prezentowało grę pełną polotu, szybkich podań bez zbędnego przetrzymywania czy dalekich zagrań. Konsekwencją tego były okazje, jakie „Les Merlus” mieli „szansę” nie wykorzystać. Z pierwszej okradł ich sędzia, gdy niesłusznie uznał, iż Kevin Gameiro był na pozycji spalonej. Lecz do przerwy gospodarze jeszcze dwa razy stanęli oko w oko z Geoffreyem Jourdrenem i dwa razy nie byli w stanie zmieścić piłki w bramce, gdyż albo była za wąska, albo za niska. Tuż przed przerwą dobrym uderzeniem sprzed pola karnego popisał się Gameiro, lecz snajper „Morszczuków” obił zewnętrzną cześć słupka. Odpowiedzią Montpellier były dwa niezbyt silne strzały wprost w bramkarza, więc mogli się oni cieszyć, że do szatni schodzili bez strat.

Druga odsłona jedynie zaostrzyła obraz gry, którego świadkami byli kibice zebrani na Stade Yves Allainmat. Wydawało się, iż grających w pomarańczowych strojach gospodarzy było więcej na boisku, gdyż tak sprawnie wymieniali między sobą piłkę i stosowali pressing na rywalach. Z każdą minutą przewaga nad przyjezdnymi była coraz bardziej przytłaczająca. Strzelanie na bramkę Jourdrena rozpoczął ponownie Gameiro, lecz kąt był zbyt ostry, by mogło to przynieść gola. Najlepszą sytuację drugiej części widowiska zmarnował defensywny pomocnik Alaixys Romao, który w odpowiednim tempie wyszedł do zgrania piłki głową przez Bruna Ecuele-Mangę, jednak górą w pojedynku sam na sam ponownie okazał się golkiper „La Pallade”. Po godzinie gry nastąpiło wielkie oblężenie pola karnego gości. Najpierw w 60. minucie Sigamary Diarra, a chwilę później Amalfitano uderzali na bramkę przeciwników. Pierwsze uderzenie bez problemu zostało wypiąstkowane, a drugie nie miało w sobie odpowiedniej siły, gdy pomocnik Lorient uderzał z trudnej sytuacji otoczony trójką defensorów.

Przewaga Bretończyków w ostatnim kwadransie jedynie uległa pogłębieniu. W 73. minucie drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną otrzymał lewy obrońca Montpellier, Mapou Yangambiwa, i stało się jasne, iż bezbramkowy remis to będzie szczyt marzeń dla graczy Rene Girarda. Tak też się stało, bo pomimo posiadania piłki i stwarzanych sytuacji, nieporadność „Morszczuków” w obrębie „szesnastki” przeciwnika stawała się coraz większa. W doliczonym czasie o zawał serca przyprawił kibiców na stadionie napastnik gości, Olivier Giroud, gdy lobem trafił w poprzeczkę bramki strzeżonej przez Fabiena Audarda. Okazało się jednak, że nawet gdyby piłka wpadła do siatki, gol nie zostałby uznany z powodu pozycji spalonej. Bezbramkowy remis w żadnym wypadku nie odzwierciedla przebiegu spotkania, ale gracze Lorient sami sobie mogą być winni, iż ugrali tylko tyle.

Najnowsze