W sobotni wieczór odbyła się konfrontacja budząca zainteresowanie nie tylko na Półwyspie Apenińskim. Naprzeciwko siebie stanęły zespoły Romy i i wzmocnionej przed sezonem Genoi. Emocje był gwarantowane. Dzięki dwóm panom na „B”, czyli Borriello i Brighi, Roma stała się bogatsza o trzy punkty.
Ci kibice, którzy mieli okazję pojawić się w Rzymie na stadionie Olimpico, z pewnością nie żałują. Wręcz przeciwnie, potyczka między zespołami przyniosła wspaniałe odczucia. Pierwsza warta odnotowania sytuacja bramkowa miała miejsce już w 7. minucie meczu. Zagrożenie pojawiło się pod bramką strzeżoną przez Bogdana Lobonta, kiedy to w dogodnym położeniu do oddania strzału był Luca Toni. Niestety dla podopiecznych Gian Piero Gasperiniego przytomnością umysłu zaimponował sędzia liniowy, słusznie odgwizdując pozycję spaloną zawodnika Genoi. Nie minęła jednak chwila i strzałem będącym odpowiedzią na wcześniejsze zdarzenie boiskowe zaimponowali rzymianie, kiedy po dośrodkowaniu Tottiego zrobiło się tłoczno w polu karnym Eduardo. Z tym, że wynik nadal był bezbramkowy. Po tej akcji, piłkarze ze stolicy Włoch kilkukrotnie starali się zaskoczyć bramkarza gości jednak nie przyniosło to wymiernych korzyści.
Podopieczni Claudio Ranieriego nie przejmowali się jednak niewykorzystanymi sytuacjami. W 18. minucie przed szansą strzelenia gola stanął Marco Borriello, jednak piłka ostatecznie wylądowała na słupku bramki. Ale „Giallorosi” nie załamywali rąk, tworząc równie niebezpieczne kontry. Jedną z nich zaimponował m.in. „Il Capitano” w osobie Francesco Tottiego, który oddał celny strzał, ostatecznie obroniony przez bramkarza Genoi.
Nadeszła 34. minuta spotkania, kiedy 30 tysięcy fanatyków Romy popadło w euforię. Po składnej akcji rzymianie wyszli na prowadzenie. Zawodnikiem, który doprowadził do poprawy nastroju sympatyków gospodarzy był reprezentant Włoch, Marco Borriello. Warto odnotować, że była to jego trzecia bramka zdobyta w obecnych rozgrywkach. Tuż przed końcem pierwszej połowy, strzałem głową popisał się Matheo Brighi, lecz wynik do przerwy nie uległ już zmianie.
Druga część meczu rozpoczęła się od zmiany w składzie drużyny z Luigi Ferraris. Do gry w miejsce Palacio został desygnowany Rudolf. I to praktycznie jedyny fakt, przy którym można przytoczyć nazwisko napastnika gości na początku drugiej połowy. Bo nadal grę prowadziła drużyna wicemistrza Włoch. Skutkiem tego było zdobycie kolejnej bramki. Bramki, która może służyć za przykład młodym adeptom futbolu. Pięknie skonstruowana akcja zespołowa mogła podobać się najbardziej wymagającemu i wybrednemu kibicowi. A zwieńczenie jej strzałem Brighiego pozostaje kwintesencją całego ataku.
Po drugiej bramce dla gospodarzy, można było używać stwierdzenia, że tonący brzytwy się chwyta. Tonącym był mianowicie szkoleniowiec gości Gian Piero Gasperini. Trener ten postanowił od razuwprowadzić na plac gry Giseppe Sculliego oraz Brazylijczyka Rafinhę. Obaj mieli za zadanie ożywić ofensywę klubu z Ligurii. Czy im się to udało? Trudno oceniać, aczkolwiek Sculli z pewnością był postacią bardziej widoczną na placu gry aniżeli Mesto i Ranocchia razem wzięci.










