Na stadionie w Gdańsku Lechia bezbramkowo zremisowała z Polonią Warszawa. Gdańszczanie byli bliżej zwycięstwa, lecz w najważniejszych momentach zabrakło im skuteczności.
Pierwsza połowa starcia pomiędzy dwoma drużynami walczącymi o europejskie puchary nie przyniosła bramek. Obie ekipy miały swoje szanse, lecz w najważniejszych momentach zawodnikom brakowało precyzji. Najpierw doskonałą okazję zaprzepaścił Poźniak. Gdańszczanin otrzymał doskonałą piłkę od Pawła Nowaka i z bliskiej odległości uderzył wprost w bramkarza Polonii. „Czarne Koszule” odpowiedziały akcją Bruno, po podaniu którego Adrian Mierzejewski posłał futbolówkę tuż obok bramki rywali.

Trzy punkty w tym spotkaniu były celem obu drużyn, lecz w pierwszej połowie wyglądało to tak, jakby Lechia i Polonia były zadowolone z remisu. Dwie dogodne sytuacje strzeleckie to zdecydowanie za mało, by spełniać oczekiwania kibiców. Na ciepłe słowa zasłużyli jedynie ambitny Lukjanovs i dyrygujący ekipą Polonii Mierzejewski, jednak w pojedynkę nawet tak znakomici piłkarze jak „Mierzej” nie są w stanie przesądzać meczów.
Na początku drugiej połowy znacznie lepiej radziła sobie Lechia. Wejście na boisko Abdou Razacka Traorego wyzwoliło w całym zespole dodatkowe pokłady ambicji. W 52. minucie meczu zawodnik z Wybrzeża Kości Słoniowej miał doskonałą szansę, żeby wyprowadzić swój zespół na prowadzenie, jednak jego próby skutecznie blokowali obrońcy Polonii. Potem były kolejne okazje, lecz Nowak, Lukjanovs czy Bajić nie zdołali postawić kropki nad „i”. „Czarne Koszule ruszyły do ataku dopiero w ostatnim kwadransie, ale jedna szarża Mierzejewskiego nie zmieniła ogólnego obrazu tego spotkania.
W ostatnich spotkaniach gdańszczanie potrafili rozstrzygnąć losy meczu na swoją korzyść w doliczonym czasie gry. Kibice „Biało-zielonych” marzyli o powtórce z rozrywki, wierzył w to również trener Kafarski, który posłał w bój francuskiego snajpera – Bedi Buvala. Nic takiego się nie stało i ostatecznie po słabym meczu obie ekipy podzieliły się punktami.











