Na papierze Liga Mistrzów generuje większe emocje aniżeli traktowana z większym dystansem Liga Europy. Mowa w końcu o wielkich pieniądzach, najbardziej poważanych zespołach oraz zawodnikach ze światowego topu. Ale czy faktycznie tak jest? Jak dotychczas mniej prestiżowe europejskie rozgrywki dostarczyły równie ciekawych zdarzeń, na czele z fantastycznym dwumeczem pomiędzy Slavią a Sevillą zakończonym sensacyjnym triumfem Czechów. Czarny koń obecnej edycji LE, a także pozostała siódemka przystąpiły do dalszej walki, której stawką są półfinały.
Liga Europy w bieżącym sezonie ugości finalistów w stolicy Azerbejdżanu. Droga do Baku stanowi wymagającą piłkarską podróż dla każdej z ekip pozostałych na placu boju. Rozstrzygnięcia pierwszych ćwierćfinałowych meczów, które w większym bądź mniejszym stopniu zdążyły wskazać faworytów, nie mogą jeszcze niczego sugerować.
Nie skreślać Eintrachtu
Zdobycie czterech bramek na starcie rywalizacji w dwóch odsłonach powinno świadczyć jednak o czymś innym. Tak cenny skalp zdobyła w roli gospodarza Benfica Lizbona. Teatr jednego aktora odegrał tak bardzo chwalony od dłuższego czasu Joao Felix. Hat-trick i asysta, czy coś więcej trzeba? W stolicy Portugalii wyraźne mają chrapkę na sukces w bieżącej kampanii. W poprzedniej rundzie Benfica na Estadio da Luz z nawiązką odrobiła stratę z pierwszego meczu, trzykrotnie pokonując golkipera Dinama Zagrzeb. Tym razem zaliczyła jedno trafienie więcej. W takiej sytuacji trudno nie myśleć o trzecim w historii finale LE z udziałem lizbońskiej drużyny.
Ciekawy przypadek stanowi niemiecka ekipa. Zespół Adolfa Huettera zbierał ostatnio niezwykle pochlebne recenzje. W pięciu meczach dał sobie wbić zaledwie jednego gola. W związku z przytoczoną statystką nagłe cztery bramki utracone w Lizbonie mogą boleć podwójnie. Owszem, nie pomogła w tym wszystkim czerwona kartka, którą zobaczył jeden z graczy z Eintrachtu. Abstrahując jednak od tego wszystkiego, przedstawiciel Bundesligi wciąż nie stoi na straconej pozycji. O potencjale tego zespołu, zwłaszcza gdy mówimy o sile rażenia, w bieżącym sezonie przekonano się wielokrotnie. Rebić, Jović i spółka w rewanżu, który zostanie rozegrany na ich terenie, będą mieli coś do udowodnienia.
Koszmar wyjazdowych starć
Nieprzekonująca wyjazdowa dyspozycja Arsenalu to bardzo dyskusyjny temat już od ostatniego etapu pracy Wengera w klubie. Przyjście Unaia Emery’ego jak dotąd niewiele zmieniło w tej kwestii. Znamiennym i niechlubnym faktem jest to, że „Kanonierzy” w rozrywkach Premier League ani razu nie zachowali jeszcze czystego konta. Jako jedyna drużyna w całej ligowej stawce. Jakby tego było mało, marazm prezentowany przez nich na obcych boiskach stał się również widoczny na europejskiej arenie. Dotychczasowe wyjazdy w fazie pucharowej do Borysowa i Rennes kończyły się porażkami londyńczyków.











