W Chorzowie miejscowy Ruch zremisował z ŁKS-em Łódź 2:2. Dla gości strzelali Kujawa i Gieraga. Gospodarze odpowiedzieli trafieniami Piecha i Stawarczyka. Remis nikogo nie może cieszyć, ponieważ chorzowianie oddalają się od tytułu, a łodzianie są już o krok od spadku z TME.
Spotkanie rozpoczęło się w sposób wymarzony dla gospodarzy. Już w 21. sekundzie (!) meczu do siatki trafił Piech. Napastnik Ruchu przejął piłkę przed polem karnym, z dziecinną łatwością ograł Gancarczyka i pewnym uderzeniem dał swojej drużynie prowadzenie. W pierwszej fazie spotkania goście prezentowali się wyjątkowo nieporadnie, co rusz tracąc piłkę. Tym większym zaskoczeniem było trafienie dla ŁKS-u w 11. minucie, które zupełnie nie odzwierciedlało boiskowych wydarzeń. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego z zamieszania w polu karnym skorzystał Gieraga, który znakomitym uderzeniem pod poprzeczkę wpisał się na listę strzelców. Kilkanaście sekund później goście mogli pójść za ciosem, ale nikt nie był w stanie wykończyć bardzo dobrego dośrodkowania Iwańskiego. Gol wyraźnie zaskoczył chorzowian, którzy stracili rezon. Tymczasem łodzianie starali się możliwie długo utrzymywać przy piłce, próbując narzucić tempo gry. W 24. minucie w dobrej sytuacji znalazł się Lisowski, ale sprzed pola karnego fatalnie spudłował.

Kuriozalnych zdarzeń na boisku nie brakowało, bo w takich właśnie kategoriach należy rozpatrywać drugą bramkę dla gości. Znakomicie w 31. minucie znalazł się Kujawa, który po dośrodkowaniu Iwańskiego ograł przed polem karnym Grodzickiego i Stawarczyka, a następnie uderzeniem z woleja uszczęśliwił wszystkich sympatyków ŁKS-u. Po chwili gospodarze domagali się rzutu karnego, ale arbiter nie dopatrzył się przewinienia na Arkadiuszu Piechu. Rozochoceni goście próbowali podwyższyć prowadzenie, a szczególnie aktywny był strzelec drugiej bramki dla podopiecznych Andrzeja Pyrdoła, Rafał Kujawa. Tymczasem Ruch raził nieporadnością i brakiem dokładności. W 42. minucie gospodarze trafili do siatki, a konkretnie po raz drugi uczynił to Piech. Radość nie potrwała jednak zbyt długo, ponieważ w tej sytuacji odgwizdano pozycję spaloną. Jak wykazały powtórki, niesłusznie. W ostatnich sekundach w doskonałej sytuacji znalazł się Abbott, ale przegrał pojedynek sam na sam z Velimiroviciem. Chwilę później arbiter zakończył pierwszą część spotkania.
Druga połowa mogła rozpocząć się podobnie jak pierwsza, ale arbiter dopatrzył się pozycji spalonej wychodzącego na czystą sytuację Abbotta. Także i tym razem telewizyjne powtórki pokazały, że liniowi nie byli dziś w najlepszej dyspozycji. Chwilę później bardzo ładnie uderzał Piech, jednak golkiper łodzian nie dał się zaskoczyć. Od początku chorzowianie próbowali przejąć inicjatywę i w dużej mierze im się to udawało. Tymczasem w 56. minucie gospodarze powinni doprowadzić do wyrównania. Dobrym dośrodkowaniem z rzutu wolnego popisał się Zieńczuk, a Lewczuk w sobie tylko znany sposób nie pokonał Velimirovicia, stojąc metr od niego. To naprawdę była wymarzona sytuacja. W odpowiedzi chwilę później swojej szansy szukał Gancarczyk, ale z rzutu wolnego znacząco przestrzelił. W 61. minucie do wybitej przez obrońcę ŁKS-u piłki dopadł Lisowski, lecz uderzył trochę niecelnie. Chwilę później w doskonałej sytuacji znalazł się Janoszka, ale napastnik Ruchu tak długo zwlekał z oddaniem uderzenia, aż połapali się we wszystkim łodzianie.











