Czwarty mecz 16. kolejki Ekstraklasy pomiędzy Ruchem a Lechią zakończył się remisem. Ruch nie poprawił swojej lokaty w lidze, z kolei Lechia zaliczyła wpadkę w gonitwie za czołówką tabeli.
Od początku zaatakowali piłkarze gospodarzy, kiedy w 3. minucie Grzyb został w ostatniej chwili uprzedzony przez Małkowskiego. Z biegiem czasu coraz śmielej na skrzydle Lechii radził sobie Marek Zieńczuk. Do spółki z byłym graczem Wisły Kraków zagrożenie pod bramką rywala tworzył Wojciech Grzyb. Przez pierwszy kwadrans piłkarze Tomasza Kafarskiego mieli problemy z przedostaniem się pod bramkę Matko Perdijicia.

Goście doszli do głosu po pół godzinie gry, kiedy nieco ożywił się Aleksandr Sazankow. Piłkarz Lechii Gdańsk najpierw zaprzepaścił znakomitą akcję po precyzyjnym dośrodkowaniu Abdou Traore, a następnie Białorusin oddał mocny strzał wprost w Perdijicia. Na koniec swojej szansy szukał Maciej Jankowski, który wbiegł w pole karne, ale nie potrafił oddać celnego strzału.
Pierwsze piętnaście minut drugiej odsłony meczu było niezwykle ospałe w wykonaniu obydwu zespołów. Lechia mimo utrzymywania się przy piłce nie pokusiła się o stworzenie sobie dogodnej sytuacji bramkowej. Dopiero w okolicach godziny gry pokazał się Abdou Traore. Piłkarz rodem z Wybrzeża Kości Słoniowej próbował na własną rękę zaskoczyć rywali, przedzierając się w pole karne, jednak w tej akcji zabrakło strzału.
Chwilę później gracz Lechii błysnął w zespołowej akcji swojego zespołu sztuczką techniczną. Odpowiedzią Ruchu był strzał Marka Zieńczuka z ostrego kąta, ale piłka po tym uderzeniu poszybowała nad poprzeczkę. Na kwadrans przed końcem próbował jeszcze Aleksandr Sazankow, ale i jego strzał nie okazał się problemem dla Perdijicia.











