A jeśli już, to raczej na gorsze niż lepsze. W polityce transferowej Zawiszy trudno dopatrzeć się jakiejkolwiek logiki. Z jednej strony pozbywa się obcokrajowców, by zaraz zatrudnić nowych. Do drużyny dołączają wychowankowie, a chwilę później trafiają coraz to nowi zawodnicy z innych klubów. Czy w tym szaleństwie jest metoda?
– Zespół potrzebuje nowych piłkarzy albo nowego trenera – tak nieco ponad miesiąc temu wypowiadał się Mariusz Rumak. Jedno trzeba mu oddać: nie rzucał słów na wiatr. Tylko w ciągu tych kilku tygodni klub opuściło pięciu zawodników, a w ich miejsce przyszło czterech innych. O ile rozwiązanie kontraktów z: Samuelem Aroujo, Anestisem Argyriou i Piotrem Petaszem większych wątpliwości nie budzi, to już rezygnacja z Wagnera i Herolda Goulona na pewno obniży wartość zespołu. Nawet biorąc pod uwagę, że pierwszy miał problemy natury prywatnej, a drugi pobierał najwyższą pensję w zespole i często łapał urazy.
Walcząc o utrzymanie nie można sobie pozwolić na rezygnację z takich piłkarzy. Tym bardziej biorąc pod uwagę to, kogo ściąga się na zastępstwo. Ja bowiem mam już swój typ do najgorszego transferu w zimowym okienku T-Mobile Ekstraklasy. Jeśli ktoś będzie w stanie wytłumaczyć mi, jakim cudem klub z najwyższej klasie rozgrywkowej może być zainteresowany piłkarzem, który w 133 meczach (Ekstraklasa, I liga, Puchar Polski) zanotował dziewięć bramek i czternaście asyst, grając jako skrzydłowy, jestem skłonny postawić mu duże piwo. Zdaję sobie sprawę, że statystyki to nie wszystko, ale nie bez powodu Smektałę odpalono z Ruchu Chorzów. Niewiele lepiej wygląda na pierwszy rzut oka sprowadzenie z Floty Świnoujście Sebastiana Kamińskiego (31 spotkań, sześć asyst, zero goli). A obaj będą pewnie próbowali załatać dziurę po Wagnerze, w którą równie dobrze mógłby wskoczyć młody Łukowski…
Bardziej polsko? Niezupełnie
W minionej rundzie przynajmniej dwadzieścia razy na kolejkę wypominano Zawiszy zachwiane proporcje pomiędzy Polakami a zawodnikami zagranicznymi. Wspomniałem już o tych, z którymi ostatnio się pożegnano – czterech z nich było obcokrajowcami. Wcześniej rozwiązano kontrakty również z: Bernardo Vasconcelosem, Davidem Fleurivalem i Joshuą Silvą. Pierwsze wrażenie – super, w końcu będzie więcej Polaków, więcej wychowanków. I co dalej? Owszem, przychodzą wyżej wymienieni: Smektała i Kamiński oraz Jakub Świerczok. Poza tym stary schemat, tylko kierunek inny. W klubie zameldowali się już: Chorwat Luka Marić, Rumun Cristian Pulhac i Białorusin Iwan Majewskij. Wszyscy powyżej 26. roku życia.
Czyli generalnie wymieniamy obcokrajowców na innych. Szkoda tylko, że pozbyto się już tych sprawdzonych (Vasconcelos, Goulon, Wagner), a biorąc pod uwagę ostatnią skuteczność właściciela i jego syna, to może się okazać, iż ich następcy nie okażą się lepsi. Poszukiwanie jakości w wypadku walki o utrzymanie jest jasne i oczywiste, ale powinno być oparte raczej o pewne nazwiska. Z drugiej jednak strony – bardziej jestem przekonany do takich transferów niż ściągania piłkarzy pokroju Smektały. W przypadku nieznanego bliżej obcokrajowca szanse na udany transfer to mniej więcej 50%, przynajmniej na poziomie Zawiszy: albo wypali (Luis Carlos), albo nie (Fleurival). Cóż, mam dziwne przekonanie, że w przypadku byłego skrzydłowego Ruchu ta wartość procentowa jest o wiele niższa.











