Zwycięstwo Korony Kielce w starciu z Legią Warszawa jest wynikiem niezwykle cennym. Szczególnie do tego meczu podchodził Aleksandar Vuković, który najlepsze lata swojej kariery spędził właśnie na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej.

Vuković przyznał, że w tym spotkaniu był dodatkowo zmotywowany przez media, które sugerowały, że Serb nie gra na sto procent swoich możliwości w meczach z Legią. Pomocnik „Scyzoryków” dał z siebie więcej niż sto procent i efekty przyszły w postaci korzystnego rezultatu. Warto zauważyć, że równie duży wkład w ostateczne zwycięstwo Korony miał inny były piłkarz Legii, Maciej Korzym, który był strzelcem zwycięskiej bramki.
− Dla mnie był to w pewnym sensie mecz o honor, bo wiele osób wątpiło w moje zaangażowanie w starciu z Legią ze względu na sentyment do warszawskiego klubu. Dziś zostawiłem go jednak w szatni i dałem z siebie wszystko, a przy odrobinie szczęścia udało się wygrać. Teraz będę dalej trzymał kciuki za Legię i życzę jej jak najlepiej. Mecz ułożył się dla nas dobrze, a po golu Maćka Korzyma wiedzieliśmy, że musimy się już tylko bronić. Nie wydaje mi się, że Legia zagrała słabo − po prostu warszawianie mieli trudno przedostać się w nasze pole karne, biorąc pod uwagę liczbę zawodników Korony, którzy zaangażowali się w defensywę. Moje starcie z Arielem nie było zamierzone, a gdy w pewnym momencie poprosił o zmianę, bardzo się przestraszyłem. Na szczęście dotrwał do końca meczu i mam nadzieję, że nie stało mu się nic groźnego. Komu jak komu, ale Arielowi nigdy nie chciałbym zrobić krzywdy – powiedział po spotkaniu z Legią Aleksandar Vuković.











