Aleksandar Vuković to postać, która budzi wśród obserwatorów warszawskiej ekipy skrajne emocje. Jedni są jego zwolennikami i kierują się przy tym sentymentem oraz ostatnią serią przyzwoitych wyników. Drudzy zaś nie widzą Serba w roli trenera „Wojskowych”, myśląc po prostu… racjonalnie. Od dłuższego czasu, a wręcz od samego początku, należę do tej drugiej grupy. Informację o odejściu 42-latka z końcem sezonu przyjąłem więc z dawką sporego optymizmu.
Ktoś mógłby już teraz zapytać z oburzeniem: „Dlaczego?!”, przywołując jednocześnie fakt, iż serbski szkoleniowiec swego czasu zdobył z Legią mistrzostwo Polski, a oprócz tego w tym sezonie postawił ją na nogi i uratował przed spadkiem z ligi. Odbiję jednak piłeczkę i postawię kontrpytanie: „Czy to wystarczające argumenty, aby w przyszłym sezonie dalej miał sprawować swoją funkcję?”. Otóż nie, a powodów ku potwierdzeniu takiego przeczenia jest aż nadto.
Pierwszy z nich to daleki od doskonałości styl gry. Legia pod wodzą bałkańskiego menadżera jest jedną z najbardziej ubogich taktycznie drużyn w ekstraklasie, co tak renomowanemu klubowi zwyczajnie nie przystoi. Zwłaszcza w ofensywie. Trudno z tym dyskutować. Warszawianom brakuje tego, z czego słynęli w ostatnich latach, chociażby w połowie minionej edycji ekstraklasy za kadencji Czesława Michniewicza. Chodzi o swobodę przy zmianie formacji, płynną wymienność pozycji czy szybkie konstruowanie kontrataków. Zamiast tego można zauważyć sztywny, często niezmienny, a przede wszystkim archaiczny schemat rozgrywania akcji, który po kilku spotkaniach obserwacji może rozpracować niemalże każdy przeciwnik.
Świetnie zobrazowały to porażki z Wartą Poznań oraz Piastem Gliwice, w meczach z tymi drużynami ponadto zabrakło odpowiedniej reakcji po stratach bramek. To kolejny kamyczek do taktycznego ogródka Vukovicia, ponieważ trener nie potrafi odpowiednio odnosić się do boiskowych wydarzeń. Nieumiejętnie przeprowadza zmiany, co więcej, dopiero wtedy, gdy wraz ze swoją ekipą ma nóż na gardle. Przeważnie nawet i to nie przynosi odpowiedniego skutku. A styl? Cóż… mimo niekorzystnego wyniku dalej pozostawał niezmienny.
***
Następnie trzeba powiedzieć o wypowiedziach Serba po meczu. Niektóre z nich są… lekko mówiąc, dalekie od rzeczywistości. Szczególnie te po porażkach. Ad exemplum na wczorajszej konferencji prasowej trener Vuković poinformował, iż jego zespół zrobił wystarczająco dużo, aby wygrać potyczkę z Piastem… Tu pojawia się pytanie: „Panie Vuković, z której strony?”.
Serb lubi również odwrócić kota ogonem. Przykład? Proszę bardzo. Od powrotu na Łazienkowską mówił o tym, iż nie będzie on rozmawiał o swojej przyszłości w klubie, gdyż to sprawa drugorzędna. Unikał odpowiedzi. Wskutek tego nikt nie posiadał więc oficjalnej informacji o jego odejściu. Pojawiały się jedynie plotki. Dopiero wczoraj szkoleniowiec zdecydował się ogłosić to oficjalnie.
Jeden z obecnych na sali konferencyjnej w związku z tym po meczu z Piastem zapytał 42-latka, od kiedy wie o tym, iż klub nie przedłuży z nim kontraktu. Vuković odparł na to, że nie czyta mediów dość często, ale dziwi się skąd te pytania, skoro wiadomo było o tym od dawna.
![Aleksandar Vuković - pożegnanie bez grama żalu [FELIETON]](/_next/image/?url=https%3A%2F%2Fmedia.igol.pl%2Fwp-content%2Fuploads%2F2020%2F04%2F20200304_PF_PM004-scaled.jpg&w=3840&q=75)










