Virtus Entella to idealna metafora dla Śpiącej Królewny. Czy też bardziej ta bajkowa postać jest metaforą dla tego zespołu. Chociaż w tym przypadku nie pojawił się książę na białym koniu, a przebudzenie nastąpiło jakby samoistnie. Królewna się po prostu wyspała…
Skoro nabrała wigoru po tym długim i leczniczym śnie, to swój powrót do świata „żywych” musiała zaznaczyć. W ten oto sposób Virtus Entella ma trzy zwycięstwa z rzędu i powoli możemy mówić o małej serii. Jeszcze do niedawna zawodnicy Virtus byli jak wyszydzane dziecko w podstawówce, jak Marcin Najman w oktagonie, ringu… No generalnie gdziekolwiek.
Jednak Serie B to liga, w której nigdy do końca nie możesz być czegoś pewien. Pokazywała to wielokrotnie. Spora część fachowców wieszczyła spadek Virtus Entelli do Serie C, a tymczasem ostatnie zwycięstwa sprawiły, że podopieczni Vincenzo Vivariniego pozbyli się łatki „czerwonej latarni” ligi. Chociaż o spokojnym dokończeniu sezonu w wykonaniu zawodników Entelli nie ma mowy, to pokazali, że tak łatwo broni nie zamierzają składać. Walka o utrzymanie w Serie B będzie emocjonująca do samego końca.
Smutna seria
Virtus Entella obecny sezon zaczął kiepsko. Jednak czy to jest wystarczająco powiedziane? Przeanalizujmy. Podopieczni (obecnie) Vivariniego na pierwsze zwycięstwo czekali do 15. kolejki. Zmierzyli się z Pescarą i zdołali odnieść wyraźne zwycięstwo 3:0. Z pewnością nie byli faworytami tego spotkania i współczujemy tym, którzy obstawili u bukmacherów zwycięstwo Pescary… Wracając jednak do tematu. Piętnaście kolejek to praktycznie pół sezonu.
Oczywiście w tak zwanym międzyczasie doszło do zmiany na stanowisku pierwszego trenera. 23 listopada pracę stracił Bruno Tedino, który nie przetrwał na tym stanowisku nawet 100 dni. Zmienił go wspomniany wyżej Vincenzo Vivarini. Jednak i on musiał chwilę zaczekać na swoje pierwsze zwycięstwo na ławce Virtus Entelli. Pracę zaczął „dobrze”, bo od sześciu porażek z rzędu. Chwilę musiało to potrwać, zanim jego myśl została zrozumiana przez zawodników. Jednak kiedy to już się stało, okazało się, że Virtus Entella to nie jest zgraja kelnerów, których można prać raz za razem.
Zanim do owego przebudzenia doszło, Virtus poniósł dziewięć porażek i pięć razy zremisował. 14 spotkań bez zwycięstwa! Mało tego, wliczając do tej statystyki końcówkę poprzedniego sezonu, wychodzi nam 17 meczów bez wygranej. Fatalny wynik. Bilans bramkowy w obecnym sezonie? Podobnie: katastrofalny…











