Fiorentina zremisowała z Interem Mediolan 0:0 w meczu 34. kolejki Serie A. Przez cały mecz dominował Inter, ale to Fiorentina miała najlepszą z możliwych okazji do zdobycia gola. Karnego nie strzelił jednak Adem Ljajić.
Obie drużyny spisują się w obecnym sezonie poniżej oczekiwań. Obie miały buńczuczne zapowiedzi. Obie zaczęły nawet dobrze, po czym nastąpił sukcesywny zjazd w dół. Dziś, wczesnym niedzielnym popołudniem obie spotkały się w pojedynku w ramach 34. kolejki Serie A.

Dzisiejsze spotkanie, podobnie jak wszystkie inne w tej kolejce, rozpoczęło się od minuty ciszy upamiętniającej śmierć Piermario Morosiniego. Pierwszą dogodną sytuację zmarnował Houssine Kharja, który po dośrodkowaniu Lazzariego jakimś cudem potrafił spudłować z bliska. Jak się potem okazało, była to najlepsza sytuacja „Fioletowych” do zdobycia bramki w pierwszej połowie. Do kwadransa Fiorentina jeszcze atakowała, a owocem tego były strzały Ljajicia i Lazzariego, które jednak mijały światło bramki. Później kontrolę nad spotkaniem przejął Inter. Długie utrzymywanie się przy piłce i konsekwentne atakowanie bramki Boruca trwało do końca pierwszej odsłony gry. Kilka ciekawych rozwiązań w ofensywie zaprezentował Diego Forlan, który wyraźnie wraca do wysokiej dyspozycji.
Wyśmienitą okazję zmarnował w 25. minucie meczu Mauro Zarate, którego strzał oraz dobitkę zablokował Boruc. W końcówce pierwszej części gry sprytnie piłkę podciął Forlan, ale po raz kolejny polski bramkarz potwierdził swoją dobrą formę w ostatnich tygodniach. W końcówce jeszcze po żółtku dla Nastasicia i Milito, którzy „szarpnęli” się ze sobą po faulu Serba na Argentyńczyku, i sędzia Valeri gwizdnął po raz ostatni w tej części gry. Dominował Inter, który przy piłce był przez 65% czasu gry.
Druga połowa to dalsza dominacja „Nerazzurrich”. Wydawało się, że gospodarze podniosą się po słabej grze w pierwszej odsłonie pojedynku, ale w drugiej rundzie przyjmowali kolejne ciosy. Pierwszy zadał Zarate dwie minuty po wznowieniu gry. Jego strzał sprzed pola karnego został jednak zablokowany przez któregoś z kolegów Mauro z drużyny. Następnie obserwowaliśmy kilka wrzutek w pola karne obu zespołów, które wprawdzie inne, ale za każdym razem marnowane w niemal identyczny sposób. Prosta sprawa. W polu karnym Interu piłki wybijali rośli obrońcy, a w polu karnym Fiorentiny dominował polski golkiper. Na Artemio Franchi po godzinie gry powiało nudą. Wydawać się mogło, że przyjezdni, nie mając sposobu na sforsowanie szczelnych zasieków defensywnych rywala, po prostu sobie odpuścili. Owemu rywalowi to odpowiadało, bo chyba sam wiedział, na co go stać w dzisiejszym spotkaniu…











