W ostatnim spotkaniu 8. kolejki Bundesligi na Imtech Arena HSV podejmowało VfB Stuttgart. Goście po dobrym meczu wygrali 1:0. Zwycięskiego gola zdobył Ibisević.
Hamburger SV po trzech kolejnych porażkach na początku rozgrywek wreszcie wraca na właściwe tory. Ostatnimi czasy klub z północy Niemiec zostawił w pokonanym polu tak uznane w firmy jak Borussia Dortmund czy Hannover 96.
VfB Stuttgart spisuje się w tym sezonie poniżej oczekiwań. Popularni „Die Schwaben” po siedmiu kolejkach mieli na koncie zaledwie sześć punktów. Dla klubu z takim potencjałem sportowym i finansowym takie rozpoczęcie rozgrywek to więcej niż rozczarowanie.
Statystyki pojedynków obu ekip przemawiały na korzyść HSV. Piłkarze z Hamburga wygrali 41 z 94 meczów ze Stuttgartem. W zeszłym roku na stadionie w Stuttgarcie górą było HSV (2:1), a na Imtech Arena VfB wygrało aż 4:0.
Pierwszy kwadrans spotkania był mało interesujący. Brakowało prostopadłych podań i odwagi w grze. Obie drużyny grały zachowawczo. Dopiero w 16. minucie goście mieli naprawdę idealną okazję do strzelenia gola. Po ładniej, szybkiej akcji piłka trafiła do Ibisevicia, który stał niepilnowany na 16. metrze. Jednak uderzenie bośniackiego napastnika było tragiczne, piłka przeleciała daleko od lewego słupka. Przez pierwsze 20 minut piłkarze VfB byli zdecydowanie groźniejsi. Dłużej utrzymywali się przy piłce i coraz śmielej atakowali. Zawodnicy HSV dość niespodziewanie dali zepchnąć się do defensywy. Piłkarze VfB szczególnie groźni byli na lewym skrzydle. Ataki „Die Schwaben” napędzał Boka. W 28. minucie właśnie Boka idealnie wyłożył piłkę Traore, jednak pomocnik reprezentacji Gwinei uderzył wprost w bramkarza. W 30. minucie goście zasłużenie objęli prowadzenie. Harnik ograł na prawym skrzydle Jansena, zagrał piłkę w pole karne, gdzie Ibisević świetnie wyprzedził obrońcę i wpakował futbolówkę do siatki. VfB grało konsekwentnie i zostało za to wynagrodzone. W 34. minucie przed polem karnym zatańczył z piłką Traore, po czym niezwykle mocno huknął na bramkę, jednak znacznie się pomylił. W 45. minucie gospodarze zdobyli wyrównującego gola. Jednak arbiter słusznie nie uznał tego trafienia, gdyż Artiom Rudniew był na ewidentnym spalonym.
Pierwsza część gry bez wątpienia zawiodła fanów gospodarzy. HSV grało chaotycznie i bez pomysłu. VfB było zdecydowanie drużyną lepszą i zasłużenie prowadziło.
Druga połowa rozpoczęła się od ataków piłkarzy VfB. W 48. minucie ładny strzał na bramkę Adlera oddał Harnik. Pięć minut później goście przeprowadzili kolejną groźną akcję. Traore dostał świetnie podanie i wychodził sam na sam z bramkarzem, jednak w ostatniej chwili piłkę spod nóg wybił mu Diekmeier. Piłkarze HSV nie potrafili przeprowadzić choćby jednej składnej akcji. Jedyne, na co było ich stać, to strzały z dystansu. W 63. minucie ładny kontratak VfB strzałem zakończył Traore, piłka jednak odbiła się od nóg obrońcy i przeleciała ponad poprzeczką. Chwilę później w polu karnym gości Holzhauser zakręcił obrońcami HSV i uderzył po długim rogu, jednak piłka o centymetry minęła bramkę. W 73. minucie wreszcie dał znać o sobie van der Vaart, lecz jego uderzenie nie mogło zaskoczyć golkipera gości. Dziesięć minut przed końcem Son zmarnował świetną okazję. Adler znakomicie obronił jego uderzenie. Mimo że gospodarze w końcówce przejęli inicjatywę i groźnie atakowali, to nie udało im się zmienić wyniku.








