Real Madryt, Bayern Monachium i Borussia Dortmund. Co łączy te trzy kluby? Odpowiecie – europejska czołówka, wielkie stadiony, rzesze kibiców. Zgoda. Co jeszcze? Długa historia i gabloty pełne pucharów, których zliczyć i zapamiętać nie potrafią nawet najzagorzalsi kibice. W porządku. Ogółem obraz krain mlekiem i miodem płynących. W tym sezonie dochodzi jednak do wydarzeń, które ten obraz zamazują. Krainy te nawiedzają plagi. Plagi kontuzji.
O tym, ile pracy mają sztaby medyczne wyżej wymienionych drużyn, napisano już wiele artykułów, a nad ich przyczynami myślały głowy o wiele mądrzejsze od mojej. Dlatego nie chcę pisać kolejnej analizy, kto jest winny kontuzji Modricia i dlaczego jest nim Casillas (?!). Nie będę się również rozpisywał o tym, czy konflikt między Guardiolą a Muellerem-Wohlfahrtem istnieje i czy jest on zamachem na wartości, które „Bawarczycy” sobą prezentują, a jakich ów lekarz był uosobieniem.
Chciałbym Wam, moim Czytelnikom, odświeżyć trochę pamięć i przypomnieć o kontuzjach, które w normalnych warunkach wystąpić nie powinny. I nie chodzi tu o nieudany wślizg, brutalność przeciwnika czy kolejny popis Ryana Shawcrossa. Przypomnę Wam kilka urazów, które przydarzyły się zawodnikom poza boiskiem.
Flakonik Canizaresa
Santiago Canizares genialnym bramkarzem był – można powiedzieć, parafrazując klasyka. Powiedzieć, że się wychowałem na jego popisach, to powiedzieć trochę za mało. Do dzisiaj za gardło chwyta legendarny już moment z finału Ligi Mistrzów w 2001 roku, kiedy Oliver Kahn, zamiast cieszyć się po wygranych karnych, idzie pocieszać płaczącego Canizaresa przy linii końcowej. W tych czasach był on również pierwszym bramkarzem reprezentacji Hiszpanii i tym, od którego Casillas miał przejąć pałeczkę w „La Roja”.
Spodziewano się, że do wspomnianej zmiany warty nastąpi po mundialu w Korei i Japonii w 2002 roku. Casillas miał wtedy za sobą legendarne już spotkanie na Hampden w Glasgow przeciwko Bayerowi Leverkusen, jednak nadal jego pozycja w drużynie narodowej nie była na tyle mocna, żeby uznać go za pierwszego bramkarza. Jednak Canizares zdecydował się pomóc młodszemu koledze i praktycznie sam wyeliminował się z gry w mistrzostwach świata. O co więc chodziło?
Canizares doznał kontuzji, która nie byłaby niczym dziwnym ani rzadko spotykanym, gdyby nie okoliczności. Bramkarz Valencii podczas brania prysznica upuścił flakonik z perfumami na płytki. Szkło rozbiło się tak niefortunnie, że przecięło mu ścięgno dużego palca prawej nogi. Dramaturgii całemu wydarzeniu dodaje fakt, iż miało ono miejsce 18 maja, czyli po ogłoszeniu powołań do turnieju. Jose Antonio Camacho musiał zrezygnować z usług swojego pierwszego bramkarza i powołał na turniej Pedro Contrerasa, bramkarza Malagi.
Była to niewątpliwie jedna z tych kontuzji, które najbardziej zapadają w pamięci. Bramkarz, któremu zawsze brakowało kropki nad i w osiągnięciu końcowego triumfu w Lidze Mistrzów, tym razem pozbawił się szans na inne trofeum przez własną nieodpowiedzialność.
Ręczny Banegi











