Fot. Czy na boiskach RPA ekipa USA powtórzy sukces sprzed roku?
Po raz szósty z rzędu w finałach mistrzostw świata zobaczymy reprezentację Stanów Zjednoczonych. Ekipa prowadzona przez Boba Bradleya o awans do fazy pucharowej walczyć będzie w grupie C z Anglią, Słowenią i Algierią. Druga runda jest w ich zasięgu, jeśli tylko Amerykanie zagrają tak, jak podczas ubiegłorocznego Pucharu Konfederacji. Malkontenci stwierdzą, że do finału w RPA awansowali kuchennymi drzwiami, ale przecież mundial rządzi się podobnymi prawami. Zamiast liczyć na fortunę nieobliczalni Jankesi wolą postawić na solidną grę w obronie i kreatywne kontrataki reżyserowane przez ich największą gwiazdę Landona Donovana. W tym właśnie upatrują swojej szansy na powtórkę z historii w pierwszym meczu z Anglią i przerwanie fatalnej passy w meczach kolejnych.
Pierwszy mundial, jedyny medal
Na pierwszy w historii turniej mistrzowski Amerykanie – podobnie zresztą, jak pozostali uczestnicy – pojechali bez kwalifikacji. W Urugwaju mogły bowiem wystąpić wszystkie reprezentacje mające status członka FIFA i które… wypełniły zgłoszenie przed 28 lutego 1930 roku. To jednak Amerykanom przypadł zaszczyt rozegrania pierwszego w historii meczu mistrzostw świata i był to debiut niezwykle udany. 13 lipca o 15:00 w obecności 10 tys. widzów Jankesi pokonali Belgię 3:0. Strzelcami historycznych bramek na Estadio Parque Central w Montevideo byli: urodzony w Szkocji lewoskrzydłowy Bart McGhee (41. i 45. minuta) oraz Bert Patenaude (88. minuta). Cztery dni później na tym samym stadionie, ale już w obecności zaledwie 800 kibiców, Amerykanie zanotowali kolejne trzybramkowe zwycięstwo. Wszystkie gole strzelił Patenaude (10., 15. i 55. minuta) i był to pierwszy hat-trick w historii finałów MŚ. Dwa grupowe zwycięstwa dały Stanom Zjednoczonym półfinał, gdzie czekała na nich niepokonana w grupie 1 Argentyna. Do przerwy Amerykanie stawiali zacięty opór faworyzowanym Latynosom i przegrywali zaledwie jedną bramką. Ale w drugiej części grający w dziewiątkę Jankesi (dwóch piłkarzy uległo kontuzjom już po wykorzystaniu limitu zmian przez trenera Boba Millara) musieli pogodzić się z porażką. Między 56. i 87. minutą podopieczni trenera Juana Tramutoli zaaplikowali Jankesom aż 5 goli, z których dwa zdobył późniejszy król strzelców, Guillermo Stabile. Na minutę przed końcem honorowego gola dla USA strzelił kolejny Amerykański Szkot – Jim Brown. W meczu o trzecie miejsce Amerykanie mieli spotkać się z sensacyjnymi pogromcami Brazylii, Jugosławią, ale gracze z Europy zbojkotowali mecz z powodu stronniczego sędziowania w przegranym (również 1:6) półfinale z gospodarzami mistrzostw. I tym sposobem pierwsze brązowe medale MŚ przypadły piłkarzom z Ameryki Północnej. Ten dorobek do dziś nie został poprawiony.
Z Polakami na podbój Rzymu
Czy na boiskach RPA ekipa USA powtórzy sukces sprzed roku? (fot. ussoccer.com)
Cztery lata później, aby wystąpić we Włoszech trzeba było się zakwalifikować. Prowadzeni przez Davida Goulda Amerykanie uczynili to… na trzy dni przed finałami, pokonując w jednomeczowym barażu Meksyk 4:2. Bohaterem tego zaciętego, rozegranego już w Rzymie spotkania był zdobywca wszystkich bramek Aldo Donelli. Ten sam zawodnik zaliczył jedyne dla USA trafienie podczas finałów, w których jednak Amerykanie odpadli już w pierwszej rundzie, po porażce z gospodarzami mistrzostw. Późniejsi mistrzowie świata urządzili sobie prawdziwą kanonadę, wygrywając 7:1, a trzy gole zdobył Angelo Schiavio. Amerykanom w podbiciu Rzymu nie pomogli nawet gracze o swojsko brzmiących nazwiskach: Peter Pietras oraz Adolf Czerkiewicz.
Solidarni przeciw Francji
Na kolejny mundial Amerykanie nie pojechali, w ramach protestu przeciw kontrowersyjnej decyzji ówczesnego prezydenta FIFA. Francuz ,Jules Rimet, mimo wcześniejszych zapewnień o rozgrywaniu czempionatów na przemian na różnych kontynentach, przyznał decyzję o organizacji… swojej europejskiej ojczyźnie. Dlatego też mistrzostwa zbojkotowały także inne kraje z półkuli zachodniej: Urugwaj, Meksyk czy „prawdziwy” kandydat na gospodarza, Argentyna. Wyłamali się tylko Kubańczycy oraz Brazylia, która dzięki temu jest jedyną ekipą mającą na swoim koncie występy na każdych mistrzostwach.
„Cud na trawie”
Być może właśnie dlatego Brazylii przyznano prawa do organizacji pierwszych powojennych mistrzostw. W Kraju Kawy nie zabrakło też Amerykanów, którzy awans do finałów wywalczyli w 1949 roku w Meksyku, podczas mistrzostw Międzynarodowej Piłkarskiej Federacji Północnej Ameryki. Jankesi dwukrotnie zmierzyli się w nich z gospodarzami (porażki 0:6 i 2:6) i Kubą (1:1 i 5:2). Czwartą drużyną miała być Kanada, ale ostatecznie ekipa Klonowego Liścia wycofała się z rozgrywek. To sprawiło, że z całej trójki tylko Kuba nie dostała przepustek na mundial.
Po tym szczęśliwym awansie Amerykanie jechali do Brazylii bez większych nadziei, tym bardziej, że znowu los przydzielił im wymagających przeciwników. W pierwszym meczu grupy 2, rozegranym 25 czerwca 1950 roku, skazani na pożarcie Jankesi długo prowadzili w Kurytybie z Hiszpanią, po golu Johna Souzy z 17. minuty. Dopiero w ostatnim kwadransie twierdza USA padła i Frank Borghi trzykrotnie musiał wyciągać piłkę z siatki. Dwa razy trafił do niej gracz Barcy, Basora, a raz – najlepszy strzelec w historii La Liga – Telmo Zarra. W tym spotkaniu na prawej flance Amerykanów zagrał Adam Wolanin, Polak urodzony we Lwowie.
Cztery dni później w Belo Horizonte Jankesi sprawili jedną z największych sensacji w historii finałów mistrzostw świata, pokonując Anglię 1:0! Zwycięskiego gola strzelił, urodzony na Haiti, Joe Gaetjens, który… nigdy nie uzyskał amerykańskiego obywatelstwa, a po mundialu wrócił do reprezentowania barw swojego macierzystego kraju. Zwycięstwo to nazwano potem „cudem na trawie” – porównując je do „cudu na lodzie”, kiedy to na igrzyskach w Lake Placid (1980) amatorska reprezentacja USA w hokeju pokonała – w drodze po olimpijskie złoto – naszpikowaną gwiazdami reprezentację ZSRR. Upokorzeni synowie Albionu przegrali w ostatnim meczu z Hiszpanią i pożegnali się z mundialem. Podobnie zresztą jak Jankesi, którzy w meczu z Chile, o tzw. pietruszkę, zafundowali swoim fanom prawdziwą huśtawkę nastrojów. Po pierwszych 45. minutach przegrywali 0:2, ale po przerwie w ciągu minuty zdołali odrobić straty (Frank Wallace w 47. minucie i Souza z karnego w 48.) tylko po to, aby w ostatnich 30. minutach stracić kolejne trzy gole. Mimo wysokiej porażki 2:5, na zakończenie podopieczni Billa Jeffrey wracali do domu z podniesionym czołem. Wielu graczy z tamtej ekipy trafiło później do American Soccer Hall of Fame, a dla upamiętnienia 55 rocznicy triumfu nad Anglią powstał film „The Game of Their Lives” (inny tytuł „Miracle Match”). Jego reżyserem był znany twórca filmów fabularnych o tematyce sportowej (m.in. „Hoosiers”, „Rudy”) David Anspaugh, a odtwórcami głównych ról byli m.in.: Gerard Butler (znany jako król Leonidas z filmu „300”), Wes Bentley (Ricky Fitts z „American Beauty”). Strzelca bramki, Gaetjensa, zagrał haitański aktor i model, Jimmy Jean-Louis.
Cztery dekady marazmu
Mundial made in USA (fot. ussoccer.com)
Jednak nawet tak spektakularne sukcesy, jak medal MŚ czy pokonanie wielkiej Anglii nie pomogły w dalszym rozwoju tej dyscypliny w kraju. Piłka, którą uprawiali głównie imigranci, nadal przegrywała popularnością z narodowymi sportami amerykańskimi: futbolem, koszykówką i baseballem. Dlatego też w następnych czterech dekadach nastąpiła wielka posucha i w kolejnych eliminacjach do MŚ reprezentacja USA była chłopcem do bicia dla Meksyku (1954-66) i Haiti (1970-74). W późniejszych latach zbyt silne dla Amerykanów okazały się być takie „potęgi” jak Salwador, Honduras czy Kanada.
Strzał, który wstrząsnął całym światem
Dopiero eliminacje do mundialu we Włoszech okazały się szczęśliwe. W pierwszej rundzie Amerykanie wyeliminowali Jamajkę (5:1 i 0:0), a w drugiej – mimo falstartu na początek z Kostaryką (0:1) – szli jak burza, notując trzy zwycięstwa i tyleż samo remisów. Losy awansu ważyły się do ostatniej kolejki, a o wszystkim decydował wyjazdowy mecz z Trynidadem i Tobago. Gospodarzom wystarczał remis, Jankesi musieli wygrać. Bohaterem stał się Paul Caligiuri, zdobywca zwycięskiej bramki okrzykniętej później mianem „strzału, który wstrząsnął całym światem”. Po 40 latach młodzi Amerykanie – z pierwszego składu tylko John Stollmeyer (28), Desmond Armstrong (26) i właśnie Caligiuri (26) mieli powyżej 25 lat! – powrócili na mundialowe areny. Tam jednak furory nie zrobili i po trzech kolejnych porażkach znowu nie udało im się przebrnąć pierwszej rundy. Na początek rozgrywek w grupie A zostali rozbici przez Czechosłowaków 1:5 (gol Caligiuri), ale potem zebrali sporo pochwał po minimalnej porażce z gospodarzami (0:1). Jednak w meczu o honor znowu zawiedli, przegrywając z przeciętnymi Austriakami 1:2 (gol Bruce Murray). Słaby występ, ale dla podopiecznych Boba Ganslera miał on być przetarciem i cennym doświadczeniem przed mundialem w 1994 roku, który – po raz pierwszy w historii – miał się odbyć w USA.
World Cup made in USA
Dzięki automatycznej kwalifikacji oraz wobec braku meczów o stawkę, kolejne doświadczenia Tony Meola, John Harkes, Marcelo Balboa czy Tab Ramos zmuszeni byli zdobywać w grach towarzyskich, których było aż… 98! Inwazja meczów towarzyskich sprawiła, że Amerykanie powoli zaczęli zarażać się mundialową gorączką i ich próbę generalną (1:0 z Meksykiem) oglądało ponad 92 tysiące widzów! Również podczas meczów finałowych stadiony pękały w szwach. Na mecz przeciw Szwajcarii w Detroit przyszło 73 tysiące fanów, którzy obejrzeli stojące na niezłym poziomie widowisko okraszone cudownymi trafieniami z rzutów wolnych (Bregy dla Helvetów i Eric Wynalda dla USA). Tylko jeden zdobyty punkt sprawił, że mecz z Kolumbią trzeba było wygrać. 93 tys widzów w Pasadenie szalało ze szczęścia, kiedy Amerykanie objęli prowadzenie po samobójczym trafieniu Escobara (który dla kibiców w kraju stał się głównym winowajcą klęski i 10 dni później został zastrzelony w Medellin przez szalonego fana – Humberto Muñoz Castro – krzyczącego „Gol!!!!!” po każdym z 12 oddanych strzałów. Kolejną bramkę dołożył w 52. minucie Ernie Stewart i dzięki zwycięstwu 2:1 Amerykanie mogli cieszyć się z pierwszego od 64 lat awansu do drugiej rundy. Nie przeszkodziła im w tym nawet porażka 0:1 z Rumunią w ostatnim meczu grupy A. Awansując z trzeciego miejsca podopieczni Bory Milutinovicia w rundzie pucharowej trafili na niepokonaną Brazylię. W meczu rozegranym w 218. rocznicę podpisania Deklaracji Niepodległości, Alexi Lalas i spółka długo walczyli jak równy z równym z późniejszymi triumfatorami, a o wszystkim przesądził gol Bebeto z 72. minuty. Jankesi polegli, ale World Cup zakończył się wielkim marketingowym sukcesem: wzrosło zainteresowanie soccerem i dwa lata później rozpoczęła rozgrywki zawodowa liga MLS, co wpłynęło pozytywnie na poziom gry i system szkolenia.
Francja nieelegancja
Również dzięki temu Amerykanie nie mieli problemów z awansem na kolejny mundial. W finałowej rundzie kwalifikacji przegrali tylko raz (2:3 na wyjeździe z Kostaryką) i wraz z Jamajką i Meksykiem mogli cieszyć się z wyjazdu do Francji. Tam jednak Brian McBride, Cobi Jones czy Claudio Reyna mocno rozczarowali, kończąc występy w grupie F z kompletem porażek (z Niemcami 0:2, Iranem 1:2 i Jugosławią 0:1) na koncie. Jedyną bramkę dla podopiecznych Steva Sampsona strzelił na trzy minuty przed końcem meczu z Iranem McBride.
Era Areny
Bezbarwny występ sprawił, że Sampson stracił pracę i rozpoczęła się era Bruce’a Areny, który tchnął w drużynę nowego ducha i zaszczepił w zawodnikach mentalność zwycięzców. I jak na takich przystało, jego gracze kwalifikacje do mistrzostw w Korei i Japonii rozpoczęli od czterech zwycięstw i remisu. Ale potem przyszły trzy kolejne porażki i o awansie zadecydowała ostatnia kolejka, w której w sukurs Jankesom przyszli… Meksykanie, odsyłając z kwitkiem mający szanse na awans Honduras 3:0. Amerykanom w spotkaniu z Trynidadem i Tobago wystarczył więc bezbramkowy remis i czwarty z rzędu awans stał się faktem. Na mundialu trafili do grupy D, gdzie ich rywalami byli gospodarze, Portugalia oraz Polska. Już w pierwszym meczu Jankesi potwierdzili, że są nieobliczalni i stać ich na sprawienie niespodzianki. Po 36. minucie pojedynku z faworyzowaną Portugalią w Suwon, prowadzili już 3:0 po golach Johna O’Brien, samobójczym trafieniu Jorge Costy i McBride’a. Gracze z Półwyspu Iberyjskiego zdołali odrobić dwa gole, ale to wszystko, na co było ich stać. W kolejnym meczu Amerykanie zagrali na remis z opromienionymi zwycięstwem nad Polską Koreańczykami. Jedyną bramkę strzelił Clint Mathis i to wystarczyło do awansu do drugiej rundy. Swoje ostatnie grupowe spotkanie USA tradycyjnie już przegrało (1:3 z Polską, gol: Langdon Donovan), co sprawiło, że z grupy wyszło tuż za Koreą. W 1/8 finału los skojarzył ich z Meksykiem, który w pokonanym polu w grupie G zostawił Chorwację, Włochy i Ekwador. Mecz pomiędzy odwiecznymi rywalami był bardzo ostry. Arbiter Vitor Melo Perreira pokazał w nim dziesięć żółtych kartek, a w 88.min wyrzucił z boiska kapitana Azteków, Rafaela Marqueza. Ale w tym momencie Amerykanie po golach McBride’a i Donovana prowadzili 2:0. Brad Friedel zachował czyste konto do końca spotkania i niespodziewany awans do ćwierćfinału stał się faktem! Tam jednak, mimo wielu okazji do zdobycia gola, Jankesi nie poradzili sobie z późniejszymi wicemistrzami Niemcami. Po golu Ballacka i porażce 0:1, wracali do domu z podniesionym czołem.
Udany występ sprawił, że Arena otrzymał szansę na awans do kolejnego mundialu i w pełni ją wykorzystał. Amerykanie po raz pierwszy w historii wygrali finałową fazę kwalifikacji i wraz z Kostaryką, Meksykiem i Trynidadem i Tobago pojechali do Niemiec. Apetyty były wielkie, bo na dwa miesiące przed rozpoczęciem turnieju Amerykanów w rankingu FIFA wyprzedzały tylko Brazylia, Czechy i Holandia. Czwarte miejsce w tej klasyfikacji okazało się być najwyższym w historii, ale nie przełożyło się na formę. Już w pierwszym meczu grupy E, USA trafiły na świetnie dysponowanych Czechów i odniosło zasłużoną porażkę 0:3. W następnym spotkaniu udało im się wywalczyć remis z Włochami, mimo że przez 45. minut grali w dziewiątkę. Gola dla Jankesów strzelił Włoch, Zaccardo i… była to jedyna bramka w grze stracona przez „Azurrich” w tych mistrzostwach! Italia wywalczyła później puchar, a Amerykanie pojechali do domu, po porażce w meczu o wszystko z Ghaną (1:2, gol Clinta Dempseya). Było to siódma porażka w siódmym meczu numer trzy w historii występów Amerykanów na mundialu. Wystarczy, aby otwarcie zacząć mówić o klątwie.
Jaki mistrz, taki uczeń
Donovan Superstar (fot. ussoccer.com)
Fatum nie fatum, po mundialu Bruce Arena został zwolniony, a nowym trenerem został jego zaufany asystent, Bob Bradley. Uczeń okazał się być nie gorszy od mistrza i bez większych problemów sięgnął po szósty z rzędu i dziewiąty w historii awans do finałów MŚ. Swoją drogę do RPA Amerykanie rozpoczęli od rozstrzelania Barbados 8:0 (gole: Dempsey 2, Brian Ching 2, Michael Bradley, Eddie Johnson, Donovan i Ferguson – samobójcza) i 1:0 (Eddie Lewis). W kolejnej rundzie dwukrotnie pokonali Gwatemalę 1:0 (Carlos Bocanegra) i 2:0 (Kenny Cooper i Freddy Adu), Kubę 1:0 (Dempsey) i 6:1 (DaMarcus Beasley 2, Donovan, Ching, Jozy Altidore, Oguchi Onyewu) i podzielili się punktami z Trynidadem i Tobago, wygrywając u siebie 3:0 (Bradley, Dempsey, Ching) i przegrywając w Port of Spain 1:2 (Charlie Davies). To spokojnie wystarczyło do awansu do rundy finałowej, którą rozpoczęli od wygranej nad Meksykiem 2:0. Obie bramki zdobył syn selekcjonera Michael Bradley. W następnej kolejce uratowali remis w ostatnim kwadransie (2:2 w Salwadorze, gole: Altidore i weteran Frankie Hejduk), a potem ponownie pokonali u siebie Trynidad i Tobago 3:0. W spotkaniu tym błysnął zdobywca wszystkich bramek, niespełna 20-letni Jozy Altidore. W czwartym meczu doznali pierwszej porażki, ulegając na wyjeździe Kostaryce 1:3 (gol: Donovan), ale trzy dni później w Chicago poradzili sobie z Hondurasem 2:1, po golach Donovana i Bocanegry. Potem czekał ich wyjazd do jaskini lwa, na stadion Azteca w Mexico City, gdzie w obecności ponad 104 tysięcy widzów ulegli Meksykowi 1:2, mimo że już w 9. minucie strzał Daviesa dał im prowadzenie. Sytuacja w tabeli stawała się bardzo ciasna, ale Amerykanie sprostali wyzwaniu, wygrywając trzy kolejne mecze: w Utah z Salwadorem 2:1 (gole: Dempsey i Altidore), na wyjeździe z Trynidadem i Tobago 1:0 (Ricardo Clark) i przypieczętowali awans 10 Października 2009 zwycięską batalią z Hondurasem na wyjeździe 3:2 (Connor Casey 2 i Donovan). Ostatni mecz miał znaczenie tylko dla Kostaryki, która walczyła o bezpośredni awans w korespondencyjnym pojedynku z Hondurasem. Remis 2:2 (gole dla Jankesów: Dempsey i Jonathan Bornstein) jej nie wystarczył i „Los Ticos” musieli grać w, przegranych zresztą, interkontynentalnych barażach z Urugwajem.
Od czasu awansu Bradley w grach kontrolnych testował głównie zawodników grających w kraju, dlatego też uzyskane wyniki nie mogą powalać na kolana. W listopadzie ubiegłego, roku podczas europejskiego tournee, ulegli Słowacji 0:1 i Danii 1:3 (po golu najlepszego strzelca MLS w sezonie 2009, Jeffa Cunninghama, który ma na swoim koncie występy w… reprezentacji Jamajki). Na początku tego roku Amerykanie, po słabej grze, ulegli u siebie Hondurasowi 1:3, a honorowe trafienie w 70. minucie uzyskał, grający w norweskim IK Start Clarence, Goodson. Dopiero w lutowej potyczce z Salwadorem w Tampa na Florydzie Jankesi przerwali złą passę, wygrywając 2:1, ale znowu ich postawa mogła budzić spore zastrzeżenia (zwycięskie gole Chinga i Sachy Kljestana padły dopiero w ostatnim kwadransie). W ostatnim, rozegranym do tej pory, tegorocznym spotkaniu, Amerykanie ulegli Holendrom w Amsterdamie 1:2 (gol: Bocanegra). Przed mundialem USA zmierzy się jeszcze 25 maja z Czechami (pod kątem meczu ze Słowenią), Turcją (29 maja) oraz z Australią 5 czerwca. Ten ostatni mecz odbędzie się już w południowej Afryce.
Donovan Superstar i cała reszta
Kogo Bradley zabierze na mistrzostwa? Wstępna, ogłoszona 11 maja, kadra liczy 30 zawodników. Pewna wyjazdu może być największa gwiazda drużyny, 28-letni Landon Donovan, dla którego będą to już trzecie mistrzostwa. Ten wybitny, ofensywnie grający zawodnik był podporą wszystkich młodzieżowych reprezentacji USA, a w dorosłej kadrze ma na koncie bagatela 121 występów! Obecnie jest to czwarty w historii wynik i jest on chyba jedynym kandydatem do prześcignięcia Cobi Jonesa, który przywdziewał narodowy trykot aż 164 razy. Landon niepodzielnie przewodzi natomiast w kategorii najlepszych strzelców w historii – 42 bramki to rekord, który pobić będzie niesamowicie trudno. Wystarczy powiedzieć, że następni na liście aktywnie grających reprezentantów USA, Dempsey i Beasley, mają… o 25 trafień mniej! Mimo niepodważalnego talentu oraz w miarę udanych epizodów w Bundeslidze (Leverkusen i Bayern Monachium) oraz Premiership (Everton), Donovan pozostaje wierny rodzimemu futbolowi również w wydaniu ligowym. Grając w ekipie Beckhama, LA Galaxy, jest bezapelacyjnie najjaśniej świecącą gwiazdą MLS (trzy mistrzostwa, korona króla strzelców w 2008, w sumie ponad 200 meczów i 97 bramek). Trudno doprawdy wyobrazić sobie ekipę USA bez Landona, którego charyzma często decyduje o poziomie gry prezentowanej przez Jankesów, a nieszablonowe akcje niejednokrotnie są w stanie przesądzić o losach meczu.
Kapitanem kadry Bradleya jest Carlos Bocanegra. Ten grający we francuskim Rennes obrońca też nie jest żółtodziobem i ma na swoim koncie 77 meczów w narodowych barwach. Jego głównym zadaniem jest oczywiście kierowanie defensywą, ale Bradley chętnie korzysta z jego usług przy stałych fragmentach gry. Bocanegra odpłaca mu się bardzo skuteczną, jak na defensora, grą: do tej pory zdobył w kadrze aż tuzin goli, a dwa z nich wbił… Polsce. Obok niego w linii obrony USA występują też m.in.: dwukrotny mistrz Belgii (w barwach Standardu Liege), reprezentujący obecnie AC Milan, Oguchi Onyewu oraz kolega Jacka Krzynówka z Hanoveru 96, Steve Cherundolo.
W pomocy obok Donovana najbardziej doświadczeni są: były gracz PSV Eindhoven i Man City, DaMarcus Beasley (dwa mundiale i 90 spotkań w kadrze) i zbierający świetne recenzje za grę w Fulham, Clint Dempsey. Największą zaletą Beasleya jest to, że… świetnie rozumie się na boisku z Donovanem. Para ta gra ze sobą nieprzerwanie od czasu występów w reprezentacji U-17. Bradley również wie, że może liczyć na piłkarza Rangers po tym, jak w eliminacyjnym meczu z Trynidadem i Tobago wystawił go na… lewej obronie! W jego kadrze DaMarcus jest także drugim najlepszym strzelcem (17 goli). Tyle samo na swoim koncie ma Dempsey, który staje się specjalistą od ważnych trafień. Podczas ubiegłorocznego Pucharu Konfederacji, gdzie Amerykanie byli prawdziwą rewelacją, najpierw trafił w meczu z Egiptem (bramka na 3:0 dała USA awans do półfinału kosztem Włochów i Egipcjan), a potem pokonał Casillasa w sensacyjnie wygranym półfinale z Hiszpanią i Julio Cesara wielkim finale z Brazylią. Również w Fulham walnie przyczynił się do pierwszego w historii klubu awansu do finału europejskich pucharów, strzelając w 82. minucie decydującego gola w 1/8 finału przeciw Juventusowi.
Kolejnym pomocnikiem, na którego lubi stawiać Bob Bradley, jest… jego 22-letni syn, Michael. Mimo młodego wieku ten utalentowany gracz Borussii Mönchengladbach zdążył wystąpić w kadrze już 41 razy. Inny perspektywistyczny młodzian, to dwudziestoletni Jozy Altidore, który z sześcioma golami był najlepszym strzelcem w ekipie USA podczas gier eliminacyjnych. Były gracz Red Bulls New York (obecnie związany kontraktem z Villareal, na wypożyczeniu w Hull City) jest kolejnym wychowankiem szkoleniowego programu IMG Academy, który rok w rok sukcesywnie dostarcza kadrze USA nowych zawodników. Wystarczy powiedzieć, że spośród obecnych kadrowiczów swoje szlify w szkółce na Florydzie zdobywali także: Beasley, Onyewu, Donovan, Bradley oraz obrońcy: Chad Marshall, Jonathan Spector, Heath Pearce, Jonathan Bornstein, pomocnik Robbie Rogers i napastnik Eddie Johnson. Oprócz nich akademię ukończył też m.in. przymierzany swego czasu do gry w kadrze Polski, Danny Szetela, który jednak po udanym występie na olimpiadzie w Pekinie i powrocie z wypożyczenia w Brescii, nie potrafił odnaleźć się w MLS i wypadł z obiegu (obecnie próbuje odbudować swojej formę pod bacznym okiem Piotra Nowaka w Filadelfii). Z tego grona można stworzyć całkiem niezłą jedenastkę, gdyby nie… brakowało w nim bramkarza!
W takich koszulkach wystąpią Amerykanie w RPA (fot. ussoccer.com)
Tych jednak Amerykanie mają całkiem niezłych i bez piłkarskich akademii. Niepodważalną palmę pierwszeństwa na tej pozycji dzierży Tim Howard, który ma już za sobą doświadczenie z wyjazdu na finały MŚ, mimo że w Niemczech nie zagrał ani minuty. Wkrótce po mundialu Kasey Keller zakończył karierę reprezentacyjną, a wyróżniający się w bramce Manchester United i Evertonu Howard wskoczył na jego miejsce. Szybko stał się pierwszoplanową postacią i dzięki heroicznej postawie w Pucharze Konfederacji został wybrany najlepszym golkiperem turnieju. Drugim bramkarzem jest „wieczny zmiennik”, Brad Guzan, który również w Aston Villa cierpliwie czeka, aż na emeryturę wybierze się kolejny Jankes, 39-letni Brad Friedel. Tylko dwa lata młodszy od bohatera mundialu 2002 jest Marcus Hahnemann. Ten najstarszy gracz w kadrze Bradleya również występuje w Anglii i choć zadebiutował w kadrze… 16 lat temu, od tamtej pory zdołał zagrać zaledwie sześć razy! Hahnemann był jednak trzecim bramkarzem na MŚ w Niemczech.
Missing Persons
Wielkimi nieobecnymi w kadrze USA są: grający w Arisie Saloniki (na wypożyczeniu z Benfiki Lizbona) 21-letni Freddy Adu, który podpisał swój pierwszy profesjonalny kontrakt w wieku 14lat(!) i którego umiejętności były swego czasu porównywane do zdolności Pele, oraz jeden z bohaterów ubiegłorocznego Pucharu Konferedacji, Charlie Davies. Ten 23-letni gracz Sochaux nie zdążył dojść do siebie po fatalnym wypadku samochodowym, któremu uległ 13 października ubiegłego roku. Oprócz tej dwójki, w porównaniu ze składem z Pucharu Konfederacji, w kadrze Bradleya zabraknie zaledwie czterech graczy: Luisa Roblesa (bramkarz), Danny’ego Califfa, Marvella Wynne’a (obrońcy) oraz Conora Caseya (napastnik). To świadczy o tym, że mimo skłonności do testowania (w oficjalnej szerokiej kadrze jest aż 59 graczy!) Bradley stawia na sprawdzonych graczy, których z całą pewnością stać na dojście do co najmniej drugiej rundy.
Wiara czyni cuda?
O awans, z niezbyt wymagającej grupy C, Jankesi zagrają najpierw z mającymi wielkie aspiracje i ambicje Anglikami (12 czerwca), którzy pałają chęcią rewanżu za blamaż sprzed 60 lat. Sześć dni później Amerykanie będą próbować nie dać się ograć Słowenii, co może być o tyle trudne, że nie dość, że jeszcze nigdy przeciwko nim nie grali, to na dodatek na ich niekorzyść przemawia ciekawy fakt: otóż w każdym z ostatnich pięciu mundiali Amerykanie w fazie grupowej zawsze trafiali na kraj z byłego bloku wschodniego i bilans tych spotkań jest dla nich zatrważający: komplet porażek w pięciu meczach! Jeśli i tym razem tradycji stanie się zadość, Jankesi będą zmuszeni przerwać klątwę trzeciego meczu przeciw Algierii, 23 czerwca. Bradley i spółka nie wierzą w żadne fatum. Wolą uwierzyć w siebie, co przecież jest bardzo amerykańskie. Czy ich dream się spełni?
Informacje suplementowe: 30-osobowa kadra USA (stan na 11 maja 2010): (w nawiasie kolejno: wiek, ilość występów w kadrze A, ilość zdobytych goli i obecny klub):
BRAMKARZE (3): Brad Guzan (25 lat, 15A, Aston Villa), Tim Howard (31 lat, 49A, Everton), Marcus Hahnemann (37 lat, 6A, Wolverhampton)
OBROŃCY (9): Carlos Bocanegra (30 lat, 77A – 12 goli, Rennes), Jonathan Bornstein (25 lat, 29A – 2 gole, Chivas USA), Steve Cherundolo (31 lat, 57A – 2 gole, Hannover), Jay DeMerit (30 lat, 17A – 0 goli, Watford), Clarence Goodson (27 lat, 11A – 2 gole, IK Start), Chad Marshall (25 lat, 11A – 1 gol, Columbus Crew), Oguchi Onyewu (28 lat, 51A – 5 goli, AC Milan), Heath Pearce (25 lat, 31A – 0 goli, FC Dallas), Jonathan Spector (24 lata, 24A – 0 goli, West Ham United)
POMOCNICY (12): DaMarcus Beasley (27 lat, 90A – 17 goli, Rangers), Alejandro Bedoya (23 lata, 2A – 0 goli, Örebro), Michael Bradley (22 lata, 41A – 7 goli, Borussia Mönchengladbach), Ricardo Clark (27 lat, 27A – 2 gole, Eintracht Frankfurt), Clint Dempsey (27 lat, 60A – 17 goli, Fulham), Landon Donovan (28 lat, 121A – 42 gole, Los Angeles Galaxy), Maurice Edu (24 lata, 12A– 0 goli, Rangers), Benny Feilhaber (25 lat, 31A – 2 gole, Aarhus), Stuart Holden (24 lata, 12A – 2 gole, Bolton), Sacha Kljestan (24 lata, 23A – 4 gole, Chivas USA), Robbie Rogers (23 lata, 11A – 1 gol, Columbus Crew), José Torres (22 lata, 8A – 0 goli, Pachuca)
NAPASTNICY (6): Jozy Altidore (20 lat, 24A – 8 goli, Villarreal/Hull City), Edson Buddle (28 lat, 1A – 0 goli, Los Angeles Galaxy), Brian Ching (31 lat, 44A – 11 goli, Houston Dynamo), Robbie Findley (24 lata, 4A – 0 goli, Real Salt Lake), Herculez Gomez (28 lat, 2A – 0 goli, Puebla), Eddie Johnson (26 lat, 40A – 12 goli, Aris Thessaloniki)
Rozpołowiony samochód Charlie Daviesa – to cud, że Amerykanin uszedł z życiem (fot. ussoccer.com)
TRENERZY: Bob Bradley (52 lata), John Hackworth, Mike Sorber (39 lat), Jesse Marsh (36 lat), Pierre Barrieu (trener fitness)
Mecze USA 2010: 23 stycznia: USA – Honduras 1:3 (0:2) Goodson ’69 24 lutego: USA – Salwador 2:1 (0:0) Ching’74, Kljestan ’90 3 marca: Holandia – USA 2:1 (1:0) Bocanegra ’88
Do rozegrania: 25 maja: USA – Czechy 29 maja: USA – Turcja 5 czerwca: USA – Australia
Historia występów w finałach MŚ:
Urugwaj 1930: Miejsce: 3 Wyniki: USA – Belgia 3:0, USA – Paragwaj 3:0, Argentyna – USA 6:1 Razem: 3 mecze, 2 zwycięstwa 1 porażka, bramki: 7:6. Strzelcy: Patenaude 4, McGhee 2, Brown
Francja 1998: Miejsce: 1. runda Wyniki: Niemcy – USA 2:0, Iran – USA 2:1 (McBride), Jugosławia – USA 1:0 Razem: 3 mecze, 3 porażki, bramki: 1:5. Strzelcy: McBride
Korea/Japonia 2002: Miejsce: 1/4 finału Wyniki: USA – Portugalia 3:2 (O’Brien, Jorge Costa-sam, McBride), Korea – USA 1:1 (Mathis), Polska – USA 3:1 (Donovan), USA – Meksyk 2:0 (McBride, Donovan), Niemcy – USA 1:0 Razem: 5 meczy, 2 zwycięstwa, 1 remis, 2 porażki, bramki: 7:7 Strzelcy: McBride, Donovan – 2, O’Brien, Mathis, Jorge Costa – sam
Niemcy 2006: Miejsce: 1. runda Wyniki: Czechy – USA 3:0, Włochy – USA 1:1 (Zaccardo-sam), Ghana – USA 2:1 (Dempsey) Razem: 3 mecze, 1 remis, 2 porażki, bramki: 2:6. Strzelcy: Dempsey, Zaccardo – sam
RPA 2010: Grupa C: 12 czerwiec, Rustenberg: Anglia – USA 18 czerwiec, Johannesburg: Słowenia – USA 23 czerwca, Pretoria: Algieria – USA
Ogółem występy w finałach MŚ: (USA zajmują 25 miejsce w tabeli wszech czasów finałów MŚ. Ich rywale są na następujących miejscach: Anglia – 5, Algieria – 46 i Słowenia – 65).
29 czerwca 1950, Belo Horizonte: USA – Anglia 1:0(1:0) (Joe Gaetjens 38’) – Finały MŚ w Brazylii 8 czerwca 1953, Nowy Jork: USA – Anglia 3:6(0:1) (Otto Decker 64’ i 65’, George Atheneo 70’k – Ivor Broadis 43′, Nat Lofthouse 48′ i 62’, Tom Finney 50′ i 73’, Redfearn Froggatt 80′) 28 maja 1959, Los Angeles: USA – Anglia 1:8 (1:1) (Ed Murphy 9’ – Warren Bradley 35′, Ron Flowers 52′ i 69’, Bobby Charlton 64′, 82’k i 85’, Derek Kevan 74′, Johnny Haynes 87′) 27 maja 1964, Nowy Jork: USA – Anglia 0:10 (0:3) (Roger Hunt 4′, 22′, 53′ i 64′, Fred Pickering 6′, 47′ i 74’, Terry Paine 49′ i 68’, Bobby Charlton 67′) 16 czerwca 1985. Los Angeles: USA – Anglia 0:5 (0:2) (Gary Lineker 13′ i 47’, Kerry Dixon 30′ i 73′, Trevor Steven 81′) 9 czerwca1993, Boston: USA – Anglia 2:0 (1:0) (Thomas Dooley 42’, Alexi Lalas 72’) – 1993 Puchar USA 7 września 1994, Londyn: Anglia – USA 2:0 (2:0) (Alan Shearer 33’, 40’) 28 maja 2005, Chicago: USA – Anglia 1:2 (0:2) Clint Dempsey 79’ – Kieran Richardson 4’, 44’ 28 maja 2008, Londyn: Anglia – USA 2:0 (1:0) John Terry 38’, Steven Gerrard 59’
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.