Wiedzieliśmy, że w finale spotkają się reprezentacje, które smak turniejowego zwycięstwa znają doskonale. Wiedzieliśmy, że w obu ekipach drzemie duży potencjał za sprawą kilku wybitnych piłkarek. Niestety, nie wiedzieliśmy, że poziom rozgrywanego meczu przez większość czasu będzie tak daleki od skali całego sportowego wydarzenia. Poza tym – znamy mistrzynie! USA wie jak to się robi.
Wielce prawdopodobnym jest, że finał kobiecego mundialu nie skradł serc rzeszom fanów na całym świecie. Podczas gdy główne miejsce na scenie zajmowały kolejno mecze Copa America i Puchar Narodów Afryki, kobiecy turniej i jego zwieńczenie stały raczej na uboczu. To oczywiście nie oznacza, że mistrzostwa świata nie budziły dużego zainteresowania, ale realnie patrząc, bliżej było mu do cienia niż blasku reflektorów.
Szczęśliwie popularność żeńskiej odmiany naszego ukochanego sportu rośnie i z dużą dozą optymizmu możemy stwierdzić, że ta tendencja będzie się utrzymywać przez kolejne lata. Bądź co bądź, to alternatywna i naprawdę ciekawa wersja futbolu, jaki znamy doskonale. Czy powinniśmy dwie jego formy zestawiać ze sobą? Powinniśmy silić się na tworzenie analogii? Odpuśćmy, nabierzmy dystansu i delektujmy się. Ten mundial i jego finał to skarbnica niemainstreamowej wiedzy, która jest naprawdę godna uwagi.
Od rzutu karnego po triumf. USA w swoim stylu!
Który to już raz! Kobieca reprezentacja USA w finale zdobyła bramkę nr 3 z rzutu karnego na całym turnieju (na cztery podyktowane). Raz w fazie grupowej, dwa razy w meczu 1/8 finału z Hiszpanią (wynik 2:1), a teraz z Holandią. Co by nie mówić, bramka w 61. minucie spotkania podyktowała dalszy jego przebieg, gdyż reprezentacja Holandii – mówiąc dosadnie – całkowicie się posypała. Mistrzynie Europy skupiły się na odrabianiu strat i zaczęły tworzyć swoim rywalkom więcej przestrzeni do gry. Przez to pojedynek, który przypominał spokojną partię szachów, przerodził się się w otwartą wymianę ciosów.












