Udinese Calcio rozbiło na własnym stadionie Inter Mediolan 3:0. W pierwszej połowie bramek nie zobaczyliśmy, ale w drugiej części gry pokaz umiejętności dali podopieczni Francesco Guidolina. Bramki zdobywali dwukrotnie Di Natale oraz Luis Muriel.
We wczesne niedzielne popołudnie na Stadio Friuli zmierzyły się ze sobą drużyny Udinese Calcio i Interu Mediolan. Kiepsko radzące sobie jesienią Udinese miało nie lada wyzwanie, by sprostać coraz lepiej grającemu Interowi. W roli faworyta przed meczem stawiani byli podopieczni Stramaccioniego, którzy zapowiadali pościg za liderującym Juventusem.

Taktycznie dobrze ustawiony Inter bardzo szybko przedostawał się pod bramkę rywali, przez co narażony był na kontrataki. Szczególnie aktywni byli Luis Muriel i niezniszczalny Di Natale, który jednak częściej wracał się po piłkę i samodzielnie próbował rozgrywać akcję. Gra „Nerazzurrich” opierała się głównie na szybkim Guarinie, który miał dorzucać piłki do napastników. Jednym z nich był Cassano, który w polu karnym często próbował swoich sztuczek technicznych. Z dalszej odległości uderzał też Esteban Cambiasso, jednak żaden z jego strzałów nie był na tyle precyzyjny, by choć trochę podnieść ciśnienie Brkiciowi.
Po pół godzinie gry z około 35 metrów rzut wolny mieli „Bianconeri”. Do piłki podszedł nie kto inny jak Di Natale. Doświadczony Włoch może jednak mówić o sporym pechu, ponieważ piłka po jego uderzeniu obiła poprzeczkę. W pierwszej odsłonie gry dobre wrażenie po sobie pozostawił także Andrea Lazzari, który również próbował swoich sił w starciu z Brkiciem, jednak częściej kończyło się na obijaniu obrońców z Udine.
W pierwszej połowie meczu bramek nie oglądaliśmy, chociaż okazji do strzelenia gola, zarówno z jednej, jak i z drugiej strony, nie brakowało. Przy piłce częściej był zespół Andrei Stramaccioniego, jednak to podopieczni Francesco Guidolina mieli więcej z gry.
Gdy tylko zabrzmiał gwizdek sędziego oznaczający rozpoczęcie drugiej części zawodów, „Niebiesko-czarni” ruszyli do ataków. Jonathan, Palacio i Guarin kolejno strzelali, ale zdobyć gola nie zdołali. Dzielnie asystował im Cassano, jednak patrząc na pozostałych zawodników Interu, nie za bardzo rozumieli oni, czego „boski Antonio” od nich oczekuje. Inter grał bardzo ambitnie, ale na dobrze zorganizowaną grę Udinese było to za mało. Wreszcie nastąpiły dwie minuty, które wstrząsnęły ławką trenerską Internazionale. W 63. minucie meczu na niesygnalizowany strzał zdecydował się nie kto inny jak Antonio Di Natale. Po dobrym podaniu od Lazzariego Włoch strzelił nie do obrony i Udinese prowadziło 1:0.
Kilkadziesiąt sekund później kolejny cios otrzymali przyjezdni. Drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną, otrzymał Juan. Brazylijczyk bezmyślnie faulował, za co musiał opuścić plac gry i udać się do szatni. Od tego momentu wyraźnie zeszło powietrze z podopiecznych Stramaccioniego. Ponad godzinę się starali, stwarzali groźne okazji, by w dwie minuty znaleźć się w sytuacji co najmniej beznadziejnej. Jakby tego było mało, kilka minut później gospodarze strzelili drugą bramkę, a zdobywcą gola został Luis Muriel, któremu bramka w dzisiejszym meczu z pewnością się należała.










