Michał Probierz prowadził dziś po raz pierwszy Wisłę Kraków. Trener „Białej Gwiazdy” będzie zapewne miło wspominał swój debiut, jego zespół pokonał bowiem gdańską Lechię 2:0.

Już pierwsze sekundy meczu były emocjonujące. Grzelczak dograł do Wiśniewskiego, który minimalnie niecelnie przestrzelił z dystansu. Kilka minut później bramkarz Lechii, Wojciech Pawłowski, nie porozumiał się z kolegami z defensywy, a piłka trafiła do Kirma, który nie trafił w bramkę. Upór Wisły dał podopiecznym Michała Probierza bramkę już w 7. minucie meczu. Po rzucie rożnym piłkę trącił Junior Diaz, a dopadł do niej Kew Jaliens, który z najbliższej odległości otworzył wynik spotkania. Mina Probierza zrzedła, kiedy ostro potraktowany został Maor Melikson, który doznał urazu i musiał opuścić plac gry.
Gol mistrzów Polski uspokoił nieco spotkanie. Gra toczyła się głównie na środku boiska, mimo to obaj trenerzy oglądali spotkanie na stojąco. Ciekawie zrobiło się dopiero podczas ostatniego kwadransa. Po półgodzinie gry defensywa Lechii popełniła karygodny błąd i piłkę przejął Cwetan Genkow, który odegrał do Nuneza. Argentyńczyk w dobrej sytuacji posłał piłkę obok bramki.

Po kilku nieudolnych próbach ataku obu zespołów w 40. minucie Deleu bezmyślnie sfaulował Iliewa w niegroźnej sytuacji w polu karnym i sędzia odgwizdał „jedenastkę”. Do piłki podszedł Dudu Biton, który strzałem po ziemi przechytrzył Wojciecha Pawłowskiego. Po chwili karnego domagali się kibice Lechii, według nich bowiem piłkę ręką w polu karnym zagrał jeden z defensorów Wisły. Karnego jednak nie było, a obie drużyny schodziły do szatni przy wyniku 2:0 dla gości.
Druga połowa nie zaczęła się najlepiej dla kibiców, którzy mieli prawo narzekać na brak emocji. Mecz rozkręcał się jednak z minuty na minutę i drugi kwadrans zaczął się od znakomitej akcji Dudu Bitona, który świetnie przeszedł jednego z defensorów Lechii i oddał mocny strzał na bramkę Pawłowskiego. 18-latek nie miał jednak problemów z obroną strzału i wynik się nie zmienił. W 63. minucie na placu gry pojawił się Lewon Hajrapetjan, który od razu otrzymał piłkę i spowodował zamieszanie w polu karnym „Białej Gwiazdy”.












