Mieszkańców tego kraju żartobliwie nazywa się żabojadami. Na poważnie możemy im pogratulować znakomitego wina, pięknych krajobrazów oraz bardzo śpiewnego języka. Pod względem futbolowym mamy do nich szacunek za mocną ligę piłkarską, a jeszcze bardziej za znakomitą drużynę narodową. Przyjrzyjmy się zatem kolejnej europejskiej potędze, Francji.
Przygoda Francji z najważniejszym turniejem piłkarskim w Europie rozpoczęła się bardzo wcześnie. „Trójkolorowi” swój pierwszy występ zaliczyli na premierowym turnieju o tytuł najlepszej drużyny Starego Kontynentu, który sami organizowali. Nie ułożył się on jednak dla nich pomyślnie. W pierwszym półfinałowym starciu po bardzo zaciętym pojedynku polegli z Jugosławią 4:5 i odpadli z rozgrywek. Musieli zadowolić się udziałem w finale pocieczenia, w którym pokonali 2:0 Czechosłowację. Potem jednak reprezentacja Francji zniknęła z piłkarskiej mapy Europy na 24 lata. Jednak kiedy już wróciła, uczyniła to w wielkim stylu. Ponownie to Francuzi byli gospodarzami turnieju. Przez fazę grupową przeszli oszałamiająco, pokonując kolejno: 1:0 Danię, 5:0 Belgię i 3:2 Jugosławię. Dało im to awans do półfinału, w którym „Trójkolorowi” musieli zmierzyć się z Portugalią. Mecz okazał się bardzo zacięty, sytuacja na boisku zmieniała się niemal jak w kalejdoskopie. Ostatecznie dzięki trafieniu Michela Platiniego na minutę przed końcem dogrywki Francja uzyskała promocję do finału z Hiszpanią. Rozpędzeni gospodarze nie dali rywalom szans, wygrali 2:0 i zdobyli swój pierwszy tytuł mistrzowski. Potem jednak „Trójkolorowi” sprawili swoim kibicom bardzo przykrą niespodziankę, nie awansując do kolejnych mistrzostw, a w następnych odpadając po fazie grupowej. Ich powrotem do europejskiej czołówki okazały się mistrzostwa w Anglii, z których odpadli dopiero w półfinale, pokonani w rzutach karnych przez Czechy. To niepowodzenie powetowali sobie cztery lata później w Belgii i Holandii. Tam pojechali jako jedni z głównych faworytów do tytułu. Przez fazę grupową przeszli niemal jak burza, wygrywając 3:0 z Danią i 2:1 z Czechami. Porażka 2:3 z Holandią nie odebrała im awansu do ćwierćfinału, w którym wygrali z Hiszpanią 2:1. W półfinale ponownie natknęli się na Portugalię. Pojedynek ponownie okazał się bardzo zacięty i znów rozstrzygnęła go dogrywka. O zwycięstwie Francji przesądził złoty gol z rzutu karnego zdobyty przez fenomenalnego Zinedine’a Zidane’a. Choć w finale to Włosi wyszli na prowadzenie, tuż przed końcem graczom znad Sekwany zaczęło sprzyjać szczęście – do wyrównania doprowadził Sylvain Wiltord, a w dogrywce David Trezeguet złotym golem przesądził o losie metalu z najcenniejszego kruszcu. Zatem dotychczasowy dorobek Francji na mistrzostwach Europy to dwa złote i dwa brązowe medale.

Podobnie przedstawia się historia występów „Trójkolorowych” w najważniejszej imprezie piłkarskiej globu. Debiutowali w pierwszym turnieju w 1930 roku, który organizował Urugwaj. Odpadli z niego już po fazie grupowej. Choć wygrali na dzień dobry z Meksykiem 4:1, to następnie ulegli 0:1 Argentynie i 0:1 Chile. Po pierwszej fazie pożegnali się także z mundialem we Włoszech, ale awansowali do drugiej rundy w roku 1938 na mistrzostwach u siebie. Ich pierwszy wielki sukces nastąpił dopiero w roku 1958. Grupę zaczęli od rozgromienia Paragwaju 7:3. Po porażce 2:3 z Jugosławią musieli wygrać ze Szkocją, a wynik 2:1 przesądził o ich pierwszym miejscu. W ćwierćfinale rozstrzelali 4:0 Irlandię Północną, by piętro wyżej dać się rozgromić 3:5 Brazylii. Starcie o brązowy medal również okazało się strzelaniną. Ostatecznie ustępujący mistrzowie świata, Niemcy, zdobyli trzy gole przy sześciu Francuzów, przez co ci drudzy odnieśli swój największy sukces, zdobywając brązowy medal. Po tym jednak w światowej piłce pozostawali anonimowi przez 20 lat. Bliscy nawiązania do sukcesu z mistrzostw w Szwecji byli w 1982 roku w Hiszpanii. Tam w półfinale po rzutach karnych ulegli Niemcom, a w spotkaniu o trzecie miejsce – Polakom. Jednak ich osiągnięcie ze Skandynawii zostało powtórzone w 1986 roku w Meksyku. Tam tuż przed meczem zamknięcia ponownie doszło do jednego z największych europejskich klasyków, czyli starcia Francja – Niemcy. Tym razem lepsi byli nasi zachodni sąsiedzi, którzy zepchnęli „Trójkolorowych” do finału pocieszenia, w którym pokonali oni Belgów 4:2, zdobywając swój drugi w historii brązowy medal. Jednak i tym razem okazało się to ich przesileniem na dłuższy czas. Z mundiali we Włoszech i Stanach Zjednoczonych odpadli już w kwalifikacjach, a w 1998 roku do mistrzostw świata wrócili chyba tylko dzięki temu, że sami go organizowali. Jednak jak to jest w ich zwyczaju, na swoim terenie nie zwykli zawodzić. W grupie gładko poradzili sobie ze wszystkimi przeciwnikami. Łatwo wygrali 3:0 z RPA, 4:0 z Arabią Saudyjską i 2:1 z Danią. Potem mieli już nieco trudniej. W starciu z Paragwajem w 1/8 finału padł już tylko jeden gol. Z Włochami zawsze Francuzom grało się gorzej, a w ćwierćfinale pokonali ich dopiero po karnych. Nie dali im rady będący rewelacją rozgrywek Chorwaci, a w finale czekali mistrzowie świata Brazylijczycy. Wtedy po raz pierwszy w pełni błysnęła gwiazda Zinedine’a Zidane’a. Jego dwie główki plus bramka Emmanuela Petita dały Francuzom ich pierwsze mistrzostwo świata. Jak to zwykle bywa, po ogromnym sukcesie „Trójkolorowi” zanotowali szokujący upadek. Stało się to zarówno po triumfie w 1998 roku, jak i finale w 2006 roku przegranym po karnych z Włochami. Z obu turniejów rozgrywanych po swoich sukcesach odpadali po fazie grupowej.










