Ucieczka Lille w cieniu Le Classique


21 marca 2011 Ucieczka Lille w cieniu Le Classique

Najważniejszym wydarzeniem ostatniego weekendu we Francji był niedzielny klasyk pomiędzy Olympique Marsylia a Paris Saint-Germain. W innym spotkaniu na szczycie zmierzył się Lyon z Rennes, zaś lider z północnej Francji wykorzystał dobry układ meczów i zgarnął w Breście komplet punktów, zwiększając przewagę nad potencjalnymi konkurentami.


Udostępnij na Udostępnij na

Udany rewanż w klasyku

Jesienią w pierwszej odsłonie najgorętszej rywalizacji we Francji lepsi okazali się być paryżanie, którzy nie byli gościnni na Parc des Princes i zwyciężyli 2:1. Wczoraj było symetrycznie, tzn. wygrali gospodarze, w tym przypadku Marsylia, w to w identycznym stosunku bramkowym. Rewanż zatem udany. Jednak nie o rewanż, a o znacznie większą stawkę toczył się bój. Oba zespoły w minionym tygodniu musiały pożegnać się z europejskimi pucharami, choć niewiele im do awansu zabrakło. Jednak najmniej istotnym trofeum do osiągnięcia pozostało mistrzostwo Francji. Co prawda PSG gra jeszcze w Pucharze Francji, a OM w Pucharze Ligi, ale nic nie może równać się z glorią mistrzowską i miejscem w Lidze Mistrzów, które gwarantuje jedynie liga.

Powrót do zdrowia Valbueny to bardzo dobra nowina dla OM
Powrót do zdrowia Valbueny to bardzo dobra nowina dla OM (fot. calciomercato.it)

W niedzielny wieczór wiadomo również było, iż swój mecz wygrał lider, Lille, i strata ewentualnych punktów może być końcem marzeń o ostatecznym tryumfie. Tak oto marzenia się skończyły, ale tylko dla paryżan. Piłkarze Antoine’a Kombouarego myśleć realnie mogą jeszcze o miejscu gwarantującym start w Champions League (pięć punktów straty do trzeciego Rennes), ale plany o tytule trzeba odłożyć na następny sezon.

Dla Marsylii sytuacja jest diametralnie inna. Cóż może podziałać lepiej na dyspozycję piłkarzy, jak nie zwycięstwo w odwiecznej batalii? Wywalczone trzy punkty pozwoliły „Les Phoceens” objąć pozycję wicelidera, a dogonienie Lille jest wciąż bardzo realne. To już drugie zwycięstwo z rzędu marsylczyków w pojedynku wagi ciężkiej. Przed tygodniem wywieźli z Rennes komplet punktów, dając lekcję piłki nożnej młodzieży Antonettiego, a wczoraj uporali się w najbardziej prestiżowym spotkaniu we Francji. Pomyśleć jeszcze, że do składu powraca symbol OM i jej obecnie największy talent, czyli Mathieu Valbuena. Wiary w końcowy sukces do czerpania aż nadto.

Prezent dla Lille

24 godziny przed francuskim świętem piłkarskim w na północ położonym od Marsylii Lyonie również odbył się bardzo istotny dla układu górnej części tabeli pojedynek. Lyon zraniony madrycką klęską w Lidze Mistrzów chciał koniecznie zdobyć trzy punkty z Rennes i kosztem „Czerwono-czarnych” wskoczyć na drugą pozycję. Wszystko szło gładko, bo od samego początku dominowali gospodarze, którzy po półgodzinie gry uzyskali prowadzenie, a w drugiej odsłonie czerwoną kartkę za niesportowe zachowanie otrzymał jedyny skuteczny napastnik Rennes na boisku (do Lyonu nie pojechali ani Boukari, ani Brahami).

Aż za gładko, bo uśpiło to podopiecznych Claude’a Puela. I tak oto na kilka minut przed końcem spotkania wydawałoby się bezzębni goście ugryźli i wywalczyli w bardzo niesprzyjających warunkach cenny remis. „Les” Gones” sami mogą pluć sobie w brodę, iż zadowolili się marnym 1:0. W ten sposób obie ekipy podarowały Lille najcenniejszy prezent, tracąc po dwa punkty. Jeśli piłkarze Lyonu tak nonszalancko będą rozgrywać kolejne mecze, to szans w wyścigu o tytuł nie mają.

Zabójcza konsekwencja

Taką postawę w ostatnich kolejkach prezentują podopieczni Rudiego Garcii. Zwycięstwo nad Brestem to już trzeci mecz z rzędu Lille zakończony wynikiem 2:1 na jego korzyść. Nie są to może oszałamiające rezultaty (choć zwycięstwo z Marsylią budzi respekt), ale godna podziwu jest konsekwencja, z jaką „Les Dogues” gromadzą kolejne punkty. Nawet wtedy, gdy nie wszystko idzie po ich myśli. W Prowansji, pomimo dobrej gry, dość niespodziewanie wyrównali marsylczycy, lecz walka do końca przyniosła im komplet punktów. Nie inaczej było tydzień później w derbowym meczu z Valenciennes, gdy zwycięskiego gola Eden Hazard strzelił w doliczonym czasie gry. W Bretanii zaś po bardzo słabych 30 minutach goście obudzili się, by odrobić straty w postaci jednej bramki. W drugiej połowie wyszli na swoje i doprowadzili korzystny rezultat do końca.

Nie można jednak zapomnieć o dobrej postawie Brestu. Piłkarze Aleksa Duponta w pierwszych minutach spotkania nie dali zupełnie miejsca rywalowi i szybko wyszli na prowadzenie. Mogło być jeszcze lepiej, ale karnego nie podyktował sędzia spotkania, Damien Ledentu, zupełnie niesłusznie. Natomiast pod sam koniec spotkania bardzo ambitnie walczyli choćby o jeden punkt i zmusili lidera Ligue 1 do kurczowej obrony swojej „szesnastki”.

Każdemu dopisuje kiedyś szczęście. Tym razem stało się ono udziałem Lille, którego zasługą jest, iż wykorzystało w pełni zrządzenia losu. Obecnie przewaga nad wiceliderem, którym jest Marsylia, wynosi cztery punkty i jeżeli lider wykazywać się będzie taką konsekwencją, to nie prędko – jeżeli w ogóle – doczekamy się roszady na szczycie.

Jeleń powrócił!

To najistotniejsza informacja z punktu widzenia polskiego kibica piłki nożnej. O powrocie do gry napastnika naszej reprezentacji pisaliśmy już dawno temu, ale dopiero teraz można powiedzieć, że z dyspozycją Jelenia jest naprawdę dobrze. Dwie bramki dla Auxerre przedniej urody dały jakże istotne trzy punkty w wyścigu o utrzymanie w ekstraklasie. Rywal może nie należał do najbardziej wymagających, bo Sochaux na wyjazdach w bieżących rozgrywkach nie zachwyca, ale styl zaprezentowany przez Irka napawa optymizmem zarówno polskiego kibica jak i sympatyków z Abbe Deschamps. Reaktywacja magicznego duetu Pedretti – Jeleń, który uratuje dla AJA ligę, jest jak najbardziej realna. Sam trener, Jean Fernandez, przyznał, że gdy Jeleń jest w takiej dyspozycji jak w sobotę, to wszystko staje się prostsze. Jedyną niepokojącą informacją jest kontuzja łydki polskiego snajpera, z powodu której wciąż nie trenuje na reprezentacyjnym zgrupowaniu. Oby były to tylko chwilowe kłopoty…

Walka o utrzymanie nabiera rumieńców

Nie tylko na wysokościach Ligue 1 trwa zacięta walka. Trzeba przyznać, iż bardziej wyrównana rywalizacja toczy się w dole tabeli. Wszystko zaś kręci się wokół dwóch miejsc spadkowych, bo czerwoną latarnią do końca sezonu pozostanie prawdopodobnie Arles Avignon. Obecnie 18. i 19. miejsce w tabeli zajmują ekipy Monaco i Lens, jednak tracą one do 6. lokaty zaledwie dziesięć i jedenaście oczek. Nikt nie może czuć się bezpiecznie. Istotne dla spłaszczenia tabeli miały wyniki minionej kolejki. Swoje spotkania wygrały Auxerre, Lens, które bardzo niespodziewanie zdeklasowało na obcym boisku Montpellier, Caen i Nancy, zrzucając piłkarzy z księstwa z powrotem do strefy spadkowej. „Chętnych” jest naprawdę wielu, a do rozdania tylko dwa miejsca. Pasjonująca walka zapowiada się do końca maja.

Czeka nas teraz dłuższy rozbrat z francuską ligą, gdyż swoje mecze rozgrywać będą reprezentacje w eliminacjach do mistrzostw Europy. „Trójkolorowych” czeka łatwy sprawdzian, gdyż w piątkowy wieczór rozegrają wyjazdowe spotkanie z autsajderem grupy D, Luksemburgiem. Ciekawsze jednak od samego meczu są powroty do narodowej kadry Patrice’a Evry z Manchesteru United oraz Francka Ribery’ego z Bayernu Monachium. Obaj odbyli już swoje kary nałożone przez federację po zajściach na mistrzostwach świata w RPA. Na koniec podsumowania prezentujemy jedenastkę, zawodnika oraz gola kolejki.

Jedenastka kolejki: J. Janot (Saint-Etienne) – J. Kana-Biyik (Rennes), G. Heinze (OM), Andre Luiz (Nancy) – K. Akale (Lens), B. Cheyrou (OM), M. Valbuena (OM), B. Lesoimier (Brest), G. Danic (Valenciennes) – Gervinho (Lille), I. Jeleń (Auxerre), I. Jemaa (Lens)

Zawodnik kolejki: Gervinho (Lille OSC)
Bez niego Lille prawdopodobnie by nie wygrało. To on zainicjował obie bramkowe akcje, w których zaliczył trafienie i asystę. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej zrobił w spotkaniu z Brestem różnicę. W ostatecznym rozrachunku może będzie ona warta mistrzostwa.

Gol kolejki: Yohan Mollo (SM Caen) gol na 1:0 w meczu z Arles Avignon
Pomocnik normandzkiego klubu zdecydował się na bezpośrednie uderzenie z rzutu wolnego i wyszło mu to idealnie w samo okienko bramki. Nie dał żadnych szans Vincentowi Plante.

Najnowsze