W spotkaniu 10. kolejki Serie A, Inter niespodziewane zremisował z drużyną Bresci Calcio 1:1. Ekipa gości przerwała tym samym pasmo pięciu porażek z rzędu. Swój dorobek bramkowy poprawili najlepsi strzelcy w swoich zespołach, czyli Andrea Caracciolo i Samuel Eto’o.
Pojedynek Interu Mediolan z beniaminkiem ligi Brescią Calcio był zwieńczeniem sobotniego wieczoru piłkarskiego na Półwyspie Apenińskim. Konfrontacja wicelidera ligi włoskiej z drużyną znajdującą się tuż nad strefą spadkową, przed rozegraniem dziesiątej kolejki, miała tylko jednego faworyta. Mecz zapowiadany jako pojedynek Dawida z Goliatem miał jednak zaskakujący i dość nieoczekiwany przebieg wydarzeń.

Spotkanie od samego początku mogło wywołać uśmiech u podekscytowanego tifosi Interu Mediolan, gdyż już w 4. minucie meczu soczystym, mocnym uderzeniem zaimponował Wesley Sneijder. Jednak siła strzału nie była wprost proporcjonalna do celności, co w efekcie dało tylko westchnięcia kibiców, znajdujących się na trybunach stadionu San Siro.
Ale Inter nie poprzestał na jednorazowym wypadzie, wręcz przeciwnie. W małych derbach Lombardii zespół dowodzony przez Rafaela Beniteza miał zatrważającą przewagę. W przedziale czasowym między siódmą a dziesiątą minutą ekipa gospodarzy oddała trzy strzały. Nieszczęśliwymi, jak się później okazało, inicjatorami uderzeń na bramkę strzeżoną przez Michele Arcariego byli kolejno: Eto’o, Pandev i Milito, czyli cały tercet ofensywny ekipy „Nerazzurrich”.
O tym, że niewykorzystane sytuacje się mszczą ekipa „niebiesko-czarnych” przekonała się boleśnie w 14. minucie. Wtedy właśnie fantastyczną asystą popisał się Simone Dallamano, który zagrywając z lewej strony boiska dostrzegł w polu karnym Andrea Caracciolo. Ten w walce bark w bark z defensorami Interu nie odpuścił i ostatecznie umieszczając futbolówkę w siatce bramki bronionej przez zastępującego Julio Cesara, Luci Castellazziego. Od tego momentu tablica z wynikiem meczu wyświetlała rezultat 0:1, co wywołało konsternację u fanatyków gospodarzy. Bramka dla gości podziałała na podopiecznych Beniteza jak czerwona płachta na byka. Inter ponownie przejął inicjatywę raz po raz oddając strzał na bramkę swoich adwersarzy, lecz robił to na tyle nieudolnie, iż wynik wciąż nie ulegał zmianie.
Jeszcze przed gwizdkiem rozpoczynającym drugą odsłonę spektaklu na San Siro doszło do zaskakującej zmiany w drużynie gospodarzy. Miejsce holenderskiego ofensywnie usposobionego pomocnika Wesleya Sneijdera, zajął na płycie boiska Joel Chukwuma Obi.
Z kolei na murawie emocje z minuty na minutę sięgały zenitu. A do niespodzianki było coraz bliżej. 54. minuta była okazem umiejętności gry zespołowej mediolańskiego zespołu. Po pięknym ataku pozycyjnym zakończonym podaniem w kierunku Philippe Coutinho, ten ostatni oddał nie celny strzał na bramkę, aczkolwiek był to objaw powrotu sił w ekipie ze stolicy Lombardii.











