W dzisiejszą sobotę po przerwie spowodowanej odbywającym się na boiskach Austrii i Szwajcarii Euro 2008 do rywalizacji wróciły drużyny ubiegające się o piłkarskie mistrzostwo Rosji. Z czterech zaplanowanych spotkań rozegrano trzy. Konfrontacja Saturna z FK Moskwa zostało przełożone ze względu na udział zawodników Gadżiego Gadżijewa w Pucharze Intertoto.
Kiedy mecze Premier Ligi odbywają się we Władywostoku, na ogół to one rozpoczynają emocje sportowe w danym dniu. Tak i też było tym razem. To właśnie na dalekiej Syberii na boisko wybiegły jedenastki zajmujące dwa ostatnie miejsca w tabeli – Łucz-Energija i FK Chimki. Od początku do ataku wzięli się gospodarze, raz po raz łatwo dochodząc do sytuacji strzeleckich pod bramką Bieriezowskiego. Goście uciekali się do fauli, ale czasem przesadzali, czego efektem były żółte kartki dla Jovanovicia i Stiepanowa. Z czasem jednak i im udawało się przedostać bliżej pola karnego władywostoczan. Tam dobrze spisywał się blok defensywny Łucz-Energiji. Ogólnie po pierwszej, nie do końca ciekawej połowie na tablicy świetlnej widniał rezultat 0-0.
Podczas przerwy trener Zoran Bulić musiał powiedzieć swoim piłkarzom kilka gorzkim słów, gdyż po przerwie wyszli jakby z nową motywacją do walki o trzy punkty, które mogłyby ich oddalić od strefy spadkowej. Druga połowa rozpoczęła się dla nich wręcz idealnie. Zaledwie po 9 minutach gry Roman Bieriezowski skapitulował, a strzelcem bramki okazał się Witalij Bułyga. Po objęciu prowadzenia gospodarze cofnęli się do obrony, licząc na to, że uda im się zapobiec utracie cennych oczek. Taka taktyka bywa zgubna, zwłaszcza, gdy przeciwnicy mają w swoim składzie Eldara Nizamutdinowa. Ofensywny pomocnik Chimek wyrównał na 8 minut przed końcem, zdobywając swojego siódmego gola w sezonie. Remis utrzymał się do końca. Nie urządza on żadnej ze stron. Co prawda, na ostatnim miejscu znajdują się teraz… aktualni mistrzowie Rosji, którzy notabene rozegrali o połowę mniej spotkań od uczestników tej potyczki.
O wiele ciekawy piłkarski spektakl miał miejsce w Samarze, gdzie miejscowa Krylja Sowietow podjęła lidera Premier Ligi, Rubin Kazań. Kazańczycy bardzo chcieli przełamać czarną serię czterech meczów bez zwycięstwa. Samarczycy po trzech remisach wreszcie chcieli wygrać i przybliżyć się do miejsca gwarantowanego start w europejskich pucharach. O wiele lepiej to starcie rozpoczęli zawodnicy Kurbana Bierdyjewa. Już po dziesięciu minutach walki objęli prowadzenie dzięki Christianowi Noboi. Ta bramka wyraźnie uskrzydliła gości, którzy starali się podwyższyć prowadzenie. W 37. minucie dramat przeżył bramkarz przyjezdnych. Siergiej Kozko doznał poważniejsze kontuzji i musiał opuścić plac boju. Zastąpił go Siergiej Ryżikow. Wykorzystali to gospodarze, gdy zaledwie 180 sekund później Jewgienij Sawin zaskoczył jeszcze nierozgrzanego golkipera z Kazania.
Druga połowa również rozpoczęła się lepiej dla prowadzącego w lidze Rubinu. Od początku zyskali przewagą i narzucili gospodarzom swój styl gry. Raz po raz gościli pod bramką Eduardo Lobosa, pozwalając Krylji jedynie rzadsze kontrataki. W 66. minucie znów wielka radość ogarnęła kibców kazańczyków, gdy Christian Nobla zdobył swoją drugą bramkę w tym spotkaniu. Nic nie wskazywało na dramat liderów ligi. Głupi błąd na 120 sekund przed końcem meczu zakończył się przewinieniem w polu karnym Ryżikowa. Zmiennik Kozki nie był w stanie zablokować strzału Rusłana Adżindżała i samarczycy po raz drugi doprowadzili do wyrównania. Żadna z serii nie została przełamana. Piłkarze Kurbana Bierdyjewa nie wygrali piątego kolejnego meczu, a Leonida Słuckiego po raz czwarty z rzędu zremisowali. Wynik ten jest bardziej krzywdzący dla gości, którzy tracą kolejne punkty przewagi z takim trudem wypracowanej na początku sezonu.










