„Można przegrać wszystko, tylko nie to spotkanie” – tak przed derbami Trójmiasta swoich pupili motywowali kibice w Gdańsku oraz Gdyni. W premierowym dniu ligowych zmagań w sezonie 2009/2010 doszło do arcyważnej dla lokalnych fanów oraz niezwykle ciekawej dla kibiców w całej Polsce konfrontacji. Po emocjonującym, obfitującym w bramkowe okazje meczu Lechia Gdańsk pokonała swojego rywala zza miedzy w stosunku 2:1. Bohaterem spotkania został kapitan Karol Piątek, strzelec dwóch bramek.
Spotkanie derbowe rozpoczęli grający w żółto-niebieskich trykotach goście z Gdyni, jednak to gracze Lechii już w 20 sekundzie mieli pierwszą okazję do zdobycia bramki. Uderzając ze skraju pola karnego zaskoczyć Bledzewskiego próbował nowy nabytek gospodarzy, były gracz Cracovii, Paweł Nowak. Z biegiem czasu rysowała się optyczna przewaga podopiecznych Marka Chojnackiego, czego efektem był pierwszy wymierzony w światło bramki strzał autorstwa Marcina Wachowicza. Były Lechita otrzymał futbolówkę przed polem karnym i obracając się momentalnie uderzył w kierunku stojącego pomiędzy słupkami Mateusz Bąka. Sześćdziesiąt sekund później ponownie sunęli na bramkę rywala gracze Arki, przebojowo środkiem pola przedarł się litewski napastnik Tadas Labukas, jednak piłka po jego strzale znacznie minęła bramkę rywala. W początkowych fragmentach meczu „Żółto-niebiescy” poczynali sobie nad wyraz agresywnie, stosowali wysoki pressing już na połowie rywala, czego pokłosiem była bramka zdobyta w 13 minucie. Piłkę na 25 metrze od bramki Bąka wyłuskał spod nóg Wołąkiewicza niezwykle aktywny Marcin Wachowicz. Popularny „Wachu” zagrał następnie w tak zwaną „ścianę” z Labukasem i zewnętrzną częścią stopy posłał piłkę do siatki. W ciągu kolejnych minut gospodarze zaczęli przejmować inicjatywę, coraz częściej podchodzili pod bramkę rywala. W 23 minucie błysnął ściągnięty ze Skonto Ryga napastnik Ivans Lukjanovs. Łotysz kapitalnie, z chirurgiczną precyzją przerzucił piłkę nad defensywą Arki, futbolówkę trącił kapitan Lechii Karol Piątek i nawet interweniujący lewy obrońca Bednarek nie zdołał uchronić swojego zespołu przed stratą prowadzenia. Gospodarze próbowali iść za ciosem. Po pół godzinie gry strzałem z dystansu szczęścia próbował były gracz Korony Kielce Marcin Kaczmarek, jednak jego uderzenie było zbyt słabe, by mogło zaskoczyć Bledzewskiego. W 39 minucie ponownie w jednej z głównych ról wystąpił wspomniany przed momentem Kaczmarek. Skrzydłowy Lechii zachował się niefrasobliwie pod własnym polem karnym, zagrywając do swojego golkipera sprokurował rzut wolny pośredni w okolicach piątego metra od linii bramkowej. Podopieczni Chojnackiego nie wykorzystali jednak dogodnej okazji. Nowy nabytek Filip Burkhardt uderzył wprost w zawodników stojących w murze. W ostatnich tchnieniach pierwszej połowy szczęście uśmiechnęło się do „Zielono-białych”. Po dwójkowej akcji Nowaka i Surmy arbiter główny wskazał na wapno znajdujące się jedenaście metrów od bramki Bledzewskiego. Rzut karny pewnie wykonał były Arkowiec a obecnie kapitan Lechii, Karol Piątek. Po emocjonującej, okraszonej trzema bramkami połowie zawodnicy zeszli na przerwę przy prowadzeniu gospodarzy w stosunku 2:1.












