W ostatnim sobotnim meczu Bundesligi Hertha pokonała na własnym stadionie zespół 1. FC Koeln 3:0. Wszystkie bramki padły jeszcze w pierwszej połowie. Cały mecz w barwach gości zagrał Sławomir Peszko, a w drugiej połowie na boisku pojawił się Adam Matuszczyk.
Hertha była zdecydowanie lepszym zespołem, a wynik meczu jest w pełni zasłużony. Berlińczycy przeważali przez całe spotkanie, nie pozwalając gościom rozwinąć skrzydeł. W 8. minucie na mocny strzał z dystansu zdecydował się środkowy pomocnik „Starej Damy” Andreas Ottl, ale piłka minęła bramkę gości. Po niecałym kwadransie gry gospodarze prowadzili już 1:0, a gola strzelił po zamieszaniu w polu karnym młodziutki napastnik Pierre-Michel Lasogga. Chwilę później mogło być już dwa do zera, ale strzał Anisa Ben-Hatiry przeleciał obok słupka bramki strzeżonej przez Michaela Rensinga.

W 26. minucie po raz drugi w tym spotkaniu, a trzeci w sezonie gola strzelił Lasogga. I tym razem młodzieżowy reprezentant Niemiec oszukał obrońców przyjezdnych i zdołał umieścić piłkę płaskim strzałem tuż obok interweniującego Rensinga. Po zaledwie ośmiu minutach zawodnicy Herthy po raz trzeci pokonali golkipera gości, ale tym razem na listę strzelców wpisał się Raffael. Po trzech takich ciosach w ciągu zaledwie dwudziestu minut zawodnicy Koloni nie byli się już w stanie podnieść. Wydawało się, że gospodarzom też nie bardzo zależało na zdobyciu kolejnego gola i powiększeniu prowadzenia, gdyż od tego momentu po prostu stanęli w miejscu.
Na początku drugiej połowy mecz się nieco rozruszał, a to zwłaszcza dzięki dobrym zmianom w zespole gości w przerwie meczu. Na boisku pojawili się Matuszczyk i Clemens, którzy wprowadzili w szeregi swojego zespołu dużo spokoju. W 56. minucie dobrą szansę na strzelenie bramki miał Sławomir Peszko, jednak polski skrzydłowy posłał piłkę prosto w ręce Thomasa Krafta. Niecałe pół godziny przed końcem spotkania na zaskakujący strzał z dystansu zdecydował się Patrick Ebert, ale strzał był o tyle mocny, co niecelny i futbolówka wylądowała między kibicami.
Gra toczyła się bardziej w środku pola, zawodnicy obydwu drużyn zaczęli niepotrzebnie faulować i zobaczyliśmy kilka żółtych kartek. Widać było, że ani goście nie wierzą już w możliwość odwrócenia losów spotkania, ani gospodarze wcale nie mają ochoty do dalszych ataków. Jedyne warte odnotowania sytuacje to strzały Nikity Rukavytsyi i Petera Niemeyera, ale żaden z nich nie znalazł drogi do siatki. Na minutę przed końcem meczu z piłką przy nodze w polu karnym znalazł się Raffael, ale fatalnie przestrzelił i nie zdołał podwyższyć wyniku spotkania. Chwilę potem sędzia zakończył to stojące, mimo wszystko, na słabym poziomie spotkanie.








