Życie Lecha bez Kamila Jóźwiaka okazało się trudniejsze, niż wszyscy myśleli


Dla Lecha nie jest to udany sezon. Wpływ na to ma słaba gra skrzydłowych, którzy nie mogą dorównać statystykami Kamilowi Jóźwiakowi

3 grudnia 2020 Życie Lecha bez Kamila Jóźwiaka okazało się trudniejsze, niż wszyscy myśleli
Przemysław Szyszka / lechpoznan.pl

Kamil Jóźwiak był dla Lecha Poznań kluczową postacią. Dopiero teraz widzimy, jak trudno jest go zastąpić i jaki miał wkład w zwycięstwa Lecha. Na pewno niemały. Pomimo że „Kolejorz” wzmocnił się choćby Janem Sykorą, to jednak nie ta sama jakość. Ogólnie Lech ma problem ze skrzydłowymi w tym sezonie. Co rusz dzieje się coś niedobrego. Raz koronawirus, raz urazy i robią się kłopoty.


Udostępnij na Udostępnij na

W ostatniej kampanii obecnie etatowy reprezentant Polski był fundamentalną postacią Lecha. Gdy działo się źle, brał wszystko na swoje barki i niósł poznaniaków. Doceniamy to dopiero po pewnym czasie. Teraz brakuje takiej osoby. Na pewno wśród skrzydłowych, którzy prezentują się dość przeciętnie. Dla uzupełnienia dodajmy, że zawodnik Derby County strzelił w poprzednich rozgrywkach osiem bramek i zaliczył cztery asysty.

Jak wyglądają statystyki obecnych skrzydłowych Lecha Poznań? Przeciętnie to mało powiedziane. Trójka Kamiński, Sykora, Skóraś w PKO Ekstraklasie ma zaledwie jedną bramką i dwie asysty. Oczywiście rozegrali zdecydowanie mniej minut, ale Kamil Jóźwiak notował średnio punkt w klasyfikacji kanadyjskiej co 243 minuty, za to powyższe trio co 415 minut. Średnio w co piątym spotkaniu ktoś z trójki Kamiński, Skóraś, Sykora notuje asystę lub bramkę. Co by nie mówić, efektywni to oni nie są.

Minuty skrzydłowych Lecha

Teraz to musztarda po obiedzie

W końcówce poprzedniego sezonu, kiedy Lech był nie do zatrzymania, wszystko funkcjonowało bardzo dobrze. Środek pola z Moderem i Tibą, skrzydła z Kamilem Jóźwiakiem i Jakubem Kamińskim. Teraz wszystkie atuty Dariusza Żurawia zostały zablokowane. Moder i Tiba nie grają już tak widowiskowo i efektywnie jak jeszcze przed kilkoma miesiącami, a nawet popełniają kluczowe błędy, jak ten w spotkaniu ze Standardem. Kamil Jóźwiak wypłynął na szerokie wody, a Jakub Kamiński musiał się uporać z niegroźnym urazem. Jesienią jednak nie gra regularnie.

Największym problemem „Kolejorza” jest zbyt słaba ławka. Pokaż ławkę, a powiem ci, jaką mocną masz drużynę. Jeśli mielibyśmy zajrzeć na ławkę rezerwowych, to przyznamy, że bida piszczy i to na wielu pozycjach. Nie inaczej jest na skrzydle. Hubert Michnowicz, dziennikarz z Poznania prowadzący kanał YouTube „MICHNOWICZ o sporcie”, sugeruje, że wzmocnienia powinny się pojawić:

– Oczywiście, że powinien się wzmocnić, ale to nie jedyna pozycja, gdzie takie transfery muszą się pojawić. Obecnie skrzydłowymi są Kamiński, Sykora, Skóraś i czasami Marchwiński. Kamiński i Skóraś spełniają swoją funkcję. Ten pierwszy też nie pogra za długo w Lechu, bo jest w notesach wielu klubów z Europy. Podejrzewam, że po tym sezonie Kuba odejdzie.

Na ruchy transferowe już jednak troszkę za późno. Dariusz Żuraw szyje z tego, co ma, a dużo materiału nie ma. Na domiar złego jeszcze pojawiły się urazy Jakuba Kamińskiego i nieobecność przez kilka tygodni Jana Sykory. Lech zaryzykował, składając tak wąską kadrę, no i się przeliczył. Teraz to już jednak musztarda po obiedzie. Marzenia o upragnionym mistrzostwie trzeba najprawdopodobniej przesunąć na za rok. W klubie cały czas trzymają narrację, że kadra jest dobrze zbudowana, ale oni już sami w to chyba nie wierzą.

Największe rozczarowanie

W Poznaniu dużą nadzieją wiązali z czeskim skrzydłowym Janem Sykorą. Milion euro wydany za zawodnika Slavii Praga to niemało jak na polskie warunki. Miał być zastępcą Kamila Jóźwiaka, który sprawi, że w stolicy Wielkopolski szybko zapomną o przebojowym skrzydłowym. Jego CV naprawdę wyglądało przyzwoicie. Nie wyglądał na kolejny wynalazek skautingu Lecha Poznań. Wystarczy przytoczyć, że w FK Jablonec miał sezon z dziewięcioma bramkami i sześcioma asystami w lidze czeskiej.

Transfer 1 do 1. Poznańskie media zaczęły nawet chwalić zarząd „Kolejorza” za w końcu przemyślane zakupy. To nie były zakupy w supermarkecie, gdzie jak zobaczono promocję, to po prostu brano. Bez zastanowienia i głębszej obserwacji. Sykora był za to kilkukrotnie przeanalizowany, jego cena początkowo była zdecydowanie wyższa, porównywalna z podobnymi towarami. Wszystko wskazywało na to, że nie będzie co płakać po Kamilu Jóźwiaku. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że Czech na razie mocno zawodzi, co zauważa nasz ekspert:

– Jan Sykora jak do tej pory zawodzi. Nie wiadomo, co jest tego przyczyną, czy pozostałości choroby czy jakiś uraz, czy po prostu takim jest piłkarzem, a jego laurka z dokonaniami w innych klubach została na tyle podkręcona, że zainteresowała mocno Lecha. Sykora był też już mocno rozpatrywany w poprzednim okienku transferowym, co tylko świadczy, że Lech bardzo go chciał. Oczywiście można teraz gdybać, ale za podobne pieniądze był do wyjęcia z Zagłębia Lubin Damjan Bohar, jeden z lepszych skrzydłowych ekstraklasy, zaznajomiony bardzo dobrze z naszymi realiami. Starszy o trzy lata od Sykory i może to trochę też zadecydowało o tym, że Lech postawił jednak na 26-latka z Czech.

Ekstraklasa jednak weryfikuje piłkarzy. Tak też się stało z Sykorą. Nie wspominajmy już o jego liczbach, których po prostu nie ma. Oprócz spotkania w drugiej lidze, gdzie zdobył dwie bramki, ma tylko jednego gola. Jego jedyne trafienie to z Apollonem, gdy wynik był już rozstrzygnięty. Miał być zawodnikiem idealnie pasującym stylem do Lecha, a okazał się graczem nijakim. Odnotujmy też, że przez miesiąc nie był do dyspozycji Dariusza Żurawia. Najprawdopodobniej z powodu pozytywnego wyniku na koronawirusa. Swoją pierwszą rundę poza granicami ojczyzny nie zaliczy do udanych.

Przeplatanka Skórasia symbolem Lecha

Ewidentnym pewniakiem do gry jest Jakub Kamiński. Niestety gdy już się rozpędził, przystopowała go kontuzja, dopiero teraz wraca do pełni formy. Dostał nawet powołanie od Jerzego Brzęczka, niestety jednak zamiast spotkać się z „Lewym”, „Kamyk” musiał spędzić przerwę reprezentacyjną w gabinetach fizjoterapeutów. Nie mamy jednak wątpliwości, że swoją jakością się obroni.

Na pozycji skrzydłowego Lech ma jeszcze jednego wychowanka, Michała Skórasia. Niewątpliwie także utalentowanego zawodnika. Wykazuje on duże chęci do gry, bardzo często jest aktywny i jak na razie ma najwięcej minut ze skrzydłowych „Kolejorza”. Niestety jeszcze przeplata spotkania dobre, jak te ze Standardem w Poznaniu, ze słabymi jak derby z Wartą. Stabilizacja to coś, co jeszcze szwankuje u niego.

Michał Skóraś ma jednak duże zaufanie od Dariusza Żurawia. Trener regularnie na niego stawia, do tego stopnia, że wychowanek Lecha tylko raz nie powąchał murawy. Z tygodnia na tydzień coraz bardziej przekonuje do siebie. Warto też odnotować, że po swojej pierwszej bramce dla „Kolejorza” praktycznie się popłakał, a stawka była niemała, gdyż otworzył wynik spotkania ze Standardem. O jego porównanie z Kamilem Jóźwiakiem poprosiliśmy Huberta Michnowicza:

– Jeśli chodzi o dynamikę, to jest podobny do Kamila, może jeszcze nie aż tak szybki na pierwszych pięciu metrach. Brakuje mu przede wszystkim doświadczenia. Jest dwa lata młodszy. Choć trzeba pamiętać, że Kamil dwa lata temu regularnie już grywał w pierwszej drużynie Lecha. Mimo wszystko mocno kibicuję Michałowi, bo dobrze się rozwija i Lech będzie miał jeszcze z niego pociechę.

  Ruchy transferowe konieczne na już

Gdy piszemy o Lechu i jego problemach, to wszystko sprowadza się właściwie do jednego. Złych ruchów transferowych albo raczej małej aktywności podczas okienka. „Kolejorz” nie wzmocnił się wystarczająco przed Ligą Europy. Wiedząc, że zespół czeka gra praktycznie co trzy dni przez całą rundę, nie można mieć w kadrze trzech nominalnych skrzydłowych. To duży kamyk do ogródka dla pionu sportowego. Totalny absurd. Do końca rundy trzeba jednak grać tym, czym się ma. Trzeba na kogoś postawić, a czy Dariuszowi Żurawiowi uda się znaleźć nominalną parę skrzydłowych?

– Szansa jest zawsze. Pytanie brzmi: czy Lech trafi z nowym zawodnikiem tak jak w przypadku Ishaka, czy pomyli się jak z Muharem? Niestety tych mniej udanych nabytków jest więcej. Wspomniany już Sykora, ale i wypożyczeni Kacharawa czy Awwad. Ten pierwszy miał już kilka szans, ale niczym mnie nie przekonał, ten drugi jest chyba na cenzurowanym u trenera Żurawia, bo nie dostaje żadnych szans. Bohdan Butko z końcem grudnia wraca do Szachtara. Moim zdaniem jedynym zawodnikiem z tych wypożyczonych, o którego Lech powinien zawalczyć, jest Vasyl Kravets. Dobrze się patrzy na niego. Szczególnie w kontekście pojawiających się informacji o transferze Tymka Puchacza – odpowiada nam dziennikarz z Poznania, Hubert Michnowicz

Po w miarę udanych transferach w ubiegłe lato Lech tym razem trochę zepsuł to okienko. Plan był dobry, jednak te transfery, a raczej wypożyczenia po prostu się nie bronią na boisku. Kibice oczekiwali po Sykorze i Kaczarawie czegoś więcej. W to, że Czech zostanie godnym zastępcą Kamila Jóźwiaka, już nie wierzę. Teraz najważniejsze są spotkania w lidze. Zadaniem Dariusza Żurawia jest wywalczenie jak najlepszej pozycji wyjściowej przed wiosną, a do tego potrzebni są skuteczni skrzydłowi.

Komentarze
AZARIASZ (gość) - 11 miesięcy temu

Z całym szacunkiem ale co Lech za rok chce niby osiągnąć skoro mają odejść Moder , Puchacz , Kamiński a może i sam Ishak ? Przecież to jest kompletna żenada i mydlenie oczu. Jeśli chcemy być europejską galerią handlową piłkarzy to bądźmy i przestańmy się ośmieszać że walczymy o jakieś ,, cele '' a jeśli naprawdę chcemy o coś walczyć to przestańmy traktować graczy jak żywy towar na handel do pierwszej lepszej oferty.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze