Czwarta kolejka zmagań w Lidze Europy za nami. Dla ekipy trenera Żurawia zakończyła się ona kolejny raz pechowo. Nie zdołali ugrać choćby jednego punktu. Czy dziś można było pokusić się o więcej? Oczywiście! Nie jesteśmy zadowoleni, jest wiele do poprawy. Koniec końców liczy się wynik, który okazał się niepomyślny dla Lecha. Za piękną grę nie dają punktów – liczy się skuteczność. Dziś tej skuteczności Lechowi starczyło na jedną bramkę, ale do swojego dorobku punktowego nie dopisują nawet punktu. Ciągle mają trzy „oczka”.
Zmęczenie sezonem widać po Lechu Poznań jak chyba po żadnym polskim klubie. Liga, Puchar Polski, Europa. Dodatkowo niektórzy zawodnicy występują w swoich reprezentacjach. Zmęczenie i spadek formy w końcu musiały przyjść. Czy dzisiejsze spotkanie pomoże im wrócić na dawne tory?
Poprawić sobie humory
Ostatnie tygodnie, szczególnie w rodzimej lidze, nie należały do najprzyjemniejszych dla Lecha. Dyspozycja drużyny z Wielkopolski pozostawia wiele do życzenia. Nawarstwienie się spotkań, rywalizacja na trzech frontach czy absencje niektórych zawodników spowodowały, że zajmują obecnie dopiero 10. miejsce w ekstraklasie. Ambicje oraz możliwości w Poznaniu są na pewno większe. Teraz jednak priorytetem jest Liga Europy i walka o występy w niej na wiosnę.
Wyjazdowe starcie ze Standardem Liege z wielu powodów było dla poznaniaków bardzo istotne. Przede wszystkim w przypadku zdobyczy punktowej dostarczało tlen i nadzieję, że ich przygoda z europejskimi pucharami nie skończy się po sześciu spotkaniach. Kolejne mecze to też następne zastrzyki gotówki do klubowej kasy. Ponadto zwycięstwo ze Standardem byłoby pozytywnym impulsem, który potem można przełożyć na ligę i próbować w niej coś zdziałać, piąć się w górę tabeli.
Belgijska drużyna zajmowała ostatnie miejsce w grupie D i nie zdobyła jeszcze ani jednego punktu. Dodatkowo „Kolejorz” pokonał ją przy Bułgarskiej w pierwszej konfrontacji. Mimo wszystko nie można było zlekceważyć tego spotkania. To jest Liga Europy. Tutaj nie ma żartów, grania na pół gwizdka czy odpuszczania. Tym bardziej że teraz Standard wzmocniły ważne ogniwa, które we wcześniejszym meczu były nieobecne.
Bez bramek po 45 minutach
Na to spotkanie Belgowie wyszli z ewidentnym planem. Grali wysoko obroną, starali się skracać pole gry. Sporo naciskali Lecha już na jego połowie. Mądrze też neutralizowali jeden z najmocniejszych punktów Lecha – grę skrzydłami. Skóraś i Sykora byli mało widoczni. Standard przeważał. Raz bramkarz „Kolejorza” uratował swoją drużynę od straty bramki, potem obrońcy go wyręczyli i zdołali zablokować strzał czy odebrać piłkę.











