Arka Gdynia, zajmująca obecnie piąte miejsce w tabeli ekstraklasy, przebywa w Turcji na obozie przygotowawczym do rundy wiosennej. Nadszedł więc czas na wzmocnienia i szlifowanie formy na dalszą część rozgrywek. Jednym z potencjalnych kandydatów do gry w polskim zespole jest piłkarz o egzotycznym dla naszej ligi pochodzeniu. Na testach do drużyny Leszka Ojrzyńskiego pojawił się Enrique Esqueda, który, jeśli udowodni swoją wartość, zostanie pierwszym w historii ekstraklasy Meksykaninem.
Skupimy się jednak na innych piłkarzach, których przenosiny do Polski mogły zdawać się trudne ze względu na zmianę otoczenia. Pierwszym i ostatnim Kostarykaninem notującym występy w polskiej lidze był Junior Díaz, dobrze znany sympatykom Wisły Kraków. Pod koniec 2008 roku podpisał kontrakt z klubem i już po sześciu miesiącach mógł szczycić się tytułem mistrza Polski. Był niezwykle uniwersalny, grywał na boku obrony, zaliczał występy na środku defensywy, a Maciej Skorża wystawiał go na pozycji cofniętego pomocnika. Przyczynił się do zdobycia przez Wisłę dwóch tytułów i został sprzedany w 2010 r. do belgijskiego Club Brugge. Na tym jednak jego przygoda z polską piłką się nie skończyła, rok później wrócił do Krakowa w ramach rocznego wypożyczenia. Otarł się wtedy o Ligę Mistrzów, chociaż wiele wskazywało na to, że już wtedy polski klub wróci do elitarnych rozgrywek. Lepszy w rewanżu okazał się jednak APOEL i to drużyna z Cypru zwycięsko wyszła z dwumeczu.
W ramach pocieszenia dotarł do 1/16 finału Ligi Europy i odpadł wraz z zespołem Roberta Maaskanta po rywalizacji z belgijskim Standard Liege. Junior Díaz, jak sam wspomina, będzie dobrze pamiętał wspaniałe chwile spędzone w Wiśle Kraków. Po przygodzie z polską piłką ruszył na niemieckie boiska, na których na poziomie Bundesligi zaliczył w sumie 69 występów. Polskie warunki na pewno pomogły mu w aklimatyzacji w Europie i w późniejszej grze w mocniejszych zachodnich ligach.
Drugim piłkarzem z strefy CONCACAF, który na pewno został zapamiętany w naszym kraju, jest Luis Henriquez, który niedawno podpisał kontrakt z… Polonią Środa Wlkp. Obecność takiego zawodnika w trzecioligowym zespole jest na pewno wspaniałą promocją dla klubu. Panamski piłkarz w ten sposób miałby powalczyć o miejsce na nadchodzącym mundialu. Sytuacja dosyć niespotykana w naszych ligowych warunkach, jednak Luisa Henriqueza możemy zapamiętać ze słynnych konfrontacji Lecha Poznań w europejskich pucharach ze światowymi markami. W 2010 roku na swoim stadionie pokonał sensacyjnie Manchester City 3:1, a Panamczyk rozegrał wtedy pełne 90 minut. Tak samo jak w zwariowanym meczu z Juventusem, podczas którego w ostatnich minutach Lech po kapitalnym strzale Rudnevsa wyrównał na 3:3. Dla dwukrotnego zdobywcy tytułu mistrza Polski nasze krajowe rozgrywki to jedyne w Europie, w jakich występował. Jednocześnie jest pierwszym i ostatnim Panamczykiem grającym w Polsce.
Nieco mniej znany z tego zestawienia powinien być Carlo Costly, napastnik występujący w GKS Bełchatów w latach 2007–2009. Pomimo gry w nieco mniej utytułowanej drużynie mocno przyczynił się do awansu po 28 latach Hondurasu na mistrzostwa świata w 2010 roku. W eliminacjach strzelił sześć bramek i został wyróżniony przez GKS Bełchatów, gdyż stał się pierwszym piłkarzem klubu, który wywalczył ze swoją reprezentacją miejsce na mundialu. Zawodnicy ze strefy CONCACAF potrafią przenieść swoje umiejętności na polskie boiska i wnoszą sporo świeżości w szeregi swoich drużyn. Transfery powyższych zawodników dawały wiele jakości i zostali oni dobrze zapamiętani w Polsce. Egzotyczne kierunki, a takim niewątpliwie jest Kostaryka, Panama, Honduras jak i Meksyk, mogą wypalić, lecz aklimatyzacja pozostaje kwestią indywidualną.











