Po zaledwie 19 godzinach od zwolnienia Franciszka Smudy Wisła Kraków ogłosiła nazwisko nowego szkoleniowca. Stery nad drużyną przejął już po raz piąty w swojej karierze Kazimierz Moskal. – W tej chwili najważniejszy jest cel sportowy – mówił po zakontraktowaniu nowego trenera prezes klubu Robert Gaszyński. Niestety problemy Wisły sięgają obecnie dużo dalej.
Wisła Kraków kibicom i dziennikarzom dużo czasu na spekulacje nie zostawiła. Kazimierz Moskal, chociaż wypierał się ewentualnego transferu do Wisły, dzisiaj został oficjalnie zaprezentowany jako jej pierwszy trener. Do tej pory był bez klubu, a w Wiśle jego najdłuższy staż wynosił cztery miesiące (2011/2012). Teraz ma popracować dłużej.
Nowego trenera środowisko piłkarskie przyjęło raczej sceptycznie. Moskal ostatnimi czasy pracował w klubach z I ligi (Termalice i GKS Katowice), ale awansować do ekstraklasy mu się z nimi nie udało.
Wisła podpisała kontrakt z Moskalem do czerwca 2016 roku, co teoretycznie ma oznaczać, że nowy trener nie jest tylko tymczasowym kołem ratunkowym. Czy był to dobry ruch, trudno obecnie jednoznacznie ocenić. Biorąc pod uwagę tylko sytuację finansową klubu, odpowiedź brzmi „raczej nie”. Wisła wciąż musi bowiem płacić pensję Franciszkowi Smudzie, który nie zgodził się na rozwiązanie umowy za porozumieniem stron.
– Jeśli chodzi o konsekwencje finansowe tej sprawy, zapewniam, że decyzja została podjęta świadomie – zapewniał na konferencji prezes Gaszyński.
Nie zmienia to jednak faktu, że Wisła będzie miała teraz na utrzymaniu dwóch trenerów, a wydatków i długów „Biała Gwiazda” posiada, delikatnie mówiąc, sporo. Krakowski klub ma zaległości wobec zawodników, miasta i menedżera Adama Mandziary, który domaga się od klubu niewypłaconych prowizji za transfery sprzed kilku lat. Wisła przegrała tę sprawę w kolejnej instancji i możliwe, że będzie musiała zwrócić Mandziarze (nieoficjalnie) około 3 milionów złotych.
https://twitter.com/izis1989/status/575259515609858048
Przy Reymonta martwi też frekwencja, która miała zasilić budżet klubu, a jest z nią coraz bardziej krucho. Na meczu z Zawiszą na trybunach zjawiło się około 9 tysięcy kibiców, co jest zdecydowanie za słabym wynikiem jak na mogący pomieścić ponad 33 tysiące osób stadion.
– Co z tego, że znajdziemy fajny program marketingowy, jeśli przyjdzie garstka ludzi i nie będzie zespołu – zaznaczał na konferencji prasowej prezes Gaszyński.











