Królem zimowego polowania spośród ekip Ligue 1 bez wątpienia zostało Paris Saint-Germain. Wspierani katarskim kapitałem paryżanie nie szczędzili środków, by sprowadzać kolejne gwiazdy, gdy tymczasem pozostali uczestnicy wyścigu o mistrzostwo stonowanie podeszli do styczniowych transferów. W peletonie goniącym PSG znaczących ruchów dokonali tylko obrońcy tytułu z Lille i próbujący powrócić na ligowy szczyt „Żyrondyści”.
Katarskiej ofensywy ciąg dalszy
Gdy wszystkie największe i najbogatsze europejskie firmy postanowiły milcząco spędzić zimowe wzmocnienia, pieniędzy żałować nie chcieli nowi katarscy włodarze w stolicy Francji. PSG już latem okazało się jednym z najaktywniejszych podmiotów piłkarskich na Starym Kontynencie (42 miliony euro za Javiera Pastore nie mogły przejść bez echa) i również na początku roku 2012 stołeczny klub chciał zwrócić na siebie uwagę. Do wydanych wcześniej około 86 milionów euro teraz dołożyli co prawda „skromne” 20, ale przy indolencji konkurencji, to oni okazali się wygranymi nie tylko na własnym podwórku, ale w całej Europie.
Tym oto sposobem nad Sekwaną zawitały gwiazdy może nie pierwszego europejskiego formatu – mówiło się przecież o Beckhamie, Kace czy Pato – ale na jakość usług, które zakupieni piłkarze oferują kibice z Parc des Princes narzekać nie mogą. Ze słynnej Barcelony przybył Maxwell (boczny obrońca, 3,5 mln euro), z Chelsea Alex (środek obrony, 5 mln euro), a defensywnym wzmocnieniem drugiej linii został najdroższy zimą Thiago Motta z Interu Mediolan (11,5 mln euro). Wydatnie przy tych transakcjach pomogły znajomości dwóch najważniejszych postaci odpowiadających za poziom sportowy w PSG, czyli Leonardo i Carlo Ancelottiego. Bez wątpienia to Brazylijczyk był głównym pomysłodawcą przybycia Motty (szczególnie, że Ancelotti potrzebował kolejnego defensywnego pomocnika w swoim ulubionym choinkowym systemie), sam trener paryżan zaś wiedział, iż w Londynie na ławce marnuje się wielki potencjał środka obrony, czyli Alex.
Każdy z tych piłkarzy dla francuskiej piłki ma ogromne znaczenie w kontekście podwyższenia jakości gry, choć zapominać nie można, że są to postacie już wiekowe (każdy z nich niebawem rozpocznie albo już rozpoczął czwartą dekadę życia) i trudno powiedzieć, by byli oni rozwiązaniem długofalowym. Dodać też trzeba jednak fakt, że formacje obronne są dość newralgicznym rejonem na boisku, do którego trudno szybko sprowadzić piłkarza perspektywicznego, a zarazem przynoszącego od razu ze sobą wysoką jakość. Po ofensywnych zakupach letnich (Pastore, Menez, Gameiro) dla zachowania równowagi przyszedł czas na gwiazdorów grających bliżej własnej bramki. Z czym nie zdążyło się teraz (Kaka i Pato), na to przyjdzie niedługo czas, bo przecież już w czerwcu rozpoczną się kolejne zakupy…
Napastnik odszedł, napastnik przyszedł
Najdroższą transakcją, zarówno we Francji, jak i w Europie, okazał się Thiago Motta. Niewiele jednak gorszą kwotą pochwalić się mogą mistrzowie kraju, którzy co prawda sprzedali, ale za 10 milionów euro, króla strzelców ostatniego sezonu, Moussę Sowa. Przyszłość Senegalczyka rozstrzygnęła się podczas jego pobytu na Pucharze Narodów Afryki, a miejscem jego dalszego rozwoju będzie tureckie Fenerbahce. O tym, że supersnajper „Les Dogues” chce zmienić klub, gdyż nie jest zadowolony z obecnego pracodawcy, mówiło się już latem. Teraz gdy do właściwego transferu doszło, okazało się, że sam piłkarz z zespołem nie chciał się rozstawać, a informacje, jakoby wybrał się nad Bosfor z powodów finansowych, stanowczo zdementował. Sow poczuł się urażony takimi insynuacjami i potwierdził swoje przywiązanie do Lille, a powodem zmiany barw była niechęć włodarzy, a nie jego samego. Klub z północy Francji temu zaprzeczył…
Niemniej jednak trener Rudi Garcia potrzebował w takiej sytuacji zupełnie nowego napastnika, gdyż Irek Jeleń nie spełniał pokładanych w nim nadziei, a Ronny Rodelin jest stanowczo za młody, by stać się ostoją ofensywy Lille. Wyśmienitym wyjściem okazał się Nolan Roux. Młody, bo 23-letni i bardzo uzdolniony piłkarz już w swoim debiucie był w stanie zdobyć dwa gole, czym niejako przesądził przyszłość swoją i Jelenia w składzie Lille. Wydane 8 milionów euro szybko zaczęło się spłacać.
Może trochę na uboczu pojawiła się również informacja o zatrudnieniu jako jednego z „LesDogues” powracającego do francuskiej ligi Mauro Cetto (200 tys. euro). Argentyńczyk po niezbyt udanej przygodzie we włoskim Palermo przychodzi na ratunek defensywie obrońców tytułu, gdyż na kilka miesięcy z powodu operacji barku wyeliminowany został Marko Basa.
Znaczący polski akcent
Lille zimą nie tylko odejściem Sowa osłabiło swój potencjał ofensywny. Zmęczony ciągłymi obietnicami gry w pierwszej jedenastce Ludovic Obraniak postanowił uciec spod ręki niesłownego Garcii i wybrał się do Bordeaux (1 milion euro). W Akwitanii przywitano go z otwartymi ramionami. Trener Francis Gillot nie krył już od dłuższego czasu zachwytu nad talentem reprezentanta Polski i w nim szukał rozwiązania na pozycji skrzydłowego w swoim zespole. Ulubieniec Franciszka Smudy od razu wpasował się do ekipy i już zaczyna odgrywać znaczącą rolę, będąc zwykle najbardziej wyróżniającą się postacią. Informacja ta może cieszyć nie tylko sympatyków Girondins Bordeaux, ale również wszystkich polskich kibiców, którzy mają nadzieję, że w wykonaniu Obraniaka zobaczą jeszcze wiele bramek w biało-czerwonej koszulce, takich jak ten z Wybrzeżem Kości Słoniowej.
Odbudowujący swoją potęgę „Żyrondyści” nie na Obraniaku zakończyli swoje piłkarskie wzmocnienia. Właściwie jeszcze przed Polakiem pojawił się znacznie od niego droższy Brazylijczyk Mariano. Trzy miliony euro zapłacone Fluminense mają zapewnić, że nie tylko lewa obrona w postaci Tremoulinasa, ale również i prawa będzie odgrywała znaczącą rolę w atakach Bordeaux.
A inni?
Na tym zamyka się właściwie repertuar transferów znaczących piłkarzy, znanych przeciętnemu kibicowi futbolu. Nie oznacza to jednak, iż inne kluby nie robiły w tej mierze nic. Beniaminek z Dijon sprowadził tej zimy aż trzech piłkarzy, a oddał trzech, lecz raczej żadne z tych nazwisk uwagi czytelnika raczej nie przykuje (może poza Gaelem Kakutą, który w Chelsea nie wywalczył sobie miejsca).
Podsumowanie tego okienka zakończyć zatem chcę listą tych kilku niewspomnianych piłkarzy, których transfery już mocno się zaznaczają w grze klubów albo prawdopodobnie niedługo się zaznaczą. Broniące się przed spadkiem Ajaccio wzięło od zeszłorocznego spadkowicza Lens brazylijskiego napastnika, Eduardo, który od razu wstrzelił się w bramkę rywali. Krótką przygodę z piłką hiszpańską (Granada) zakończył Yohann Mollo i teraz przyjechał do Francji pomóc w utrzymaniu w lidze Nancy. Paryskie progi opuścił po latach niebytu Mevlut Erding. Turek zasilił swoimi strzeleckimi możliwościami bretońskie Rennes za niemałe 7,5 mln euro. Śladami Mollo, choć ze wschodniego kierunku, poszedł Thomas Kahlenberg. Były już piłkarz Wolfsburga i Auxerre za darmo przeszedł do najlepszego z beniaminków, Evian.
Zapomnieć nie można również o Lucho Gonzalezie. Wieloletnia gwiazda i symbol Olympique Marsylia wraca na stare śmieci do FC Porto. Tę stratę dla francuskiego futbolu odżałować chyba najtrudniej. Jest to piłkarz o niesamowitym potencjale, który do meczów Ligue 1 wciąż był w stanie wnosić wiele magii, a puszczony został tylko z powodów finansowych. Marsylia po prostu szukała oszczędności…