Nie wiadomo do końca, kto rozpoczął tradycję rozgrywania noworocznego treningu, z całą pewnością możemy jednak stwierdzić, że to jeden z najstarszych zwyczajów związanych z piłką nożną w Polsce. Najbardziej znana legenda głosi, jakoby wracający z kolegami po sylwestrowej nocy Ludwik Gintel (jeden z najlepszych obrońców w przedwojennej historii naszego futbolu) zaproponował im rozegranie meczu na boisku Cracovii. Odkąd tylko opisują go gazety, zawsze jest to spotkanie pierwszej drużyny najstarszego polskiego klubu z jego rezerwami.
Tym razem Nowy Rok przywitał nas w Krakowie dziesięciostopniowym mrozem, potwornym smogiem i… piękną, słoneczną pogodą. Trenerzy zdecydowali się na wyraźny podział między pierwszy a drugi zespół, nie było mowy o wymieszaniu ze sobą drużyn.
Skład I drużyny: Sandomierski – Wójcicki, Polczak, Rymaniak, Jaroszyński, Dąbrowski, Cetnarski, Zejdler, Kapustka, Zjawiński, Budziński.
— CRACOVIA (@MKSCracoviaSSA) January 1, 2016
Skład Cracovii II na #TreningNoworoczny: Stępniowski -Słowiak, Studnicki, Moskal, Duszyk, Poznański, Jeż, Szymczak, Kotwica, Panek, Kiebzak.
— CRACOVIA (@MKSCracoviaSSA) January 1, 2016
Po życzeniach dla kibiców Cracovii, które wygłosił prezes Janusz Filipiak, punktualnie o godzinie dwunastej symboliczne kopnięcie przez przedstawicielkę władz miasta rozpoczęło kolejny Trening Noworoczny, trwający czterdzieści minut. Na pierwszą w tym roku na świecie bramkę (mecz pomiędzy WS Wanderers a Adelaide United w lidze australijskiej zakończył się bowiem bezbramkowym remisem) czekaliśmy do 12:18. Po ładnej i składnej akcji gola dla pierwszej drużyny zdobył Bartosz Kapustka (lub była to bramka samobójcza Patryka Moskala – co do tego, czy większy wpływ miał strzelec czy obrońca, od którego odbiła się piłką, zdania są podzielone). Reprezentant Polski otwiera więc w bardzo udany sposób kolejny rok swojej, miejmy nadzieję wielkiej, kariery i zostawia za sobą grudniowe problemy.

Do ciekawego zdarzenia doszło tuż po zmianie stron, gdy Mateusz Cetnarski… zmienił Grzegorza Sandomierskiego na bramce i pokazał, że mógłby być Manuelem Neuerem wersja 2.0. To był najgłębiej cofnięty rozgrywający i najbardziej ofensywny bramkarz w dziejach piłki nożnej. Po jednym z jego wyjść w okolice pola karnego przeciwników i kontrze zespołu rezerw gola zdobył Dawid Pawlusiński. Zbieżność nazwisk ze znakomitym pomocnikiem nieprzypadkowa.
W czasie całego treningu widać było, że nikt nie chce wyrządzić sobie i rywalowi krzywdy. Co jednak ważne, oba zespoły bardzo umiejętnie operowały piłką, popisując się niezłym wyszkoleniem technicznym. Nawet w tak luźnym i bezstresowym pojedynku zobaczyliśmy, w jakiej formie i pewności do własnych umiejętności znajdują się obecnie „Pasy”.
Z kronikarskiego obowiązku – mecz zakończył się zwycięstwem pierwszej drużyny 3:1, które oglądało ze stadionu niemal 3000 ludzi.