Nie wiadomo do końca, kto rozpoczął tradycję rozgrywania noworocznego treningu, z całą pewnością możemy jednak stwierdzić, że to jeden z najstarszych zwyczajów związanych z piłką nożną w Polsce. Najbardziej znana legenda głosi, jakoby wracający z kolegami po sylwestrowej nocy Ludwik Gintel (jeden z najlepszych obrońców w przedwojennej historii naszego futbolu) zaproponował im rozegranie meczu na boisku Cracovii. Odkąd tylko opisują go gazety, zawsze jest to spotkanie pierwszej drużyny najstarszego polskiego klubu z jego rezerwami.Tym razem Nowy Rok przywitał nas w Krakowie dziesięciostopniowym mrozem, potwornym smogiem i… piękną, słoneczną pogodą. Trenerzy zdecydowali się na wyraźny podział między pierwszy a drugi zespół, nie było mowy o wymieszaniu ze sobą drużyn.
Po życzeniach dla kibiców Cracovii, które wygłosił prezes Janusz Filipiak, punktualnie o godzinie dwunastej symboliczne kopnięcie przez przedstawicielkę władz miasta rozpoczęło kolejny Trening Noworoczny, trwający czterdzieści minut. Na pierwszą w tym roku na świecie bramkę (mecz pomiędzy WS Wanderers a Adelaide United w lidze australijskiej zakończył się bowiem bezbramkowym remisem) czekaliśmy do 12:18. Po ładnej i składnej akcji gola dla pierwszej drużyny zdobył Bartosz Kapustka (lub była to bramka samobójcza Patryka Moskala – co do tego, czy większy wpływ miał strzelec czy obrońca, od którego odbiła się piłką, zdania są podzielone). Reprezentant Polski otwiera więc w bardzo udany sposób kolejny rok swojej, miejmy nadzieję wielkiej, kariery i zostawia za sobą grudniowe problemy.












